poniedziałek, 11 listopada 2019

Z Cyklu - Gry (12) - Valiant Hearts


Kolejna gra wojenna którą mogę dopisać do dorobku ukończonych. Podobno niezwykła, miała sporo pozytywnych recenzji i opinii. W sumie nie znalazłem ani jednej negatywnej. Do tego pierwsza wojna światowa wzięta na plan, więc coś dla mnie zupełnie innego od gier w które grałem dotychczas. Czy było warto w nią zagrać?

Gra zaczyna się w momencie wybuchu pierwszej wojny światowej. Od tego momentu obserwujemy perypetie kilku głównych bohaterów. Mamy francuza Emile'a, amerykanina Freddie'go, niemca Karla, belgijkę Annę, którzy są grywalnymi postaciami. Do tego często towarzyszy nam niemiecki pies Walt. Prócz tym ostatnim gramy naprzemiennie wszystkimi postaciami podczas przebiegu gry. Jeśli chodzi o sam gatunek, gra jest typową przygodówką z różnymi zagadkami, akcję obserwujemy z boku. Zagadki nie są mocno skomplikowane, ale nie ukrywam, sięgałem nieraz do opisu przejścia. Niestety ale gra nie jest w moim typie jeśli chodzi o sam gatunek, stąd ogólna ocena na koniec będzie zaniżona, w pewnym momencie nawet zastanawiałem się czy grać, czy może po prostu obejrzeć jakiś gameplay? Natomiast jeśli ktoś lubi rozwiązywać zagadki, powinien być zadowolony, mimo ze ich rozwiązanie nie zajmuje dużo czasu. Samo sterowanie natomiast było dla mnie nieco udziwnione i często myliły mi się klawisze. Kierujemy strzałkami, do tego mamy spację, shift i D. Nie korzystamy w ogóle z myszki. Ogólnie to co opisałem jest tym co za bardzo mi się nie podobało w Valiant Hearts.

Natomiast reszta to już same pozytywy. Na pewno pierwszym z nich jest osadzenie realiów pierwszej wojny światowej w grze. Klimat naprawdę autentycznie czuć. Przemierzamy zarówno miasteczka jak i ciągnące się okopy. W tych drugich trup ściele się naprawdę gęsto, widok kilkudziesięciu zwłok na ekranie nie jest tutaj niczym nadzwyczajnym. Sama wojna przyniosła wielu rannych i zabitych. Stąd często widać też żołnierzy którzy leżą z zabandażowanymi częściami ciała. Akcja gry dzieje się w ciągu dnia i nocy. Przemierzamy zarówno okopy jak i podziemia. Gra daje nam również ciekawostki i informacje odnośnie pierwszej wojny światowej, co jest według mnie ogromnym plusem. Można sobie ładnie uzupełnić braki z historii i dowiedzieć się tego, czego nam nie powiedzieli w szkole.

W czasie bitem widać co się dzieje w oddali, bierzemy udział w szarżach, dywersjach, atakach. Sami ogólnie nie strzelamy co może wydawać się co najmniej dziwne. Zdarza się jednak, że napotykając piechurów wroga ogłuszamy ich, czy się przed nimi ukrywamy i idziemy dalej, aż znikniemy z pola widzenia. W czasie gry używamy czasami przedmiotów do rzucania by wróg skupił uwagę gdzie indziej, oraz możemy też rozkazywać psu, by zajął przeciwnika. Niejednokrotnie musimy też znaleźć ładunki wybuchowe, uzbroić je i potem dokonać detonacji. Kolejne rozdziały gry są zróżnicowane. Na początku mamy trening, dostajemy się do niewoli, są dwa etapy gdzie jedziemy samochodem i unikamy niebezpieczeństw, ucieczkę z obozu jenieckiego i nie tylko.

Co dalej. W grze niejednokrotnie przekonamy się jaka wojna jest okrutna. Zwłaszcza w etapach gdzie gramy sanitariuszką anną. Trzeba pomagać rannym żołnierzom i cywilom. Słychać krzyki i wołania o pomoc. Podczas opatrywania rannych gramy w mini grę i też towarzyszy nam swoista muzyka. Są też etapy gdzie doszło do użycia gazów bojowych. Nie wiem jak to opisać, ale dla nich warto w tę grę zagrać. To jest w mojej opinii najmocniejszy aspekt całej gry. W każdym razie są momenty które naprawdę mocno wewnątrz ściskają. Jeden z pierwszych momentów który mocno mnie uderzył, to ten kiedy nasz pupil wpadł w drut kolczasty. Nasz bohater próbuje go wyciągnąć, lecz nie ma nożyc do cięcia drutu. A z góry zjeżdża po błocie pojazd prosto na nas i wszystko wygląda tak, jakby pies miał nie przeżyć. Sama gra ogólnie dobre momenty, ale nie kończy się w 100% happy endem.

Jeśli chodzi o grafikę, twórcy zaserwowali komiksową oprawę. Jest bardzo prosta, ale kolorystycznie idealnie pasuje do klimatu. Animacje są w porządku, podobało mi się jak wszędzie unosił się zielony gaz. Jeśli natomiast chodzi o postacie, mimo że gra ma smutny nastrój, to animacje między innymi dowódców, ich reakcje, były bardzo komiczne. Muzyka jest idealna, nic w niej bym nie zmieniał.

Podsumowując. Valiant Hearts z jednej strony jest bardzo dobrą grą, z drugiej - nie dla każdego, ze względu na gatunek. Jeśli ktoś chce postrzelać, powinien zrezygnować z tej gry i przejść na COD czy coś innego. Jeśli ktoś lubi przygodówki, a przede wszystkim chciałby poznać naprawdę ciekawą historię, to śmiało może sięgnąć po ten tytuł. Sama rozgrywka jest dosyć krótka, można grę przejść w 4 godziny. Jednakże ten czas jest wypełniony masą atrakcji i choć gra nie jest dla mnie czymś w co będę zagrywał się jak dziki pies to i tak cieszę się że mam tą grę za sobą i szczerze polecam.

środa, 30 października 2019

Z Cyklu - Gry (11) - Spec Ops: The Line


Kolejna gra i strzelanka. Tym razem jednak inna i nie ze względu na to, że do tej pory pisałem na blogu o FPSach, a w końcu przyszedł czas na grę TPS.

SOTL przedstawia historię osadzoną w Dubaju. Jako kapitan Walker dowodzimy 3 osobowym oddziałem, w skład którego wchodzi jeszcze porucznik Adams i sierżant Lugo. Mamy wykonać misję zwiadowczą, gdzie na samym początku dochodzi do starcia z rebeliantami. Nasze zadanie szybko się jednak zmienia w misje ratunkową, bowiem otrzymujemy prośbę o pomoc od oddziałów które wpadły w pułapkę. Historia która jest zagadką powoli odkrywa nam kolejne elementy. Nie będzie to zwykła strzelanka jak typowe COD, BF i inne tytuły. Tym razem jest to coś naprawdę innego. W tej grze jako amerykanin będziemy głównie walczyli z innymi amerykańskimi żołnierzami, którzy zostali w Dubaju. Historia jest naprawdę niesamowita, dla niej chociażby warto zagrać w grę.

Jako strzelanka gra świetnie spełnia swoją rolę. Jest bardzo dużo przeciwników i masa starć niejednokrotnie przerwana spacerkiem czy biegiem do kolejnych lokacji. Strzela się naprawdę przyjemnie. Do dyspozycji mamy M4, UMP, SCAR, parę shotgunów, 3 pistolety, kałacha, granaty, 2 karabiny snajperskie, ckm, rpg i kilka innych. W części broni możemy przełączać tryb auto na serię, do M4 można założyć tłumik, a SCAR ma granatnik. Jeśli miałbym podsumować uzbrojenie - jest na dobrym poziomie. Możemy też podchodzić do przeciwników i ich ogłuszać albo cicho eliminować. To drugie niejednokrotnie się przydaje, dzięki czemu dziesiątkujemy armię przeciwnika przed starciem. Naszym podkomendnym możemy też wydać rozkaz, kogo mają przyszpilić ogniem. Kiedy ktoś z naszym zostanie ranny, możemy podejść uleczyć, albo wydać rozkaz pomocy. Demolka w grze to coś pięknego. Możemy np strzelać w szyby, które gdy pękną, zasypują przeciwników tonami piasku. Zapomniałbym powiedzieć też o epizodzie z helikopterem, kiedy to walczymy z innymi śmigłowcami i strzelamy z mini guna. Pod kątem zabawy jestem z gry mocno zadowolony.

Graficznie gra trochę się postarzała, powstałą bowiem w 2012 roku. Upływa lat mimo że na nią wpłynął dla mnie nie miał jakiegoś znaczenia, gra wygląda dla mnie naprawdę ładnie. Mapy mimo że poruszamy się po nich wyznaczonymi ścieżkami, to i tak sprawiają wrażenie ogromnych. Możemy zarówno podziwiać pustynne widoki jak i zróżnicowane pomieszczenia w budynkach po których się poruszamy. Muzyka natomiast świetnie oddaje klimat i chyba sobie ściągnę soundtrack do słuchania podczas pisania tekstów czy innej pracy.

Co można powiedzieć o wrogich jednostkach? Żołnierze potrafią walczyć i są różnorodni. Wielu ukrywa się za osłonami, niektórzy biegną jak rambo w naszym kierunku, inni zachodzą nas z innej strony. Same bitwy to ogólny chaos, a jak rzucimy granat to przeciwnicy starają się oddalić. Wróg potrafi nas razić z daleka i nie tylko snajperzy, zatem ukrywanie się za osłonami jest bardzo wskazane. Z biegiem czasu są coraz lepsi przeciwnicy, zdarzają się też opancerzeni których zabicie jest nie takie łatwe. W grze niejednokrotnie natrafimy na przeciwników którzy postrzeleni leżą i wiją się z bólu. Możemy do nich podejść i dokonać egzekucji, zastrzelić, albo zwyczajnie zostawić w cierpieniu.

Co jest największą zaletą gry? Fabuła, rozwój akcji, oraz decyzje jakie musimy podjąć w trakcie.



PARĘ SPOILERÓW



Przykładowo napotykamy snajperów celujących w dwóch ludzi powieszonych za ręce na moście. Wrogi dowódca tłumaczy nam że snajperzy nic nam nie zrobią a my mamy dokonać wyboru kogo zabić - cywila który ukradł wodę, czy żołnierza który go dopadł, ale wybił mu przedtem całą rodzinę. Możemy zabić jednego z nich, biec dalej, albo zająć się snajperami. 4 różne wybory w jednym momencie. Mniej więcej w połowie gry dochodzimy do momentu, gdzie na naszej drodze stoi armia. Nie ma możliwości by wyjść ze starcia zwycięsko. Zatem dowódca decyduje się na użycie białego fosforu. Czym jest biały fosfor - silnie zapalająca substancja, bardzo trudna do ugaszenia. W żadnej grze nie miałem możliwości spuścić na kogoś białego fosforu. Skutki użycia są okrutne. A potem nagle okazuje się że w wyniku jego użycia zabiliśmy kilkadziesiąt cywilów, którzy zostali ukryci i przygotowani do ewakuacji. Przyznam szczerze, że gra z biegiem czasu jest coraz bardziej zawiła a podobnych niespodzianek czeka nas jeszcze trochę.



KONIEC SPOILERÓW



Jakby określić grę pod kątem fabularnym, mamy do czynienia z istnym jądrem ciemności/czasem apokalipsy. Dla mnie jest to pod tym względem jeden z najlepszych tytułów z jakim miałem do czynienia. Oprócz tego widzimy później co się dzieje z bohaterem oraz jego towarzyszami. Jak wojna wpływa nie tylko na żołnierzy ale i cywilów. Mamy do czynienia tutaj z istnym majstersztykiem. Przez samą fabułę grę ukończyłem 2 razy, bo potem łątwiej było mi wszystko zrozumieć i ułożyć sobie w głowie.

Co mógłbym jeszcze powiedzieć? Jak dla mnie gra w sumie nie ma wad. Masa osób narzeka na system rozgrywki i bieganie od osłon do osłon. Może i jest nieco toporny, ale bieganie jest okupione kosztem mobilności więc dla mnie nie jest to jakimś minusem. Jedno do czego można było by się przyczepić do długość gry. Można ją ukończyć spokojnie w jakieś 5 godzin. Ale to w sumie jedyna rzecz która nie jest pozytywem w SOTL

Podsumowanie. Grało mi się naprawdę przyjemnie w SOTL i nie żałuję ani minuty spędzonej przed komputerem. Dla mnie w moim osobistym rankingu będzie w ścisłej czołówce i myślę że kiedyś znowu sobie powtórzę. Może twórcy stworzą kolejne części z całego cyklu, jak tak to będą to dla mnie pozycje obowiązkowe do ogrania. Gra ogólnie przez świat graczy jest niedoceniona i dosyć słabo znana. Zatem mam nadzieję że chociaż kilka osób po przeczytaniu wpisu zagra w SOTL.

piątek, 25 października 2019

Z Cyklu - Gry (10) - Far Cry


Są gry które zapisały się w historii. Korzystając z możliwości nadrabiam tytuły nawet sprzed kilku/kilkunastu lat. Wielokrotnie można natrafić na perełki i pozycje godne uwagi. Tym razem wybór padł na Far Cry. Podobno jeden z najlepszych shooterów FPP. Zatem czy było naprawdę warto zagrać?

Intro nasunęło mi skojarzenia z Stevenem Seagalem. Główny bohater zostaje zaatakowany na swoim małym jachcie, na oceanie. Ktoś miał albo zły dzień, albo pomylili łódeczkę z okrętem wojennym, sądząc po liczbie wystrzelonych pocisków. Bohaterowi cudem udaje się przeżyć i rusza na swoją krucjatę. Nie powiem, filmik wprowadzający był nie tylko dynamiczny, ale też dziwny, było w nim tyle logiki co w niejednym filmie sensacyjnym klasy B, czy C. No nic, po chwili rozpoczęła się rozgrywka. Mimo upływu czasu i postarzenia, gra o dziwo cieszyła moje oczy. Otwarte ogromne tereny, rajskie wyspy, woda w której chciało by się wykąpać. Idealne miejsce na urlop, chyba kiedyś będę musiał wybrać się w tropiki. Niemal od razu dochodzi do pierwszych walk. Znajduję maczetę, pistolet. Mogę walczyć otwarcie w stylu rambo, albo cicho eliminować przeciwników. Wrażenia jak najbardziej pozytywne. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że gra robi dzisiaj dobre wrażenie. W miarę zapuszczania się w głąb terenu dowiadujemy się powoli o co tak naprawdę chodzi. nie będę zdradzał fabuły. Ogólnie podchodząc do Far Cry nastawiałem się na normalną strzelankę.

Najemnicy z którymi przychodzi nam walczyć z początku wydają się łatwymi przeciwnikami. Krzaki i drzewa skutecznie nas kamuflują, możemy rzucać kamieniami by odwrócić uwagę. Mamy oddane do dyspozycji łodzie, pontony, humvee, buggy czy paralotnię. Dosyć często przyszło mi z nich korzystać, a i znacząco skracały czas podróży. Dosyć szybko jednak wrogowie pokazują na co ich stać. O ile w bliskim starciu gdy zostają zaatakowani robią głupie błędy i są zdezorientowani, tak potrafią skutecznie razić nawet z dalekich dystansów. Tak, Far Cry nie jest prostą grą, już w pierwszym etapie kiedy robiłem abordaż na statek ginąłem kilkanaście razy, bo nie dostrzegłem niejednego strzelca umieszczonego na wyższych pokładach czy mostkach. O dziwo, bardzo łatwo i szybko można tutaj polec. Jeżeli chodzi o bronie, to mamy wspomnianą maczetę i pistolet, mp5 z tłumikiem, snajperkę, shotgun, wyrzutnie rakiet, m4, oicw i parę innych broni. Są też granaty, granaty dymne i flashbangi. Uzbrojenie jest całkowicie wystarczające, choć na początku miałem wrażenie że wybór jest bardzo skromny.

Lokacje po których przemierzamy zamieniają się z dżungli i wysp po bunkry, hangary, laboratoria i inne budowle. Jest całkiem różnorodnie, nawet jedna misja przypominała mi filmy o wietnanie, kiedy to łodzią patrolową przemierzałem rzekę. Zdarza nam się też walczyć z helikopterami, czy eliminować stanowiska ckmów. Sama gra ogólnie pod wieloma względami jest fajna i rozbudowana. Jak na grę która dla niektórych jest wręcz legendarna, myślałem że będzie miała pełno zalet i będzie się przyjemnie grało przez cały czas. Główny bohater jest momentami zabawny. Jest wręcz w fatalnym położeniu bo tereny które przemierza, roją się od wrogów. Rzuca nieraz zabawnymi tekstami, nawet jeśli dana sytuacja wygląda nieciekawie. Jakbym miał określić, podchodzi do całości tak, jakby miał chujowy dzień w pracy. Są etapy gdzie nie walczy sam, pomaga jednej pani naukowiec, która też dobrze walczy.

Wszystko ładnie pięknie, gra podobno świetna. Też tak myślałem przez pewien czas. Teraz przejdę do wad i tego co mi się nie spodobało. Poziom trudności nawet najłatwiejszy, jest bardzo wymagający. Nie niemożliwy, ale jest naprawdę bardzo trudno, w grze w niejednym momencie musiałem powtarzać zabawę od checkpointu, a nie ma opcji save game. Albo po prostu nie znalazłem. Niemniej jednak przez wiele zgonów straciłem dobre jakieś 10 godzin życia. Następna rzecz to różnego rodzaju zagadki. Nie lubię łażenia tam i z powrotem, nie lubię elementów ze starych shooterów. Lubię iść do przodu i strzelać zamiast tracić czas na szukanie jakichś przełączników, kart itp. Te elementy tutaj są, na szczęście w umiarkowanym stopniu. I teraz coś co najbardziej nie przypadło mi do gustu. Myslałem że to będzie normalna strzelanka w której walczy się z ludźmi. A tu po kilku etapach ni z gruchy, ni z pietruchy zaczęły wyskakiwać mi mutanty. Gdyby cos takiego zaserwowano mi na samym początku, albo jakbym obejrzał jakieś gameplaye, to raczej bym Far Cry nie ruszył, albo bynajmniej nie teraz. Strzelanka zmieniła się w survival horror. Na początku są jakieś humanoidalne mutanty które szybko skaczą, a potem dołączają jakieś przerośnięte hulki z granatnikami i strzelcy którzy mają niesamowitą zwinność i skaczą lepiej niż Kamil Stoch. Tyle dobrego, że mutanty nie walczył jedynie ze mną, ale też z najemnikami i naukowcami. Niestety, ale elementy horroru sprawiły, że Far Cry w moich oczach stracił.

A jak graficznie i muzycznie? Grafika nawet dzisiaj wygląda dobrze. Muzyka pasuje ale nie wpadła mi zbytnio w ucho. Sama oprawa wypada ogólnie dobrze i to wszystko co mogę o niej powiedzieć.

Zatem podsumowując, Far Cry z jednej strony mi się podobał, a z drugiej dosyć mocno rozczarował. Niestety nie przypadł mi mocno pod moje gusta. Lubię najbardziej strzelanki osadzone w czasach drugiej wojny światowej i współczesne. Far Cry ograłem głównie ze względu na pozytywne opinie. Mam jednak na uwadze że nie zawsze czyjeś opinie będą takie jak moje. W Far Cry raczej już nigdy nie zagram, chyba że będę chciał nagrać gameplay. Jednakże, czytałem o kolejnych częściach i zamierzam po nie jak najbardziej sięgnąć. Mam nadzieję że jedynka która nie jest taka zła, będzie najgorszą częścią całego cyklu i dwójka będzie czymś naprawdę dobrym.


środa, 23 października 2019

Z Cyklu - Gry (9) - War Saw

Nie tak dawno ograłem Enemy Front, który w mojej opinii był udaną grą o powstaniu warszawskim. Ktoś mógłby stworzyć grę, do której po ukończeniu chciałoby się wracać i zapierałaby dech w piersiach. Do grona niewielkiej ilości tytułów o tamtych wydarzeniach dołączył Warsaw.

Tym razem mamy do czynienia z połączeniem strategii i rpg. Gra zaczyna się krótką prostą animacją. Jak z niej wynika łatwo nie będzie. W grze ogólnie chodzi o przetrwanie. Jeśli ktoś chciałby wygrać w niej powstanie - może sobie pomarzyć i stworzyć własną historię, bo tutaj obojętne jakbyśmy grali, tak czy inaczej zakończy się ono klęską. Do naszej dyspozycji na samym początku zostaje oddany oddział kilku powstańców. Każdy z nich w czymś się specjalizuje. Mamy strzelca, gościa od karabinu maszynowego i sanitariuszkę. Samouczek świetnie tłumaczy co i jak, szybko załapałem zasady i mogłem na luzie grać dalej. Rozgrywka dzieli się na kilka etapów. Mamy najpierw różnego rodzaju wydarzenia, które dają bonusy - np ktoś dołącza pod nasze dowództwo. Potem mamy ekran z naszej kryjówki z różnymi funkcjami. Następnie wybieramy się na którąś z dzielnic wykonać jakieś zadanie. Gra przenosi nas wtedy na mapę, po której poruszamy się jakby żetonem i przemierzając ulice tracimy punkty ruchu. Napotkać możemy niemieckie patrole, miejsca gdzie są wydarzenia, oraz skrzynie z amunicją, oraz cele. Mapa została ciekawie stworzona. O ile sam nie znam dobrze Warszawy, tak przykładowo znalazłem się na ulicy, na której mieszka kumpel, u którego mogłem się nachlać i przespać. Mapa jest przedstawiona w ciemnych kolorach, widać zniszczenia, gdzieniegdzie można zaobserwować wystrzały. Uważam, że twórcy dobrze podeszli do tematu pod tym kątem.

Walka jest czymś co pochłonie najwięcej czasu. Grałem jak na razie jeden raz. Wszystkie walki wyglądały mniej więcej tak, że miałem 4 powstańców w składzie, a niemców było przeważnie 4/5, zdarzały się też psy. Walka toczy się turowo. Na turę możemy wykonać jedną z dostępnych akcji którą ma przypisana postać. Niektórzy oddają jeden strzał z pistoletu, karabinierzy rażą na większą odległość, a z pistoletów maszynowych i karabinów można ranić kilku przeciwników naraz. Sanitariusze mogą leczyć innych. Są też funkcje budowania barykad, zastraszania przeciwników itp. Niemcy często za pomocą dowódcy zwiększają morale, wykorzystują obławy - czyli jeden z powstańców zostaje wysunięty na sam przód. Często zdarzają się też wrodzy snajperzy czy żołnierze z panzerschrekami. Eliminowałem też ekipy moździerzy, natomiast nie walczyłem z czołgami czy innymi pojazdami. Walki trwają kilka do kilkunastu minut, w zależności od tego jak prowadzimy walkę i jak liczny jest wrogi oddział.

Graficznie i muzycznie nie jest wybitnie, ale oprawa ogólnie mi się spodobała, nie narzekam. Powstańczy czas w czasie walki mówią po polsku, tak samo usłyszymy niemieckie gadki. Twórcy mogliby ich wprowadzić więcej, bo każda postać mówi ciągle to samo, co z biegiem czasu nieco nuży. Animacje są płynne, też dobrze wykonane.

Gra na początku wciąga i to dosyć mocno. Nie powiem pierwsza godzina spędzona przy grze była bardzo ciekawa. Niestety to co nas zabija najmocniej prócz niemców, to zwykła powtarzalność. Gra tak naprawdę nie oferuje zbyt wiele. Zamierzam zagrać w grę przynajmniej jeszcze jeden raz i dać jej szansę. Coś co jest zdecydowanie na plus to poziom trudności. Wróg ma zdecydowaną przewagę, w trakcie rozgrywki zginęło kilku moich bohaterów. Zamierzam zagrać następnym razem bez strat własnych, może się uda. Zapewne mam też trochę rzeczy do odkrycia, więc może gra jeszcze podbije moje serce w co wątpię. Uważam, że każdy może w Warsaw zagrać choć raz, zwłaszcza jeśli komuś spodobało się np This War Of Mine. Ten drugi tytuł był zdecydowanie lepszy i mocniej rozbudowany. Warsaw ma jeszcze według mnie jedną zaletę. Idealnie pokazuje w jak beznadziejnym i trudnym położeniu znajdowali się powstańcy. Bowiem dosyć szybko zaczęło mi brakować tak podstawowego zasobu jak amunicja.

Tak więc Warsaw był śmiałą próbą zrobienia gry o powstaniu, ale nie do końca wyszło. Miejmy nadzieję, że kolejna gra o Warszawie będzie czymś naprawdę świetnym i niezapomnianym.

niedziela, 13 października 2019

Z Cyklu - Gry (8) - Dead Space


O Dead Space czytałem swego czasu niemało pozytywnych opinii, widziałem sporo artykułów. Sama okładka przedstawiała oderwaną rękę lewitującą w przestrzeni kosmicznej. Podobno miała być straszna i miała mieć trochę nowatorskich pomysłów. Zacząłem w nią grać dobre kilka miesięcy temu i z niewyjaśnionych przyczyn, przerwałem dalsze granie. Kilka dni temu ostatecznie dotarłem do finału pierwszej części z całej trylogii. Zazwyczaj gry w przeszłości nie potrafiły mnie jakoś skutecznie straszyć. A jak się spisał Dead Space?

Na początek powiem o co chodzi. Dead Space to survival horror osadzony w kosmosie. Zabijałem już zombiaki, dinozaury, czy co oczywiste - ludzi. Tutaj natomiast mamy do czynienia z czymś innym. Główny jest inżynierem okrętowym i głównym bohaterem, nad którym przejmujemy kontrolę. Razem z ekspedycją wyrusza na ogromny statek kolonię, w celu ustalenia co do dokładnie się stało. Wkrótce po przybyciu zaczynają atakować jakieś niespotykane wcześniej stworzenia, a my bez broni musimy ratować się ucieczką. Po zdobyciu pierwszej broni jaką jest piłą plazmowa, możemy podjąć walkę z wrogiem. Tak zaczyna się cała gra.

Przemierzając korytarze statku widzimy dosyć często trupy, zniszczenia i napotykamy na coś co wygląda na jakieś mutanty. W rzeczywistości okazuje się w późniejszym czasie, że są to obcy którzy infekują swoich nosicieli. Wygląda to nieco podobnie jak w innej historii The Thing, gdzie sytuacja przedstawiała siew pewnej mierze podobnie. Początkowo obcy nie sprawiają większego problemu. Można do nich strzelać z naszego arsenału, gdzie po kilku strzałach giną. Skuteczną techniką jest obcinanie kończyn, co oszczędza amunicję. Możemy też z bliska bić bronią, albo rozdeptać mutanta leżącego na ziemi. Obcy z biegiem czasu przyjmują coraz to różniejsze formy i są coraz bardziej niebezpieczni i przebiegli. Są np biegające głowy, korpusy ludzkie na ścianach przy drzwiach, obcy którzy skaczą, świeżo przemienieni ludzie itp.

Lokacje że tak powiem nie wyglądają ciekawie. Zupełnie jakbyśmy trafili do jakiejś fabryki, brązowe korytarze, masa sprzętów i innych technologii. Jest naprawdę obskurnie w wielu miejscach ciemno. Nadaje to klimatu rozgrywce. Nie ma większego problemu z odnalezieniem się, nie mamy co prawda mapy, ale jest pewne urządzenie naprowadzające. Bardzo fajny patent, naprawdę mi się spodobał. Wygląda to tak, że bohater wystawia rękę, a laser przez chwilę świeci po podłodze i wskazuje, gdzie powinniśmy się udać. Można odbijać do pobocznych lokacji by zdobyć różne przedmioty. W całej rozgrywce przemierzamy praktycznie cały statek, niejednokrotnie na jego powierzchni a nie tylko wewnątrz. Zdarzają się miejsca bez tlenu, albo bez grawitacji.

Graficznie i muzycznie jest dobrze. Pod tym pierwszym katem gra jak dla mnie nawet się nie zestarzała. Nawet dzisiaj gra cieszy oko. Z głośników cały czas muzyka nie leci, ale idealnie załącza się w gorętszych momentach. Gra chodzi płynnie, choć ładowanie etapów, załączanie gry zajmuje nieco czasu. To drobny minus w moim ogólnym odczuciu całej gry.

Arsenał jaki otrzymujemy jest różnorodny. Wspomniana już piła plazmowa, potem karabin maszynowy, strzelba energetyczna, miotacz ognia i kilka innych zabawek. Bronie zawierają alternatywne tryby ognia i funkcje. Np w pile możemy zmienić położenie trzech luf z poziomego stanu na pionowy. Ułatwia to walkę z wielkimi i małymi przeciwnikami. Każdą broń możemy ulepszać dokładając węzły. Przekłada się to na większą pojemność broni, większe obrażenia, krótszy czas przeładowania. Kombinezon w który jest ubrany bohater też możemy ulepszać i dokupować jego kolejne poziomy. Są też apteczki, pojemniki z tlenem czy stazą. Mamy możliwość w grze spowalniania przedmiotów i przeciwników, a także używania telekinezy.

Gra jest ogólnie świetna i jestem nią naprawdę mile zaskoczony. Bo po pierwsze - nie lubię gier w których jednym z nieodłącznych motywów są zagadki i zadania typu przynieś, podaj, pozamiataj, pójdź tam by następnie wrócić i pójść dalej i wrócić. Z horrorów najwięcej razy ograłem Dino Crisis 2. Zagadki tam odgrywały minimalną rolę, a głównie czas spędzało się na zabijaniu hord dinozaurów, co sprawiało ogromną frajdę. W Dead Space może nieco za bardzo nastawiałem się na strzelankę. Druga broń - karabin maszynowy - niesamowicie mnie rozczarował, dopiero po ulepszeniu fajnie mi się nim grało. Bronie które dali mi twórcy do dyspozycji, nie do końca przypadły do gustu, np takiej strzelby po kilku nastu strzałach, zwyczajnie odłożyłem i do niej nie wracałem. Natomiast pozostałem sprzęty używałem naprzemiennie, z czego piła plazmowa przez większość rozgrywki była moim ulubionym sprzętem. W grze napotykamy dużo przedmiotów ogólnie i w pewnym momencie gra wplątała mnie w pułapkę, bowiem prawie wszystko odsprzedałem, dla węzłów do ulepszania. I wtedy niespodziewanie natrafiłem na obcego, któremu wszystko odrastało, regenerował się niczym wolverine i naprawdę bałem się, że jestem udupiony.

Podsumowując. Jeżeli ktoś lubi wyzwania, gry z zagadkami i coś co będzie straszyć - Dead Space będzie grą której należy dać szansę. Bo jak wspomniałem, nie jest grą w moim guście, a naprawdę miło mi się grało. Był ciekawy rozwój wydarzeń, odkrywanie tajemnic tego co naprawdę się dzieje. Może kiedyś wrócę do Dead Space, a po ukończeniu na zachętę gra daje 10 węzłów, kredyty i kombinezon wojskowy, co zdecydowanie niejednego zachęci do powtórnego zagrania. Ja natomiast kiedyś zagram najprawdopodobniej w drugą część i potem trzecią.

wtorek, 8 października 2019

Z Cyklu - Gry (7) - Battlefield Hardline


Hardline to kolejny z BFfów który zawitał do grona ukończonych przeze mnie gier. Raczej nie będę podejmował się gry w pierwsze części nastawione na multiplayer. Ten tytuł nieco skrócił czas w oczekiwaniu na kolejnego COD'a który za jakiś czas będzie miał premierę. Czy było warto zagrać? O tym w recenzji.

Hardline pod jednym względem różni się od ostatnich strzelanek w jakie grałem. Tym razem zamiast grać żołnierzem, czy komandosem z przyszłości, do dyspozycji otrzymujemy policjanta ze Stanów Zjednoczonych, który podejmuje walkę z różnorakimi przestępcami. Głównie sprawy dotyczą prochów, których wartość na czarnym rynku osiąga sporą wartość. Tak więc naszym celem jest tutaj walka z kartelami. Nie ukrywam bardzo dobrze to się zapowiadało, a potem wychodzą na jaw spiski i intrygi. Fabuła ogólnie zaskakuje i jest niewątpliwie jednym z największych plusów tego Battlefielda.

Rozgrywka ma wprowadzone pewne nowości. Każdego przestępcę możemy zwyczajnie zastrzelić, jeśli jednak zaaresztujemy, dostajemy punkty, za które potem otrzymujemy gadżety i nowe bronie. Możemy je zdobywać też znajdując dowody na miejscach zbrodni i przestępców, za którymi są wysłane listy gończe. W trakcie gry możemy nieraz ominąć walk, zwyczajnie eliminując wcześniej przeciwników. Sama walka jest niemal identyczna jak w poprzednich częściach które grałem. Dynamicznie, ostro, choć bez takiego poloty jak w CoDach. Podobał mi się natomiast dobór broni, mogłem poczuć się jak Brudny Harry, dzierżąc w ręce rewolwer Magnum, mimo że nie dawał aż takiego kopa jak w filmie.

Graficznie i muzycznie gra stoi na wysokim poziomie, mapy wyglądają na naprawdę ogromne, ale nie są zbytnio otwarte, nieraz trafiałem w strefę, która odliczała czas do powrotu na pole walki. Jest różnorodność, nieraz walczymy w mieście, innym razem trafiamy na pustynię, czy też na rajską wyspę z drogą rezydencją za grube miliony.

Cała gra to jakieś kilka godzin rozgrywki dla wprawionego gracza. Ogólnie nie jest zła, ale jest tyle gier, że można wybrać tytuły zdecydowanie lepsze. Nie uważam poświęconego czasu za stracony, ale nie mogę ocenić gry wysoko. Ot takie 7/10 będzie według mnie uczciwą notą. Brakuje tutaj podobnie jak w BF 4 czegoś, co by naprawdę przyciąga gracza na dłużej. Fajnie by było, jakby kolejne części oferowały coś więcej, bo BF ma naprawdę potencjał jako seria. Twórcy powinni to lepiej wykorzystać w kolejnych częściach.

niedziela, 6 października 2019

Z Cyklu - Filmy (5) - Czarnobyl

W 1986 roku doszło do katastrofy w elektrowni w Czarnobylu. Skutki tamtej tragedii są odczuwalne do dzisiaj. Teren wokół elektrowni ni będzie się nadawał do zamieszkania przez wiele lat. Cała akcja zabezpieczania skażonego terenu pochłonęła bardzo dużo pieniędzy. Ponadto działający tam ludzie stracili prędzej czy później życie, wielu zachorowało na chorobę popromienną. Wiele dzieci urodziło się z defektami i mutacjami. O tym co się wydarzyło w tamtym miejscu opowiada miniserial Czarnobyl.

Serial składa się z 5 odcinków każdy z nich trwa godzinę i kilka/kilkanaście minut. Stąd stwierdziłem że go obejrzę, lubię oglądać filmy i seriale które nie są za długie. Na zachętę przemówiła też historia oparta na faktach, a także recenzje od strony mojej rodziny. Serial bardzo szybko pochłonął moją uwagę, tak jak niektórzy ludzie pochłonęli śmiertelne dawki promieniowania. Sam początek filmu jest ok, nie chcę spoilerować szczegółów, więc postaram się mówić ogólnie. W pierwszym odcinku już po parunastu minutach obserwujemy jak dochodzi do katastrofy. W niedalekim mieście Prypeć, z daleka widać jak eksplodował reaktor. Mieszkańcy zbierają się na moście, nazwanym w późniejszych czasach mostem śmierci. Obserwują wszystko z daleka, częstując się wódką, wdychając skażone powietrze z pyłem z elektrowni. Następnie akcja przenosi nas do samej elektrowni, gdzie pracownicy próbują ogarnąć całą awarię. Niedługo potem wiadomość dociera dalej i specjalnie zwołana rada stara się ukryć to co wydarzyło się naprawdę, oraz jakie niesie ze sobą zagrożenie. Szybko wychodzi jednak, że nie jest to błahostka i zostają podjęte pierwsze kroki, żeby zabezpieczyć miejsce katastrofy. Zostają wysłane wozy strażackie, strażacy starają się opanować pożar. W miarę upływu czasu do akcji wkraczają kolejne służby, czyli wojsko, policja, naukowcy. Jeśli nie zabezpieczą odpowiednio miejsca, skażony zostanie ogromny teren, kiedy to materiały radioaktywne trafią do rzeki.

Jeśli ktoś oglądał filmy dokumentalne, albo czytał jakieś materiały o Czarnobylu, ten wie, że ogarnięcie żywiołu było niesamowicie trudne. Największym zagrożeniem było oczywiście promieniowanie. Z samego centrum dochodziło takie promieniowanie że człowiek narażony na emisje w krótkim czasie szybko by zmarł. Niestety, aby zabezpieczyć teren potrzebna była siła żywa. Tak jak strażacy, tak samo wiele innych osób nie było świadomych zagrożenia. Serial pokazuje co się działo potem z ludźmi, którzy spędzili tam kilka godzin. Ktoś kto na początku był człowiekiem, potem zaczynał wyglądać dosłownie jak zombie. Serial świetnie ukazuje rozwój wydarzeń i skutki katastrofy - wysiedlenie mieszkańców, odstrzeliwanie zwierząt. W jednym z odcinków widać też pracę tak zwanych likwidatorów. Czyli ludzi, którzy wychodzili na jeden z dachów, by zsypywać grafit na sam dół. Zabezpieczenie nie było zbyt skuteczne i mogli tam przebywać tylko 90 sekund, nie więcej. Samo to wystarczyło, by przyjęli dawkę promieniowania taką, jaką większość ludzi nie przyjmie do końca życia.

Film jest naprawdę rewelacyjny i świetnie zrealizowany. Niewątpliwie na jego pozytywny odbiór najbardziej wpływa historia którą opowiada. Można się przekonać jak mniej więcej to wyglądało w rzeczywistości. I co może nas czekać, jeśli kiedyś wybuchnie jakaś elektrownia.

niedziela, 29 września 2019

Z Cyklu - Gry (6) - Dying Light

Miałem już do czynienia z niejedną grą dotyczącą epidemii zombie. Wśród nich między innymi Resident Evil, Walking Dead, Project Zomboid. A także różne tytuły dostępne wśród gier na stronach internetowych. Temat jest mocno popularny, bowiem do dziś powstają kolejne produkcje, oraz filmy, komiksy itd. Nie tak dawno ukończyłem Polską produkcję o tytule Dying Light.

W grze wcielamy się w agenta Crane'a. Zostaje on zrzucony do miasta które jest pochłonięte epidemią. Po początkowych wydarzeniach kiedy to zostaje ugryziony, napadnięty przez bandytów oraz ocalony przez dwójkę ludzi - przejmujemy kontrolę i zaczynamy przygodę. Gra nie oferuje typowego samouczka. Pierwsze chwile to tak naprawdę nauka różnorakich rzeczy i umiejętności, których potem używamy przez praktycznie całą rozgrywkę. Uczymy się między innymi skakać z budynków na budynki, wspinać, spadać z dużych wysokości na hałdy śmieci, poznajemy sterowanie. Szybko zaczynamy wykonywać proste zadania, które polegają na pomocy tutejszym ocalałym. Ponadto wykonujemy polecenia agencji dla której przyszło nam pracować.

Gra prezentuje naprawdę duży rozmach. Miasto jest wręcz ogromne, poruszamy się zarówno po ulicach, skaczemy poprzez budynki, nawet przyjdzie nam zejść do kanałów. Lokacje są różnorodne, do dużej ilości budynków można wejść. Zazwyczaj na ulicach pałętają się zombie, przechodzimy koło wraków samochodów, gdzieniegdzie coś się pali, są miejsca gdzie nie wejdziemy, bo są uszkodzone przewody które wpadły do wody. Wykonując najróżniejsze zadania popychamy fabułę naprzód. Są zarówno główne zadania jak i masa pobocznych. Każde z nich za wykonaną pracę oferuje jakąś nagrodę. Nasz bohater początkowo odpychany, szybko zdobywa szacunek i nowych przyjaciół. Fabuła oferuje nieoczekiwane zwroty akcji, zdrady itd.

Przemierzając ulice miasta nie obejdzie się bez walki. Najczęściej będą to zombie. Początkowo zbieramy bronie do walki wręcz - młotki, rurki, noże, deski. Z biegiem czasu są coraz bardziej zaawansowane bronie, łuk, pistolet, strzelba, karabin maszynowy. Są też gwiazdki do rzucania, koktajle mołotowa, granaty i trochę innych gadżetów. Ponadto bronie można modyfikować, przykładowo nóż może razić prądem, albo podpalać. Broń w czasie walki się zużywa, możemy ją naprawiać do kilku razy. Ogólnie gra oferuje sporo przedmiotów, każdy z jakimś zastosowaniem. Np alkohol, papierosy, kawę można sprzedawać w dobrej cenie. Walka zwłaszcza na początku mocno wciąga. Zombiaki możemy zwyczajnie zatłuc, albo wykorzystać porozstawiane pułapki - kolce, aparaty pod napięciem, samochody pułapki, czy też np zrzucić przeciwnika z dachu na ziemię. Poza zombiakami będziemy walczyć też z ludźmi. Początkowo jest trudno, ale wystarczy trochę walk i nabiera się w prawy. Mając broń palną jest już niezwykle łatwo. Bymbym zapomniał, zombiaki występują w różnych rodzajach, są normalne, plujące kwasem, ludzie dopiero co przemienieni, którzy prezentują się ogromną agresją i szybkością. Są też olbrzymie zombie które najlepiej atakować z odległości. W nocy są natomiast inne rodzaje zombie - śmiertelnie groźne, wytrzymałe, które ukrywają się przed flarami i latarką UV.

Z biegiem czasu zdobywamy doświadczenie które możemy zamieniać na różne przydatne umiejętności, ich też jest dużo. Bohater może przebierać się w różne stroje. W czasie wykonywania misji, nieraz odbierzemy sygnał z prośbą o pomoc - ktoś wpada w tarapaty. W mieście też zdarzają się zrzuty z zaopatrzeniem. Możemy przespać noc by ruszyć dalej w ciągu dnia kiedy jest bezpiecznie. W grze dzieje się naprawdę dużo i potrafi wciągnąć na wiele godzin. To ogromna zaleta Dying Light. Ponadto naszym drugim przeciwnikiem będzie jegomość Rais oraz jego podwładni. Jest niezrównoważony, ludzie siego boją, wysyła sługi by zbierały characze z ocalałych w mieście. Na początku sporadycznie dojdzie do starć, a w późniejszej części rozgrywki będziemy z nimi toczyć istną wojnę.

Nie liczyłem czasu poświęconego na Dying Light, ale raczej nie będzie przesadą, jeśli powiem że spędziłem w niej może nawet 200 godzin. Jak na jedną grę, to świetny wynik. A i tak nie wykonałem różnych zadań pobocznych i nie osiągnąłem wszystkich umiejętności. Gra wciągała mnie naprawdę na długo, dopiero gdy miałem ukończone około 2/3 gry napięcie spadło, gdyż już było wyraźnie czuć powtarzalność. Chodzi mi o same walki z zombiakami. Można łatwo opracować sobie taktyki i radzić bez problemu z największymi hordami. Graficznie i muzycznie gra prezentuje się świetnie, wygląda bardzo realistycznie.

Czy są jakieś aspekty które uznałbym za wady? Tak. Dying Light mimo że jest naprawdę świetny pod prawie każdym względem, ma słabsze strony. Rozumiem, że to co dzieje się w mieście zmienia niesamowicie ludzi. Ale z niektórych zrobili się tacy kretyni, że najlepiej byłoby ich zwyczajnie odstrzelić, a oferują różne dziwaczne zadania. Akurat humor nie do końca mi  przypadł do gustu. Jeżeli chodzi o bronie, mogłoby być więcej broni palnej. No i niektóre zadania - przykładowo w aptekach trzeba znaleźć strzykawki i specyfiki. No to musimy wpierw znaleźć aptekę w całym mieście. Jak tam nie będzie wystarczającej ilości - musimy szukać następnej. Ponadto w pewnym momencie miałem tyle kasy, że nie miałem co z nią robić. Twórcy mogliby wprowadzić coś jeszcze na co można byłoby ją wydawać.

Podsumowując - nie żałuję że zagrałem w Dying Light. Jest naprawdę świetną grą. Jeśli ktoś lubi otwarte rozbudowane światy z wieloma możliwościami - powinien jak najbardziej zagrać. A w 2020 roku podobno ma być druga cześć, zatem jest na co czekać. Mam nadzieję że będzie to bezpośrednia kontynuacja, bo gra kończy się w momencie, kiedy to twórcy mogą fabułę popchnąć dalej do przodu, zamiast tworzyć odrębną historię.


czwartek, 5 września 2019

Z Cyklu - Gry (5) - Syphon Filter


Pierwsza konsola Playstation miała swoje czasy świetności i powstało na nią ponad 1000 tytułów. Olbrzymia biblioteka gier, z których można wyłowić masę dobrych produkcji i perełek. Wśród gatunków popularne były strzelanki TPP, z widokiem zza pleców bohatera. Obstawiam, że wiele osób jako jednego z przedstawicieli wskazało by Metal Gear Solid. Osobiście jeszcze nie zagrałem ale mam w planach. Jedno co wiem, produkcja jest niesamowicie kultowa a co jakiś czas powstają kolejne części. Największym konkurentem który zdobył grono zwolenników i również okazał się kultowy, był Syphon Filter. I właśnie o tej grze dzisiaj opowiem.

Twórcami gry jest 989 Studios. Opinie o tej firmie były marne, zostali ochrzczeni tytułem specjalistów od chrzanienia sprawy. Podobno każda ich produkcja miała jakiś potencjał, ale nie zostało to wykorzystane i większość ich produkcji jest już raczej zapomniana w morzu innych gier. Syphon Filter okazał się prawdziwą perełką, który doczekał się następnych dwóch części na PSX, oraz 3 części na PS2, co już świadczy o tym, że cykl musiał prezentować ze sobą jakiś poziom, a gracze musieli chętnie po niego sięgać, skoro nie poprzestano na jednej części.

W grze wcielamy się agenta - Gabriela Logana. Otrzymuje do wykonania różne misje oraz zadania. Terroryści podkładają w nowym Jorku bomby z tytułowym wirusem. Sytuacja jest poważna, z miasta zostali ewakuowani cywile, trwają walki. Nasz agent powoli eliminuje kolejnych przywódców wrogiej organizacji i rozbija ją od środka. Z biegiem czasu wychodzą na jaw spiski i zdrady. Poza Amerykanami, udział biorą też Rosjanie. Każda strona w tej grze ma jakieś cele. Wszystko wyjaśnia się na przestrzeni przechodzenia etapów. Po pierwszej misji przemierzamy muzeum z wystawą z antycznej Grecji. Potem zostajemy przeniesieni do tajnej bazy w Kazachstanie, a nawet do Ukrainy, gdzie walka będzie toczyć się w klasztorach. Na koniec wrócimy do poprzedniego kraju na obrzeża samej stolicy. Etapy są zróżnicowane, oferują masę emocji, eksplozji a także liczne armie przeciwników do eksterminacji. Do dyspozycji oddano różne uzbrojenie, kamizelki kuloodporne, czy paralizator taser, którym można spalać przeciwników. Misje nożem przechodzić w stylu rambo, są też etapy gdzie musimy działać bez wykrycia, używając pistoletu z tłumikiem. Są też walki z bossami, w tym z helikopterem i opancerzonym jegomościem z miotaczem ognia. Gra była naprawdę ekscytująca, przyjemnie eliminowało się wrogów, za pomocą strzałów w głowę. Przeszedłem ją ponad kilkanaście razy.

Kiedy ukazała się zapowiedź drugiej części, wręcz mnie zelektryzowało. Zanim dorwałem się do gry, w czasopiśmie jak dziki czytałem opis gry. Nie przeszkadzały mi spoilery, a lektura umilała czas przed kontaktem z grą. Po zakupie w ręce wpadły dwie płyty. To musiało oznaczać dłuższą zabawę. Czuć było ten sam klimat co pierwszej części, po kontakcie z intrem i ładowaniem ekranu. Kontynuacja zaczyna się od próby eliminacji naszego bohatera. Sam uchodzi z życiem tracąc większość swoich ludzi podczas pierwszej misji. Szybko wychodzi na jaw zdrada agencji dla której pracował. Tak jak w pierwszej części walczył z terrorystami, tak teraz ma kolejnego wroga. Poziom trudności wzrósł, przeciwnicy są groźniejsi. Misje zaczynamy nieraz bez ekwipunku, np po schwytaniu. Tym razem zwiedzamy góry skaliste, bazę wojskową, przejedziemy się pociągiem bez biletu, zahaczymy o imprezę na ruskiej dyskotece, włamiemy się do więzienia dla kobiet o zaostrzonym rygorze w Rosji, a skończymy w Nowojorskich slumsach. W grze przewiną się osoby z pierwszej części, czeka na nas dużo, przeważnie niemiłych niespodzianek, w tym wrodzy snajperzy. Czerwieniejący radar i napis head shot nad naszą głową, do przyjemnych nie należy. O ile w pierwszej części można było normalnie walczyć z wrogiem, tak w drugiej części trzeba było wykazywać się zwinnością i różnymi taktykami, oraz częstszym ukrywaniem się za osłonami. Do tego doszły etapy, gdzie musieliśmy ogłuszać np komandosów, bo zabicie ich wiązało by się ze złamaniem parametrów misji. Fabuła rozwijała się jeszcze ciekawiej i w miarę etapów byliśmy coraz bliżej odkrycia różnorakich kłamstw. Miedzy innymi doszedł zdrajca w oddziale. Gra oprócz single, oferowała też tryb multiplayer, oraz różne sekrety, które odblokowywały dodatkowe mapy. Grę przeszedłem chyba ponad 20 razy.

No i ostatnia część na szaraczka była najsłabszą odsłoną trylogii. Misje były zróżnicowane, fabuła dalej poszła do przodu. W drugiej części graliśmy 2 bohaterami, a w trójce aż czterema. Można było przekonać się, jak wyglądała historia z wirusem z perspektywy kilku osób. Zostały oddane do dyspozycji nowe bronie, nowe zadania. Ogólnie było ciekawie. Sama gra miała swoje świetne momenty i misje które lubiłem powtarzać. O ile pierwsze dwie części zapewniły wrażenia na wiele godzin, tak przejście tej części zajęło mi wprawionemu w boju graczowi zaledwie jakieś 5/6 godzin. Był to jednak godziny emocjonujące, zwłaszcza za pierwszym razem. Grafika nieco się pogorszyła. Do dyspozycji oprócz singla, był jeszcze multiplayer i różne minigry. Więc twórcy znowu starali się wprowadzić coś nowego.

W części na PS2 nie grałem oprócz Omega Strain którą przeszedłem w bodajże 60%. Owa gra stawiała bardzo wymagające wyzwania, dużo sekretów i pobocznych zadań, których nie musieliśmy wykonywać. Największą zmianą było wprowadzenie edytora postaci, gdzie mogliśmy stworzyć swojego bohatera. Całkiem miły smaczek. Doszło ukrywanie ciał, przebieranie się we wrogie mundury, statystyki i trochę innych bajerów. Walka z wrogiem została jeszcze bardziej utrudniona. Działamy znowu w Nowym Jorku, Jemenie, i innych miejscach. Jednym z ciekawych etapów był zamach w galerii handlowej, gdzie lezą ranni oficerowie swat. Naszym zadaniem jest jak najszybsze wkroczenie, ukrycie rannych oficerów za osłonami i zamknięcie drzwi, by nie doszło do kolejnych ofiar. Oprócz tego musimy w międzyczasie rozbroić bomby, a na koniec załatwić bossa. Masa emocji jak na jeden etap. Plus warto było się spieszyć przechodząc grę, bo do statystyk liczył się też czas przejścia. Ogólnie gra nie była zła, ale klimat nieco według mnie uleciał. Próbowano zrobić coś jeszcze bardziej epickiego, ale trochę nowa formuła wszystko zepsuła. Niemniej zamierzam tą część dokończyć, a potem dwie ostatnie, z którymi praktycznie nie miałem jakiejś większej styczności, poza liźnięciem jednego etapu przez parę minut.

Ogólnie SF2 jest moją ulubioną grą na PSX, zaraz po pierwszej części. Jeśli miałym wskazać na ulubiony tutuł ogólnie, bez wahania wybrałbym go tak samo, za masę miłych wspomnień i wiele godzin przegranych przed telewizorem.

niedziela, 1 września 2019

Z Cyklu - Filmy (4)


Kolejna porcja z oceanu filmów.


Batman - Atak Na Arkham.
Tym razem animacja. Legion samobójców zostaje wezwany na kolejną trudną do wykonania misję. Mamy kilku innych bohaterów, jeśli by porównać z wersją aktorską, która powstałą później. Jak sama nazwa wskazuje, muszą dotrzeć do tytułowego więzienia, by chwytać Człowieka Zagadkę. Jest też oczywiście Joker, więc jak wiadomo, nie będzie to zwykła przeprawa. Na drodze Legionu stanie oczywiście Batman i będzie trochę ciekawych starć.

Film trwa około godzinę i 10 minut. Nie nudziłem się ani przez chwilę, mogę szczerze polecić. Zdecydowanie lepszy od Zabójczego Żartu, który nieco rozczarował. Jest pełno akcji, trochę humoru i szczypta seksu  - po odgłosach słychać jak pewna para zamienia pokój w istny burdel. Film zaskoczył mocno pozytywnie. Jeśli inne filmy animowane z człowiekiem nietoperzem mają taki poziom jak Atak Na Arkham, to na pewno je obejrzę.


Cube
W sześciennych pomieszczeniach są uwięzieni ludzie. Nie wiedzą co się dzieje i próbują uciec. Szybko wychodzi na jaw, że niektóre z pomieszczeń są najeżone pułapkami. Na dodatek sąsiednie pomieszczenia zmieniają położenie. Nie będzie to prosta przeprawa.

Jeśli komuś podobają się filmy typu Piła, gdzie bohaterowie próbują rozwikłać zagadkę i ujść z życiem, musi obejrzeć Cube. To naprawdę świetny film, żałuję że nie obejrzałem wcześniej. Jest naprawdę świetny i ani przez chwilę nie nudzi. Mamy różnych bohaterów, każdy z różnym charakterem i ,,umiejętnościami". Z biegiem czasu narastają wewnątrz grupy konflikty i sama próba ucieczki nie jest jedynym problemem. Każdy powinien obejrzeć ten film jeśli tego nie zrobił, a ja na pewno obejrzę drugą część.


Interkosmos
Film z lat 80 nagrodzony oscarem. Grupa naukowców przygotowuje się do eksperymentu, mającego na celu zmniejszenie operatora batyskafu i wstrzyknięcie go do krwioobiegu królika. Wszystko przebiega bez zarzutu do momentu, kiedy na placówkę napada grupa przestępców, celem wykradzenia mikrochipów.

Komedia podobna do innych, które pojawiały się w latach 80tych i 90tych. Można obejrzeć, nie żałuję dwóch spędzonych godzin przed ekranem. Raczej dla starszych pokoleń, obstawiam, że większość młodych widzów na ten film nie zwróci uwagi.


Igrzyska Na Kacu
Sam tytuł wskazuje na to, że mamy tutaj do czynienia z parodią Kac Vegas oraz Igrzysk Śmierci. I w rzeczy samej. Bohaterowie po upojnej nocy budzą się mając potężnego Kaca. Budzą siew rozpędzonym pociągu, gdzie niebawem dotrą na miejsce tytułowych Igrzysk.

Zarówno trylogia Kac Vegas jak i pierwsza część Igrzysk Śmierci mi się podobały. Twórcy parodii wzięli na swoje barki dosyć trudne zadanie. Jak im wyszło? Sam początek był niesamowicie obiecujący. Sceny łudząco przypominały to co działo się w pierwszej części Kaca. Zmiany były widoczne jednak już na samym początku, gdzie jeden z głównych bohaterów wychodzi za faceta, nie kobietę. Film ozdobiony został dużą dawką bluzgów, nagich piersi i innych ozdobników. Na dokładke mamy bohaterów z innych filmów - Avatar, Jack Sparrow, Tonto, Thor-Gej, Zombie z Walking Dead i trochę innych. Z biegiem czasu film traci jednak impet i nie wciąga tak dobrze jak na początku. Ogólnie jednorazowy film na imprezę z dobrymi znajomymi, którzy mają szerokie poczucie humoru i nie przeszkadza im brak kultkurwy.


czwartek, 29 sierpnia 2019

Z Cyklu - Przemyślenia (3) - Progres,

Znalezione obrazy dla zapytania progres!Wakacje powoli się kończą trochę się działo. Wesele siostry, konwent w Warszawie ze świetnym afterem, spotkałem Warge z Dupy, spędziłem trochę czasu ze swoją dziewczyną która mieszka w stolicy, urlop, przechlałem tydzień kiedy miałem urodziny, obejrzałem zwycięstwo Liverpoolu z Chelsea. Całkiem niezłe wakacje muszę przyznać.

Jeden z pierwszych wpisów na blogu był zatytułowany Hydra. Wspomniałem tam o tym jak w moim życiu nagromadziła się masa zaległości z którymi nie bardzo sobie radziłem. Od tamtego czasu część planów ruszyła ostro do przodu, pojawiły się nowe cele krótko i długo terminowe. Rozwiązałem kilka problemów, które od pewnego czasu trapiły. Okres mimo że nie był świetny, uważam że był w sumie udany i nastąpił wyraźny progres. Przez dłuższy czas nie zabierałem się za granie na gitarze. O ile kiedyś miałem z różnych względów ograniczoną możliwość, tak z biegiem czasu zwyczajnie to porzuciłem, inaczej nie potrafię tego nazwać. Pojawiał się krótkotrwałe zrywy, ale zazwyczaj na jeden dwa dni i koniec. I tak przez ostatnie parę lat mógłbym podsumować moją przygodę z gitarą i tworzeniem własnej muzyki. Ten ogień który miałem kiedyś zwyczajnie zgasł. Coś jednak zaczęło iskrzyć i od trzech dni biorę gitarę do ręki. Ćwiczę zarówno znane proste utwory, jak też tworzę nowe proste riffy, komponuję dalej niedokończone partie gitar. W momencie kiedy to piszę, przez ostatnie 3 dni zagrałem może jakieś 5 godzin. Przerwa w graniu dała się we znaki, opuszki palców mocno bolą. Mimo tego i tak dziś grałem mimo niedogodności. Jeśli uda mi się podtrzymać tempo, to myślę że do końca roku uda się zrobić znaczące postępy. W zeszłym roku już szło fajnie do przodu nagrywanie materiału, kiedy to znajomy wyprowadził się do Warszawy, co też miało wpływ na utratę zapału. Jak dobrze pójdzie niebawem skończę komponować i ogrywać następny utwór.

Coś co tworzę jednak dużo dłużej to książka. Niesamowicie zmieniła się treść, gdzie pierwsza wersja tekstu różniła się niemal całkowicie. Nie udostępniałem tekstu szerszemu gronu publiki jak do tej pory. W przeszłości mając problemy z pisaniem, sięgałem po pomoc znajomych. Każdy z nich zostawił po sobie jakąś cząstkę w mojej twórczości. To co sprawiało mi największą trudność - i dalej sprawia - to samo pisanie. Ciężko mi ubierać pomysły z głowy w słowa tak, by byłą to książka. Prędzej historia przypominała by opis przejścia gry komputerowej. Niemniej, podobnie jak z grą na gitarze poszło pisanie do przodu i tekst który odleżał niczym 20 letnia whisky, powoli staje się coraz lepszy, a za jakiś czas na pewno będzie gotów do oddania w ręce czytelników. O czym jest książka? Główny bohater opowiada historię jak się stał wysłannikiem samej śmierci. Wyjaśnia jak do tego doszło, a po drodze morduje miliony ludzi i nie tylko. Jeśli kogoś interesuje tekst, zapraszam na priv. Samego bohatera możecie skojarzyć po moim wizerunku, w jakim pojawiałem sie na konwentach, czy koncertach.

W ostatnich miesiącach mocno pochłonęły mnie gry. Ukończone Company of Heroes, aktualnie ogrywam drugą część. Miesiąc chyba gram już w Dying Light, aktualnie jetem na półmetku. Wcześniej miedzy innymi ukończyłem Call Of Duty Black Ops 3, Advanced Warfare i Infinite Warfare. Do grona ukończonych gier dołączyły także ostatnie dwie edycje Medal Of Honor. Ostatnimi dniami staram się ograniczać granie i poświęcać im mniej czasu niż wcześniej, gdzie sesje trwały nawet po kilka godzin.

Coś nowego - podjąłem współpracę z stowarzyszeniem KDV i zacząłem organizować turnieje Magic The Gathering Arena. Po początkowych hejtach i atakach które towarzyszą do tej pory, nie poddałem się i robię to dalej. Aktualny turniej się kończy i uczestniczy w nim 17 uczestników. W sumie to zostało czterech. Na turnieje we wrześniu których będą aż 4, też jest trochę zainteresowanych osób. Ciekawi mnie jak szybko to się rozwinie i jak szybko dołączą kolejni uczestnicy.

Też zaliczyłem kilka filmów, ale o nich napiszę w innym artykule. Ogólnie ostatnie tygodnie to progres naprzód. Hydra o której wspomniałem właśnie ma uciętą jedną z głów, kolejne nie wyrastają.


wtorek, 27 sierpnia 2019

Z Cyklu - Filmy (3) - Dywizjon 303, Bitwa O Anglię

Znalezione obrazy dla zapytania dywizjon 303
Obstawiam, że każdy kto czyta ten wpis, czytał lekturę Dywizjon 303, Arkadego Fiedlera. Książka byłe reportażem o Polskich lotnikach, którzy łoili niemcom skórę w powietrzu podczas drugiej wojny światowej. W krótkim czasie odbyła się premiera dwóch filmów, które opowiadają o losach tamtych ludzi. Jeden z nich Dywizjon 303, naszej rodzimej produkcji. Drugi - Bitwa o Anglię, produkcji zagranicznej.

Do obejrzenia filmów skusiła mnie tematyka, zastanawiałem się jak obydwa obrazy ukażą naszych bohaterów. W jednym i drugim pojawiają się sylwetki kilkunastu polskich lotników. Dywizjon 303 fajnie się zapowiada, jedną z głównych ról odgrywa Piotr Adamczyk, który płynnie mówi po angielsku. W filmie pojawia się masa scen między bitwami, które są dosyć krótkie. Obserwujemy perypetie między polakami i anglikami. Widać jaki do nich mają stosunek wyspiarze. W Bitwie o Anglię jest podobnie.

Obydwa filmy trwają około półtorej godziny. Jak dla mnie filmy na jeden raz. Na początku fajnie się zapowiadało, jednak oba filmy nie wykorzystują w pełni potencjału. Temat jest zbyt obszerny by go zmieścić w półtorej godzinie. Tak więc krótki czas projekcji jest słabą stroną obu produkcji. Jest masa niedokończonych wątków. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zmontowanie kilkuodcinkowego serialu, niż jednego filmu. Pod kątem bitew lepiej wypada Bitwa. W Dywizjonie nie było za bardo jakichś eksplozji, po trafieniu samoloty dymił zamiast jakoś się rozpadać. Z tego co wyczytałem, oba filmy miały niewielkie budżety. Jeśli brać to pod uwagę, to i tak trzeba przyznać że obydwa filmy nie są złe.

Poza tym w filmach mamy przedstawiony sam początek historii. W z biegiem czasu dywizjon się rozrastał i przybywali kolejni Polscy lotnicy. Tak więc gdyby powstał serial, mógłby liczyć spokojnie kilkadziesiąt odcinków i mógłby odnieść jakiś większy sukces niż obie kinówki. Obydwa filmy przedstawiają niemal to samo, trochę ciężko polecić jeden film do obejrzenia, a obejrzenie dwóch w krótkim czasie może być dla niektórych trochę męczące.

Może za jakiś czas ktoś podejmie się zrobienia bardziej solidnego dzieła o Dywizjonie 303? Jeśli taki powstanie to z chęcią go obejrzę. Tym bardziej że powstaje coraz więcej produkcji wojennych z Polakami w roli głównej w ostatnich czasach.

piątek, 2 sierpnia 2019

Z Cyklu - Gry (4) - Enemy Front

Jeszcze trochę i blog zamieni się w typowy blog o grach komputerowych. Ostatnio gram w kolejne tytuły, które dosyć szybko kończę i zabieram się za następne. I tym razem ponownie tematyka o drugiej wojnie światowej, aczkolwiek pod pewnymi względami unikat.

Enemy Front to FPS, w którym główny bohater jest amerykańskim pisarzem. Pisze reportaże o tym, co się dzieje na jego oczach podczas największego konfliktu w historii. Akcja przenosi nas do Warszawy, gdzie zaczyna się powstanie. Tak, Powstanie Warszawskie. Gry o drugiej wojnie światowej dosyć rzadko według mnie mają Polskie akcenty, a tu mamy coś, co podzieliło rodaków na dwa fronty. Zarówno osoby opowiadające się za powstaniem, jak i osoby które stanowczo krytykują. W grze zaczyna się od odpierania kontrataku. Szybko kierujemy się potem do kryjówki w kanałach i wykonujemy kolejne zadania. Gra jest wymieszana etapami w stolicy, oraz wspomnieniami amerykanina z innych miejsc, gdzie również walczył.

Przyznam szczerze, że gra początkowo zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Właśnie poprzez misje toczone w czasie powstania. Prowadzimy dywersje, skradamy się, sabotujemy, a także prowadzimy otwarte walki. Etapy są krótkie, ale mamy trochę misji do zaliczenia. Strzelanka przypomina najlepsze produkcje, widać że twórcom zależało na zrobieniu dobrej gry. Fani COD, MOH, powinni w Enemy Front jak najbardziej zagrać. Starcia są dynamicznie, dosyć często dochodzi do eksplozji, jest niemało beczek czy skrzynek z materiałami wybuchowymi. Mamy do dyspozycji różną broń z tamtego okresu, nawet polskie wynalazki, jak np pistolet maszynowy błyskawica.

Przeciwników możemy zabijać po cichu - gdy podchodzimy i chcemy w ten sposób wyeliminować niemca, obserwujemy jedną z kilku animacji. Dosyć ładnie się prezentują. Co też fajne, można brać zakładnika któremu przykładamy nóż do gardła, a drugą ręką strzelamy z pistoletu. Niestety nasza żywa tarcza jest dosyć dziurawa, przez co i tak obrywamy, a wrogowie nie boją się strzelać w kierunku towarzysza. Zupełnie jakby wiedzieli, że ten i tak nie zginie. Kiedy wróg obrywa, widzimy jak solidnie leje się krew. Z bliskiej odległości potrafi zabić nawet jeden strzał. Na większy dystans potrzebujemy nawet kilku kul. Do dyspozycji mamy też granaty, które zdawały mi się niesamowicie lekkie, butelki z benzyną, czy też niesamowicie celny pancerfaust, którym zawsze trafiałem.

Co jeszcze oferuje ciekawego gra? Niesamowity klimat i świetnie odwzorowaną Warszawę. Wszędzie zniszczenia, gruz na ulicach, porozwalane budynki. Kanały zachował ze wszystkiego najlepszy stan techniczny. W budynkach w których ukrywają się powstańcy nie jest wcale lepiej, jest syf i zniszczenia. Postacie wyglądają świetnie - są typowe z tamtego okresu mundury i ubiory, hełmy, opaski. Gdzieniegdzie widać znaki PW. Widać nieraz jak ktoś je maluje, możemy także nieraz sami gdzieś taki znak postawić. Trzeba przyznać, że drobny smaczek, a robi wrażenie.

Co do klimatu, gra naprawdę żyje. Widać jak mieszkańcy są zdołowani, gdzieniegdzie spada jakaś bomba, sypie się kurz. Gra pokazuje jak strasznie było podczas powstania, za żadne skarby nie chciałbym tam być ani chwili. W niektórych etapach jest niesamowicie dramatycznie - leżące zwłoki, wijący się z bólu ranni. W pewnym momencie jak przechodziłem jeden z nich chwycił mnie za rękę i prosił o wodę. Innym razem przykładowo ktoś doznał krwotoku i mogłem tej osobie pomóc. Pod tymi względami gra ma ogromny plus.

Samo strzelanie na początku było bardzo przyjemne. Z biegiem czasu jednak emocje nieco opadły. Przeciwnicy nie są co prawda głupi, ale nawet na najniższym poziomie potrafią nas z daleka trafiać z pistoletów maszynowych. Stąd nawet na najłatwiejszych poziomie trudności trzeba sporo się ukrywać, aby nie oberwać. Skradanie ma sens w przypadku pojedynczych wrogów, gdy jest więcej niż dwóch, bardzo trudno wykonać misje po cichu. Animacje zabijanych wrogów wyglądają nieco nienaturalnie, jak na filmach akcji, gdzie kule mocno odpychały ludzi. Co dalej z minusów? Grafika dzisiaj wygląda na filmikach dosyć słabo. W czasie samej gry jest ogólnie dobra. Na plus zaliczyłbym muzykę. Jest klimatyczna, choć nieraz za mocno się powtarza, stąd z biegiem czasu traci trochę uroku.

Summa summarum - Enemy Front jest solidną produkcją w którą warto zagrać choć raz. Nie żałuję ani chwili spędzonej z grą, mimo że kosztowało mnie trochę nerwów powtarzanie etapów kiedy poległem. Zamiast amerykańskiego pisarza, mógł tutaj być jakiś polski bohater nad którym objęło by sie kontrolę. Mógł mieć inną profesję, aczkolwiek mógł uczestniczyć w tych samych przedstawionych wydarzeniach za granicą. Twórcy mogli by jak najbardziej stworzyć drugą część, którą by poprawili, stworzyli innego bohatera i pokazali inne akcje osadzone podczas powstania. Sądzę, że masa osób sięgnęła by po kontynuację.

wtorek, 30 lipca 2019

Z Cyklu - Gry (3) - Company Of Heroes

Kolejny wpis, gdzie przewija się temat drugiej wojny światowej. Tym razem o grze, która ma już na karku 13 lat. Akcja osadzona jest w 44 roku, kiedy alianci dokonują inwazji na Normandię. Według mnie jest to jeden z najczęściej wałkowanych motywów w kulturze, z całego okresu wojny. Nie da się też ukryć, że miał on ogromne znaczenie i mocno zmienił przebieg dalszych działań. Jak to wyszło w COH?

Kiedy zaczynamy grę, naszym oczom okazuje się intro. D-Day. Barki z żołnierzami płyną w kierunku plaż. Widać masakrę oddziałów, które poszły na pierwszy ogień. Następnie krótka scenka i gra oddaje nam kontrolę. Jest to przedstawiciel z rodziny RTS, wszystko toczy siew czasie rzeczywistym. Jak na pierwszą misję teren jest z jednej strony ograniczony, z drugiej strony dosyć dużo się dzieje. Naszym zadaniem jest doprowadzenie na plażę kilku oddziałów, które muszą pokonać ogień z karabinów MG 42. Kiedy nam się to udaje, komandosi wysadzają ogrodzenie i szturmują dalej w głąb. Po zdobyciu bunkrów, oczyszczamy pobliski teren, mapa się rozszerza. Gra ogólnie posiada rozmach, mapy są dosyć duże, bardzo ładnie odwzorowane.

Nie pamiętam w jakich okolicznościach natrafiłem na grę, ale to co musiało przykuć moja uwagę, to grafika. Nie dość że niesamowicie ładna jak na owe czasy, to dodatkowo można było robić zbliżenia, tak że gdyby nie znaczniki, to można byłoby grę pomylić ze zwykłą strzelanką! Nawet dzisiaj, mimo upływu lat, gra pod tym kątem robi wrażenie, ma bardzo dobrą animację, a do tego dobre udźwiękowienie. Naprawdę, starcia naszych i wrogich żołnierzy ogląda się przyjemnie. Po ogrywaniu kolejnych misji nabierałem nawet ochoty by obejrzeć jakiś film wojenny.

Jak wygląda rozgrywka? W każdej misji mamy do wykonania jakieś zadania. Na początku otrzymujemy do dyspozycji jakieś jednostki. Na początku omija nas stawianie budynków, pojawia się to z czasem. Kolejne jednostki zdobywamy pod drodze, wzywamy wsparcie, czy ratujemy też inne kompanie, które dołączają pod naszą komendę. Budowanie bazy daje nam dostęp do kolejnych jednostek i bonusy - np lepszą broń, czy tańszą produkcję. Surowce zdobywamy dzięki zajmowaniu terenów i postawieniu posterunku.

Jak wyglądają starcia? Jak już wspomniałem gra jest efektowna. W początkowych misjach my jesteśmy stroną atakującą. Stopniowo zajmujemy teren i eliminujemy kolejne oddziały wroga, pojazdy, stanowiska artylerii. Możemy kazać żołnierzom zajmować budynki, czy też kryć się za osłonami. Ogólnie bez problemu jesteśmy w stanie pokonać przeciwnika. Gorzej gdy natrafiamy na bunkry - oddziały piechoty kładą się przygwożdżone ogniem i bardzo powoli zmierzają dalej. Aby zakończyć starcia zwycięsko, trzeba używać różnych typów jednostek. Nawet jak mamy kilkanaście czołgów pod komendą, mogą one zostać łatwo zniszczone, gdy natrafimy na kilka armat i oddziały pancerne. Bardzo przydatne bywają ckmy, moździerze, wyrzutnie rakiet, każda jednostka jest na coś dobra. Pamiętam także zasadzki na snajperów. Bez problemu taki zanim zginie, może zabić nam jednego, dwóch piechurów, zanim nasi chłopcy go dopadną w rajdzie na budynek, także na bliskiej odległości Potyczki są efektowne, aczkolwiek należy pamiętać że to jest strategia. Stąd bywają sytuacje gdzie kilkunastu naszych żołnierzy wymienia się ogniem z jednym niemcem, zanim ten padnie, w odległości pół metra, zanim jego pasek zdrowia spadnie do zera. Ot taki mały szkop. (szkopuł?)

Kolejne misje są coraz cięższe. Wróg jest coraz silniejszy, a zdarzają się misje, kiedy to my musimy się bronić przed natarciem. Trzeba niejednokrotnie utrzymać różne punkty, nie możemy dopuścić do sytuacji że stracimy teren i wróg postawi posterunek - misja skończy się niepowodzeniem. Stąd nieraz mój plan zebrania wszystkich oddziałów w jedno miejsce nie zdawał egzaminu. Poza tym, gdy dojdzie do ostrzału artylerii na nasze pozycje, jest duża szansa na ogromne straty. W grze można stawiać zasieki, worki z piaskiem, jeże przeciwko czołgom. Można bawić się w tworzenie fortec, są nawet bunkry, które można dodatkowo obsadzić piechotą. Przeciwko czołgom możemy też stawiać miny, a inżynierowie mogą je wykrywać.

Sama fabuła też fajnie się rozwija, jest ona też bardzo dobrym elementem całej gry. W grze przewijają się też inne nacje, w ostatniej misji uczestniczą też Polacy! Mamy w grze paru głównych bohaterów, którzy kierują kompanią, jest też dowódca tygrysów po drugiej stronie barykady, na którego amerykanie zrobią polowanie w jednej z misji. Tych jest kilkanaście, rozgrywka jest spokojnie na kilkanaście/parędziesiąt godzin zabawy. Dodatkowo są zadania poboczne, za których wykonanie otrzymujemy odznaczenia. Wiele z nich jest prostych do osiągnięcia, niektóre są natomiast naprawdę trudne i wymagające.

Jakbym miał ocenić grę? Ogólnie świetna. Mimo upływu czasu, jest to obowiązkowa jak dla mnie pozycja dla miłośników rtsów. Nie mam jej w zasadzie nic do zarzucenia. Nie pamiętam jak dokładnie na nią natrafiłem, czy nie przypadkiem dzięki recenzji w CDAction. W każdym razie nie żałuję poświęconego czasu.

Poza podstawową grą mamy kolejne kampanie w dodatkach. Są 3 niemieckie, oraz angielska i amerykańska. Każda z nich ma nieco odmienną mechanikę - np w niemieckiej oddziały zamiast po 6 piechurów mają standardowo po 5/4. Niemieckie kompanie to walka z anglikami, podczas operacji Market Garden, druga to As Tygrysów - kierujemy czołgiem, a w ostatniej utrzymujemy jedną wioskę i finalnie wspomagamy odwrót jednej z niemieckich armii. W amerykańskiej sterujemy jedną z kompanii spadochronowej, gdzie mamy mocno ograniczone zasoby i zacięte walki. Natomiast angielska to kierowanie całą armią, dużo czołgów i finał, za który twórców powinno się powiesić niczym niemieckich zbrodniarzy. Tak ciężkie walki z niemieckimi czołgami, gdzie jeden czołg przeciwnika rozwalał bez problemu 12 moich czołgów i musiałem czekać zanim wyprodukuję następne. Angielska kampania nie tylko fajna, ale mega frustrująca momentami. I to na tyle, że sam finał łatwiej ukończyłem wysyłając oddziały piechoty na masakrę, uzbrojone w granatniki. Jak dla mnie ta część, to największy minus wszystkiego w COH. 

Poza tym mogę grę naprawdę szczerze polecić raz jeszcze włącznie z dodatkami. Myślę, że fanom drugiej wojny światowej mocno przypadnie do gustu.

środa, 10 lipca 2019

Z Cyklu - Walking Dead

Kilka lat temu za namową współlokatora, zacząłem oglądać film Walking Dead. Ot, kolejny film o zombiakach. Obejrzałem na próbę jeden odcinek i od razu podbił moje serce. Stwierdziłem że fajnie będzie go obejrzeć i oglądałem z biegiem czasu kolejne odcinki i sezony. W międzyczasie natrafiłem na komiks o tym samym tytule. Później zacząłem grać w grę na telefon, znalazła się też gra na peceta. Poza tym audiobooki, książki, drugi serial, mają być też filmy kinowe. Czy WD jest pozycją godną uwagi? Jak coś staram się unikać spoilerów.

Ogólnie serial robił na mnie ogromne wrażenie. Pierwsze dwa sezony pamiętam były naprawdę niesamowite, czas przy nich szybko leciał, akcja sprawnie się rozwijała. Z biegiem czasu zrobiło się coś trochę ala Klan, Plebania, gdzie zombiaki zeszły bardziej a drugi plan, a film wypełnił się relacjami i rozmowami miedzy bohaterami. W pewnym sensie zabiło to moc serialu jaka panowała na początku. Przez to w granicach 4/5 sezonu w internecie zaczęła się pojawiać masa opinii, że serial schodzi na psy. Faktycznie poziom spadł, przez kolejne kilka sezonów był już taki sobie, a ostatni sezon podniósł poprzeczkę i jestem ciekaw co będzie działo się dalej.

Mam świadomość tego że nie każdy kojarzy WD, więc powiem teraz pokrótce co i jak. Główny bohater Rick Grimes jest szeryfem. Podczas jednej z akcji zostaje ranny i po pewnym czasie budzi się w szpitalu, po tym jak na świecie panuje epidemia, a ludzie zamieniają się w żywe trupy. Nie wiadomo co jest przyczyną, główny bohater na początku stara się znaleźć swoją rodzinę, natrafia na ludzi, z którymi idzie dalej. Dosyć szybko zasady które panowały w starym świecie, przestają mieć rację bytu. O ile na początku ludzie ze sobą się trzymają, tak później powstaje rywalizacja między różnymi grupami, osadami. Widać to coraz bardziej z upływem kolejnych sezonów. Widać jak bohaterowie się zmieniają przez cały okres. Z biegiem czasu kolejni z nich giną, pojawiają się nowi ocaleli. Każdy z sezonów oferuje więcej lub mniej emocji, są też nieraz ciekawe zwroty akcji. Obecnie na koncie serial ma 9 sezonów, wyczytałem w internecie, że można spokojnie spodziewać się jeszcze trzech.

Komiks który był pierwowzorem, zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Łącznie ukazały się 32 tomy, każdy z nich ma o ile dobrze pamiętam około 160 stron. Przejrzysta ładna kreska. Czytałem go będąc gdzieś na 5 sezonie w serialu. Wszystko ogólnie przebiegało tak samo, jednakże zaskoczyło mnie kilka rzeczy - nie było pewnych bohaterów z filmu! Dokładnie, komiks i serial ma różnice. Sama oś fabularna jest praktycznie taka sama, tyle że pewnych bohaterów z filmu nie ma i odwrotnie. Ponadto zdarza się, że giną inni bohaterowie i dalszy ciąg wydarzeń obserwujemy mocno zmieniony. Jedna z największych różnic dotyczy też samego bohatera. Ogólnie o komiksie można powiedzieć że jest zdecydowanie lepszy od serialu, a ten drugi jest dobrą adaptacją. W chwili obecnej kiedy to pisze, komiks zakończył się kilka dni temu, co było niesamowitym szokiem dla fanów, którzy spodziewali się jeszcze około parunastu kolejnych tomów, gdzie historia mogła trwać nadal.

Gra Walking Dead - Road to Survival, jest na bazie komiksu. Mamy tam różnego rodzaju misje, które pokazują fabułę oryginału. I tutaj kolejna różnica. My jesteśmy głównym bohaterem i rozpoczynamy z innymi towarzyszami. Widać masę innych bohaterów i masę różnych pobocznych historii. Jest to strategia gdzie budujemy swoje miasto, zbieramy surowce, broń i kolejnych bohaterów, ulepszając swój własny skład. Możemy dołączać do frakcji, atakować innych graczy, czasami pojawiają się wojny. Gra kiedyś naprawdę mocno mną zawładnęła, dziś gram sobie około godzinki dziennie, zdarzają się dni, kiedy do niej nie zaglądam. Co fajne w grze - nieraz musimy podejmować wybory, od nich zależy np czy ktoś zginie, czy przeżyje, czy dołączy do nas czy nie. 

Fear The Walking Dead - drugi serial w uniwersum Żywych Trupów. Tutaj obserwujemy akcję z innej lokalizacji. Wszystko zaczyna się w momencie wybuchu epidemii. Wszystko skupia się głównie na losach jednej z rodzin, którzy dosyć często się rozdzielają, oraz na osobach, które w mniejszym lub większym stopniu mają z nimi styczność. Serial ma kilka sezonów, jest według mnie najsłabszym ogniwem całego uniwersum, ale i tak ogólnie miło się ogląda, choć czasami potrafi zanudzić.

Walking Dead - gra na PC od wydawnictwa Telltale. Tu mogę powiedzieć jedno. Jedna z najlepszych gier jakie grałem, ma 4 sezony, ukończyłem 2. Wcielamy się tutaj w Lee - nauczyciela który zostaje schwytany za morderstwo. Zabił senatora który spał z jego żoną. W trakcie transportu zaczyna się epidemia zombie. Dochodzi do wypadku, z którego wychodzi żywy i idzie przed siebie. Spotyka młodą dziewczynkę - Clemenine - którą postanawia się zaopiekować i zabiera ją ze sobą. Tak zaczyna się całą historia. Jest to ogólnie gra przygodowa, której przebieg jest zależny w dużej mierze od nas. To my rozmawiamy tutaj z innymi bohaterami, wybieramy jeden z kilku dialogów, jedną z decyzji która pojawia się na ekranie. Od tego zależy jak inni będą nas odbierać. Czasami są naprawdę trudne zadania, jednak nie ze względu na to że mają duży poziom trudności. Przykładowe zadanie polega na tym, że musimy rozdać żywność. Osób jest kilka razy więcej, niż racji żywnościowych. Wierzcie mi, ale naprawdę ciężko było wybrać tych, którzy cokolwiek przegryzą. Jeszcze trudniejsze wybory polegają na tym, że trzeba uratować osoby, które pozostawione same sobie zginą. Czas jednak leci, a musimy wybrać niejednokrotnie między dwoma bohaterami. To sprawiało że gra byłą naprawdę niesamowita i emocjonująca. Mimo że ogólnie gra ma pewną linię, to jednak w dużej mierze zależy od nas jak rozgrywka się potoczy.

Nie miałem jeszcze przyjemności przeczytać książek, mają pojawić się filmy kinowe, a także kolejne sezony seriali. Jest też kilka gier w środowisku Walking Dead w które zapewne zagram. Obecnie chciałem tylko zrobić przegląd, a kiedyś napiszę recenzję wszystkiego. Mogę z czystym sumieniem w tym momencie każdemu polecić zaznajomienie się z Uniwersum Walking Dead, bo jest ono naprawdę niezwykłe. Polecam na 100% komiks i drugą opisaną grę. Można też jak najbardziej obejrzeć serial, jak ktoś ma trochę czasu. Mam nadzieję że to co się przed nami ukaże za jakiś czas, będzie naprawdę wciągające i godne uwagi.