niedziela, 29 września 2019

Z Cyklu - Gry (6) - Dying Light

Miałem już do czynienia z niejedną grą dotyczącą epidemii zombie. Wśród nich między innymi Resident Evil, Walking Dead, Project Zomboid. A także różne tytuły dostępne wśród gier na stronach internetowych. Temat jest mocno popularny, bowiem do dziś powstają kolejne produkcje, oraz filmy, komiksy itd. Nie tak dawno ukończyłem Polską produkcję o tytule Dying Light.

W grze wcielamy się w agenta Crane'a. Zostaje on zrzucony do miasta które jest pochłonięte epidemią. Po początkowych wydarzeniach kiedy to zostaje ugryziony, napadnięty przez bandytów oraz ocalony przez dwójkę ludzi - przejmujemy kontrolę i zaczynamy przygodę. Gra nie oferuje typowego samouczka. Pierwsze chwile to tak naprawdę nauka różnorakich rzeczy i umiejętności, których potem używamy przez praktycznie całą rozgrywkę. Uczymy się między innymi skakać z budynków na budynki, wspinać, spadać z dużych wysokości na hałdy śmieci, poznajemy sterowanie. Szybko zaczynamy wykonywać proste zadania, które polegają na pomocy tutejszym ocalałym. Ponadto wykonujemy polecenia agencji dla której przyszło nam pracować.

Gra prezentuje naprawdę duży rozmach. Miasto jest wręcz ogromne, poruszamy się zarówno po ulicach, skaczemy poprzez budynki, nawet przyjdzie nam zejść do kanałów. Lokacje są różnorodne, do dużej ilości budynków można wejść. Zazwyczaj na ulicach pałętają się zombie, przechodzimy koło wraków samochodów, gdzieniegdzie coś się pali, są miejsca gdzie nie wejdziemy, bo są uszkodzone przewody które wpadły do wody. Wykonując najróżniejsze zadania popychamy fabułę naprzód. Są zarówno główne zadania jak i masa pobocznych. Każde z nich za wykonaną pracę oferuje jakąś nagrodę. Nasz bohater początkowo odpychany, szybko zdobywa szacunek i nowych przyjaciół. Fabuła oferuje nieoczekiwane zwroty akcji, zdrady itd.

Przemierzając ulice miasta nie obejdzie się bez walki. Najczęściej będą to zombie. Początkowo zbieramy bronie do walki wręcz - młotki, rurki, noże, deski. Z biegiem czasu są coraz bardziej zaawansowane bronie, łuk, pistolet, strzelba, karabin maszynowy. Są też gwiazdki do rzucania, koktajle mołotowa, granaty i trochę innych gadżetów. Ponadto bronie można modyfikować, przykładowo nóż może razić prądem, albo podpalać. Broń w czasie walki się zużywa, możemy ją naprawiać do kilku razy. Ogólnie gra oferuje sporo przedmiotów, każdy z jakimś zastosowaniem. Np alkohol, papierosy, kawę można sprzedawać w dobrej cenie. Walka zwłaszcza na początku mocno wciąga. Zombiaki możemy zwyczajnie zatłuc, albo wykorzystać porozstawiane pułapki - kolce, aparaty pod napięciem, samochody pułapki, czy też np zrzucić przeciwnika z dachu na ziemię. Poza zombiakami będziemy walczyć też z ludźmi. Początkowo jest trudno, ale wystarczy trochę walk i nabiera się w prawy. Mając broń palną jest już niezwykle łatwo. Bymbym zapomniał, zombiaki występują w różnych rodzajach, są normalne, plujące kwasem, ludzie dopiero co przemienieni, którzy prezentują się ogromną agresją i szybkością. Są też olbrzymie zombie które najlepiej atakować z odległości. W nocy są natomiast inne rodzaje zombie - śmiertelnie groźne, wytrzymałe, które ukrywają się przed flarami i latarką UV.

Z biegiem czasu zdobywamy doświadczenie które możemy zamieniać na różne przydatne umiejętności, ich też jest dużo. Bohater może przebierać się w różne stroje. W czasie wykonywania misji, nieraz odbierzemy sygnał z prośbą o pomoc - ktoś wpada w tarapaty. W mieście też zdarzają się zrzuty z zaopatrzeniem. Możemy przespać noc by ruszyć dalej w ciągu dnia kiedy jest bezpiecznie. W grze dzieje się naprawdę dużo i potrafi wciągnąć na wiele godzin. To ogromna zaleta Dying Light. Ponadto naszym drugim przeciwnikiem będzie jegomość Rais oraz jego podwładni. Jest niezrównoważony, ludzie siego boją, wysyła sługi by zbierały characze z ocalałych w mieście. Na początku sporadycznie dojdzie do starć, a w późniejszej części rozgrywki będziemy z nimi toczyć istną wojnę.

Nie liczyłem czasu poświęconego na Dying Light, ale raczej nie będzie przesadą, jeśli powiem że spędziłem w niej może nawet 200 godzin. Jak na jedną grę, to świetny wynik. A i tak nie wykonałem różnych zadań pobocznych i nie osiągnąłem wszystkich umiejętności. Gra wciągała mnie naprawdę na długo, dopiero gdy miałem ukończone około 2/3 gry napięcie spadło, gdyż już było wyraźnie czuć powtarzalność. Chodzi mi o same walki z zombiakami. Można łatwo opracować sobie taktyki i radzić bez problemu z największymi hordami. Graficznie i muzycznie gra prezentuje się świetnie, wygląda bardzo realistycznie.

Czy są jakieś aspekty które uznałbym za wady? Tak. Dying Light mimo że jest naprawdę świetny pod prawie każdym względem, ma słabsze strony. Rozumiem, że to co dzieje się w mieście zmienia niesamowicie ludzi. Ale z niektórych zrobili się tacy kretyni, że najlepiej byłoby ich zwyczajnie odstrzelić, a oferują różne dziwaczne zadania. Akurat humor nie do końca mi  przypadł do gustu. Jeżeli chodzi o bronie, mogłoby być więcej broni palnej. No i niektóre zadania - przykładowo w aptekach trzeba znaleźć strzykawki i specyfiki. No to musimy wpierw znaleźć aptekę w całym mieście. Jak tam nie będzie wystarczającej ilości - musimy szukać następnej. Ponadto w pewnym momencie miałem tyle kasy, że nie miałem co z nią robić. Twórcy mogliby wprowadzić coś jeszcze na co można byłoby ją wydawać.

Podsumowując - nie żałuję że zagrałem w Dying Light. Jest naprawdę świetną grą. Jeśli ktoś lubi otwarte rozbudowane światy z wieloma możliwościami - powinien jak najbardziej zagrać. A w 2020 roku podobno ma być druga cześć, zatem jest na co czekać. Mam nadzieję że będzie to bezpośrednia kontynuacja, bo gra kończy się w momencie, kiedy to twórcy mogą fabułę popchnąć dalej do przodu, zamiast tworzyć odrębną historię.


czwartek, 5 września 2019

Z Cyklu - Gry (5) - Syphon Filter


Pierwsza konsola Playstation miała swoje czasy świetności i powstało na nią ponad 1000 tytułów. Olbrzymia biblioteka gier, z których można wyłowić masę dobrych produkcji i perełek. Wśród gatunków popularne były strzelanki TPP, z widokiem zza pleców bohatera. Obstawiam, że wiele osób jako jednego z przedstawicieli wskazało by Metal Gear Solid. Osobiście jeszcze nie zagrałem ale mam w planach. Jedno co wiem, produkcja jest niesamowicie kultowa a co jakiś czas powstają kolejne części. Największym konkurentem który zdobył grono zwolenników i również okazał się kultowy, był Syphon Filter. I właśnie o tej grze dzisiaj opowiem.

Twórcami gry jest 989 Studios. Opinie o tej firmie były marne, zostali ochrzczeni tytułem specjalistów od chrzanienia sprawy. Podobno każda ich produkcja miała jakiś potencjał, ale nie zostało to wykorzystane i większość ich produkcji jest już raczej zapomniana w morzu innych gier. Syphon Filter okazał się prawdziwą perełką, który doczekał się następnych dwóch części na PSX, oraz 3 części na PS2, co już świadczy o tym, że cykl musiał prezentować ze sobą jakiś poziom, a gracze musieli chętnie po niego sięgać, skoro nie poprzestano na jednej części.

W grze wcielamy się agenta - Gabriela Logana. Otrzymuje do wykonania różne misje oraz zadania. Terroryści podkładają w nowym Jorku bomby z tytułowym wirusem. Sytuacja jest poważna, z miasta zostali ewakuowani cywile, trwają walki. Nasz agent powoli eliminuje kolejnych przywódców wrogiej organizacji i rozbija ją od środka. Z biegiem czasu wychodzą na jaw spiski i zdrady. Poza Amerykanami, udział biorą też Rosjanie. Każda strona w tej grze ma jakieś cele. Wszystko wyjaśnia się na przestrzeni przechodzenia etapów. Po pierwszej misji przemierzamy muzeum z wystawą z antycznej Grecji. Potem zostajemy przeniesieni do tajnej bazy w Kazachstanie, a nawet do Ukrainy, gdzie walka będzie toczyć się w klasztorach. Na koniec wrócimy do poprzedniego kraju na obrzeża samej stolicy. Etapy są zróżnicowane, oferują masę emocji, eksplozji a także liczne armie przeciwników do eksterminacji. Do dyspozycji oddano różne uzbrojenie, kamizelki kuloodporne, czy paralizator taser, którym można spalać przeciwników. Misje nożem przechodzić w stylu rambo, są też etapy gdzie musimy działać bez wykrycia, używając pistoletu z tłumikiem. Są też walki z bossami, w tym z helikopterem i opancerzonym jegomościem z miotaczem ognia. Gra była naprawdę ekscytująca, przyjemnie eliminowało się wrogów, za pomocą strzałów w głowę. Przeszedłem ją ponad kilkanaście razy.

Kiedy ukazała się zapowiedź drugiej części, wręcz mnie zelektryzowało. Zanim dorwałem się do gry, w czasopiśmie jak dziki czytałem opis gry. Nie przeszkadzały mi spoilery, a lektura umilała czas przed kontaktem z grą. Po zakupie w ręce wpadły dwie płyty. To musiało oznaczać dłuższą zabawę. Czuć było ten sam klimat co pierwszej części, po kontakcie z intrem i ładowaniem ekranu. Kontynuacja zaczyna się od próby eliminacji naszego bohatera. Sam uchodzi z życiem tracąc większość swoich ludzi podczas pierwszej misji. Szybko wychodzi na jaw zdrada agencji dla której pracował. Tak jak w pierwszej części walczył z terrorystami, tak teraz ma kolejnego wroga. Poziom trudności wzrósł, przeciwnicy są groźniejsi. Misje zaczynamy nieraz bez ekwipunku, np po schwytaniu. Tym razem zwiedzamy góry skaliste, bazę wojskową, przejedziemy się pociągiem bez biletu, zahaczymy o imprezę na ruskiej dyskotece, włamiemy się do więzienia dla kobiet o zaostrzonym rygorze w Rosji, a skończymy w Nowojorskich slumsach. W grze przewiną się osoby z pierwszej części, czeka na nas dużo, przeważnie niemiłych niespodzianek, w tym wrodzy snajperzy. Czerwieniejący radar i napis head shot nad naszą głową, do przyjemnych nie należy. O ile w pierwszej części można było normalnie walczyć z wrogiem, tak w drugiej części trzeba było wykazywać się zwinnością i różnymi taktykami, oraz częstszym ukrywaniem się za osłonami. Do tego doszły etapy, gdzie musieliśmy ogłuszać np komandosów, bo zabicie ich wiązało by się ze złamaniem parametrów misji. Fabuła rozwijała się jeszcze ciekawiej i w miarę etapów byliśmy coraz bliżej odkrycia różnorakich kłamstw. Miedzy innymi doszedł zdrajca w oddziale. Gra oprócz single, oferowała też tryb multiplayer, oraz różne sekrety, które odblokowywały dodatkowe mapy. Grę przeszedłem chyba ponad 20 razy.

No i ostatnia część na szaraczka była najsłabszą odsłoną trylogii. Misje były zróżnicowane, fabuła dalej poszła do przodu. W drugiej części graliśmy 2 bohaterami, a w trójce aż czterema. Można było przekonać się, jak wyglądała historia z wirusem z perspektywy kilku osób. Zostały oddane do dyspozycji nowe bronie, nowe zadania. Ogólnie było ciekawie. Sama gra miała swoje świetne momenty i misje które lubiłem powtarzać. O ile pierwsze dwie części zapewniły wrażenia na wiele godzin, tak przejście tej części zajęło mi wprawionemu w boju graczowi zaledwie jakieś 5/6 godzin. Był to jednak godziny emocjonujące, zwłaszcza za pierwszym razem. Grafika nieco się pogorszyła. Do dyspozycji oprócz singla, był jeszcze multiplayer i różne minigry. Więc twórcy znowu starali się wprowadzić coś nowego.

W części na PS2 nie grałem oprócz Omega Strain którą przeszedłem w bodajże 60%. Owa gra stawiała bardzo wymagające wyzwania, dużo sekretów i pobocznych zadań, których nie musieliśmy wykonywać. Największą zmianą było wprowadzenie edytora postaci, gdzie mogliśmy stworzyć swojego bohatera. Całkiem miły smaczek. Doszło ukrywanie ciał, przebieranie się we wrogie mundury, statystyki i trochę innych bajerów. Walka z wrogiem została jeszcze bardziej utrudniona. Działamy znowu w Nowym Jorku, Jemenie, i innych miejscach. Jednym z ciekawych etapów był zamach w galerii handlowej, gdzie lezą ranni oficerowie swat. Naszym zadaniem jest jak najszybsze wkroczenie, ukrycie rannych oficerów za osłonami i zamknięcie drzwi, by nie doszło do kolejnych ofiar. Oprócz tego musimy w międzyczasie rozbroić bomby, a na koniec załatwić bossa. Masa emocji jak na jeden etap. Plus warto było się spieszyć przechodząc grę, bo do statystyk liczył się też czas przejścia. Ogólnie gra nie była zła, ale klimat nieco według mnie uleciał. Próbowano zrobić coś jeszcze bardziej epickiego, ale trochę nowa formuła wszystko zepsuła. Niemniej zamierzam tą część dokończyć, a potem dwie ostatnie, z którymi praktycznie nie miałem jakiejś większej styczności, poza liźnięciem jednego etapu przez parę minut.

Ogólnie SF2 jest moją ulubioną grą na PSX, zaraz po pierwszej części. Jeśli miałym wskazać na ulubiony tutuł ogólnie, bez wahania wybrałbym go tak samo, za masę miłych wspomnień i wiele godzin przegranych przed telewizorem.

niedziela, 1 września 2019

Z Cyklu - Filmy (4)


Kolejna porcja z oceanu filmów.


Batman - Atak Na Arkham.
Tym razem animacja. Legion samobójców zostaje wezwany na kolejną trudną do wykonania misję. Mamy kilku innych bohaterów, jeśli by porównać z wersją aktorską, która powstałą później. Jak sama nazwa wskazuje, muszą dotrzeć do tytułowego więzienia, by chwytać Człowieka Zagadkę. Jest też oczywiście Joker, więc jak wiadomo, nie będzie to zwykła przeprawa. Na drodze Legionu stanie oczywiście Batman i będzie trochę ciekawych starć.

Film trwa około godzinę i 10 minut. Nie nudziłem się ani przez chwilę, mogę szczerze polecić. Zdecydowanie lepszy od Zabójczego Żartu, który nieco rozczarował. Jest pełno akcji, trochę humoru i szczypta seksu  - po odgłosach słychać jak pewna para zamienia pokój w istny burdel. Film zaskoczył mocno pozytywnie. Jeśli inne filmy animowane z człowiekiem nietoperzem mają taki poziom jak Atak Na Arkham, to na pewno je obejrzę.


Cube
W sześciennych pomieszczeniach są uwięzieni ludzie. Nie wiedzą co się dzieje i próbują uciec. Szybko wychodzi na jaw, że niektóre z pomieszczeń są najeżone pułapkami. Na dodatek sąsiednie pomieszczenia zmieniają położenie. Nie będzie to prosta przeprawa.

Jeśli komuś podobają się filmy typu Piła, gdzie bohaterowie próbują rozwikłać zagadkę i ujść z życiem, musi obejrzeć Cube. To naprawdę świetny film, żałuję że nie obejrzałem wcześniej. Jest naprawdę świetny i ani przez chwilę nie nudzi. Mamy różnych bohaterów, każdy z różnym charakterem i ,,umiejętnościami". Z biegiem czasu narastają wewnątrz grupy konflikty i sama próba ucieczki nie jest jedynym problemem. Każdy powinien obejrzeć ten film jeśli tego nie zrobił, a ja na pewno obejrzę drugą część.


Interkosmos
Film z lat 80 nagrodzony oscarem. Grupa naukowców przygotowuje się do eksperymentu, mającego na celu zmniejszenie operatora batyskafu i wstrzyknięcie go do krwioobiegu królika. Wszystko przebiega bez zarzutu do momentu, kiedy na placówkę napada grupa przestępców, celem wykradzenia mikrochipów.

Komedia podobna do innych, które pojawiały się w latach 80tych i 90tych. Można obejrzeć, nie żałuję dwóch spędzonych godzin przed ekranem. Raczej dla starszych pokoleń, obstawiam, że większość młodych widzów na ten film nie zwróci uwagi.


Igrzyska Na Kacu
Sam tytuł wskazuje na to, że mamy tutaj do czynienia z parodią Kac Vegas oraz Igrzysk Śmierci. I w rzeczy samej. Bohaterowie po upojnej nocy budzą się mając potężnego Kaca. Budzą siew rozpędzonym pociągu, gdzie niebawem dotrą na miejsce tytułowych Igrzysk.

Zarówno trylogia Kac Vegas jak i pierwsza część Igrzysk Śmierci mi się podobały. Twórcy parodii wzięli na swoje barki dosyć trudne zadanie. Jak im wyszło? Sam początek był niesamowicie obiecujący. Sceny łudząco przypominały to co działo się w pierwszej części Kaca. Zmiany były widoczne jednak już na samym początku, gdzie jeden z głównych bohaterów wychodzi za faceta, nie kobietę. Film ozdobiony został dużą dawką bluzgów, nagich piersi i innych ozdobników. Na dokładke mamy bohaterów z innych filmów - Avatar, Jack Sparrow, Tonto, Thor-Gej, Zombie z Walking Dead i trochę innych. Z biegiem czasu film traci jednak impet i nie wciąga tak dobrze jak na początku. Ogólnie jednorazowy film na imprezę z dobrymi znajomymi, którzy mają szerokie poczucie humoru i nie przeszkadza im brak kultkurwy.