środa, 30 października 2019
Z Cyklu - Gry (11) - Spec Ops: The Line
Kolejna gra i strzelanka. Tym razem jednak inna i nie ze względu na to, że do tej pory pisałem na blogu o FPSach, a w końcu przyszedł czas na grę TPS.
SOTL przedstawia historię osadzoną w Dubaju. Jako kapitan Walker dowodzimy 3 osobowym oddziałem, w skład którego wchodzi jeszcze porucznik Adams i sierżant Lugo. Mamy wykonać misję zwiadowczą, gdzie na samym początku dochodzi do starcia z rebeliantami. Nasze zadanie szybko się jednak zmienia w misje ratunkową, bowiem otrzymujemy prośbę o pomoc od oddziałów które wpadły w pułapkę. Historia która jest zagadką powoli odkrywa nam kolejne elementy. Nie będzie to zwykła strzelanka jak typowe COD, BF i inne tytuły. Tym razem jest to coś naprawdę innego. W tej grze jako amerykanin będziemy głównie walczyli z innymi amerykańskimi żołnierzami, którzy zostali w Dubaju. Historia jest naprawdę niesamowita, dla niej chociażby warto zagrać w grę.
Jako strzelanka gra świetnie spełnia swoją rolę. Jest bardzo dużo przeciwników i masa starć niejednokrotnie przerwana spacerkiem czy biegiem do kolejnych lokacji. Strzela się naprawdę przyjemnie. Do dyspozycji mamy M4, UMP, SCAR, parę shotgunów, 3 pistolety, kałacha, granaty, 2 karabiny snajperskie, ckm, rpg i kilka innych. W części broni możemy przełączać tryb auto na serię, do M4 można założyć tłumik, a SCAR ma granatnik. Jeśli miałbym podsumować uzbrojenie - jest na dobrym poziomie. Możemy też podchodzić do przeciwników i ich ogłuszać albo cicho eliminować. To drugie niejednokrotnie się przydaje, dzięki czemu dziesiątkujemy armię przeciwnika przed starciem. Naszym podkomendnym możemy też wydać rozkaz, kogo mają przyszpilić ogniem. Kiedy ktoś z naszym zostanie ranny, możemy podejść uleczyć, albo wydać rozkaz pomocy. Demolka w grze to coś pięknego. Możemy np strzelać w szyby, które gdy pękną, zasypują przeciwników tonami piasku. Zapomniałbym powiedzieć też o epizodzie z helikopterem, kiedy to walczymy z innymi śmigłowcami i strzelamy z mini guna. Pod kątem zabawy jestem z gry mocno zadowolony.
Graficznie gra trochę się postarzała, powstałą bowiem w 2012 roku. Upływa lat mimo że na nią wpłynął dla mnie nie miał jakiegoś znaczenia, gra wygląda dla mnie naprawdę ładnie. Mapy mimo że poruszamy się po nich wyznaczonymi ścieżkami, to i tak sprawiają wrażenie ogromnych. Możemy zarówno podziwiać pustynne widoki jak i zróżnicowane pomieszczenia w budynkach po których się poruszamy. Muzyka natomiast świetnie oddaje klimat i chyba sobie ściągnę soundtrack do słuchania podczas pisania tekstów czy innej pracy.
Co można powiedzieć o wrogich jednostkach? Żołnierze potrafią walczyć i są różnorodni. Wielu ukrywa się za osłonami, niektórzy biegną jak rambo w naszym kierunku, inni zachodzą nas z innej strony. Same bitwy to ogólny chaos, a jak rzucimy granat to przeciwnicy starają się oddalić. Wróg potrafi nas razić z daleka i nie tylko snajperzy, zatem ukrywanie się za osłonami jest bardzo wskazane. Z biegiem czasu są coraz lepsi przeciwnicy, zdarzają się też opancerzeni których zabicie jest nie takie łatwe. W grze niejednokrotnie natrafimy na przeciwników którzy postrzeleni leżą i wiją się z bólu. Możemy do nich podejść i dokonać egzekucji, zastrzelić, albo zwyczajnie zostawić w cierpieniu.
Co jest największą zaletą gry? Fabuła, rozwój akcji, oraz decyzje jakie musimy podjąć w trakcie.
PARĘ SPOILERÓW
Przykładowo napotykamy snajperów celujących w dwóch ludzi powieszonych za ręce na moście. Wrogi dowódca tłumaczy nam że snajperzy nic nam nie zrobią a my mamy dokonać wyboru kogo zabić - cywila który ukradł wodę, czy żołnierza który go dopadł, ale wybił mu przedtem całą rodzinę. Możemy zabić jednego z nich, biec dalej, albo zająć się snajperami. 4 różne wybory w jednym momencie. Mniej więcej w połowie gry dochodzimy do momentu, gdzie na naszej drodze stoi armia. Nie ma możliwości by wyjść ze starcia zwycięsko. Zatem dowódca decyduje się na użycie białego fosforu. Czym jest biały fosfor - silnie zapalająca substancja, bardzo trudna do ugaszenia. W żadnej grze nie miałem możliwości spuścić na kogoś białego fosforu. Skutki użycia są okrutne. A potem nagle okazuje się że w wyniku jego użycia zabiliśmy kilkadziesiąt cywilów, którzy zostali ukryci i przygotowani do ewakuacji. Przyznam szczerze, że gra z biegiem czasu jest coraz bardziej zawiła a podobnych niespodzianek czeka nas jeszcze trochę.
KONIEC SPOILERÓW
Jakby określić grę pod kątem fabularnym, mamy do czynienia z istnym jądrem ciemności/czasem apokalipsy. Dla mnie jest to pod tym względem jeden z najlepszych tytułów z jakim miałem do czynienia. Oprócz tego widzimy później co się dzieje z bohaterem oraz jego towarzyszami. Jak wojna wpływa nie tylko na żołnierzy ale i cywilów. Mamy do czynienia tutaj z istnym majstersztykiem. Przez samą fabułę grę ukończyłem 2 razy, bo potem łątwiej było mi wszystko zrozumieć i ułożyć sobie w głowie.
Co mógłbym jeszcze powiedzieć? Jak dla mnie gra w sumie nie ma wad. Masa osób narzeka na system rozgrywki i bieganie od osłon do osłon. Może i jest nieco toporny, ale bieganie jest okupione kosztem mobilności więc dla mnie nie jest to jakimś minusem. Jedno do czego można było by się przyczepić do długość gry. Można ją ukończyć spokojnie w jakieś 5 godzin. Ale to w sumie jedyna rzecz która nie jest pozytywem w SOTL
Podsumowanie. Grało mi się naprawdę przyjemnie w SOTL i nie żałuję ani minuty spędzonej przed komputerem. Dla mnie w moim osobistym rankingu będzie w ścisłej czołówce i myślę że kiedyś znowu sobie powtórzę. Może twórcy stworzą kolejne części z całego cyklu, jak tak to będą to dla mnie pozycje obowiązkowe do ogrania. Gra ogólnie przez świat graczy jest niedoceniona i dosyć słabo znana. Zatem mam nadzieję że chociaż kilka osób po przeczytaniu wpisu zagra w SOTL.
piątek, 25 października 2019
Z Cyklu - Gry (10) - Far Cry
Są gry które zapisały się w historii. Korzystając z możliwości nadrabiam tytuły nawet sprzed kilku/kilkunastu lat. Wielokrotnie można natrafić na perełki i pozycje godne uwagi. Tym razem wybór padł na Far Cry. Podobno jeden z najlepszych shooterów FPP. Zatem czy było naprawdę warto zagrać?
Intro nasunęło mi skojarzenia z Stevenem Seagalem. Główny bohater zostaje zaatakowany na swoim małym jachcie, na oceanie. Ktoś miał albo zły dzień, albo pomylili łódeczkę z okrętem wojennym, sądząc po liczbie wystrzelonych pocisków. Bohaterowi cudem udaje się przeżyć i rusza na swoją krucjatę. Nie powiem, filmik wprowadzający był nie tylko dynamiczny, ale też dziwny, było w nim tyle logiki co w niejednym filmie sensacyjnym klasy B, czy C. No nic, po chwili rozpoczęła się rozgrywka. Mimo upływu czasu i postarzenia, gra o dziwo cieszyła moje oczy. Otwarte ogromne tereny, rajskie wyspy, woda w której chciało by się wykąpać. Idealne miejsce na urlop, chyba kiedyś będę musiał wybrać się w tropiki. Niemal od razu dochodzi do pierwszych walk. Znajduję maczetę, pistolet. Mogę walczyć otwarcie w stylu rambo, albo cicho eliminować przeciwników. Wrażenia jak najbardziej pozytywne. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że gra robi dzisiaj dobre wrażenie. W miarę zapuszczania się w głąb terenu dowiadujemy się powoli o co tak naprawdę chodzi. nie będę zdradzał fabuły. Ogólnie podchodząc do Far Cry nastawiałem się na normalną strzelankę.
Najemnicy z którymi przychodzi nam walczyć z początku wydają się łatwymi przeciwnikami. Krzaki i drzewa skutecznie nas kamuflują, możemy rzucać kamieniami by odwrócić uwagę. Mamy oddane do dyspozycji łodzie, pontony, humvee, buggy czy paralotnię. Dosyć często przyszło mi z nich korzystać, a i znacząco skracały czas podróży. Dosyć szybko jednak wrogowie pokazują na co ich stać. O ile w bliskim starciu gdy zostają zaatakowani robią głupie błędy i są zdezorientowani, tak potrafią skutecznie razić nawet z dalekich dystansów. Tak, Far Cry nie jest prostą grą, już w pierwszym etapie kiedy robiłem abordaż na statek ginąłem kilkanaście razy, bo nie dostrzegłem niejednego strzelca umieszczonego na wyższych pokładach czy mostkach. O dziwo, bardzo łatwo i szybko można tutaj polec. Jeżeli chodzi o bronie, to mamy wspomnianą maczetę i pistolet, mp5 z tłumikiem, snajperkę, shotgun, wyrzutnie rakiet, m4, oicw i parę innych broni. Są też granaty, granaty dymne i flashbangi. Uzbrojenie jest całkowicie wystarczające, choć na początku miałem wrażenie że wybór jest bardzo skromny.
Lokacje po których przemierzamy zamieniają się z dżungli i wysp po bunkry, hangary, laboratoria i inne budowle. Jest całkiem różnorodnie, nawet jedna misja przypominała mi filmy o wietnanie, kiedy to łodzią patrolową przemierzałem rzekę. Zdarza nam się też walczyć z helikopterami, czy eliminować stanowiska ckmów. Sama gra ogólnie pod wieloma względami jest fajna i rozbudowana. Jak na grę która dla niektórych jest wręcz legendarna, myślałem że będzie miała pełno zalet i będzie się przyjemnie grało przez cały czas. Główny bohater jest momentami zabawny. Jest wręcz w fatalnym położeniu bo tereny które przemierza, roją się od wrogów. Rzuca nieraz zabawnymi tekstami, nawet jeśli dana sytuacja wygląda nieciekawie. Jakbym miał określić, podchodzi do całości tak, jakby miał chujowy dzień w pracy. Są etapy gdzie nie walczy sam, pomaga jednej pani naukowiec, która też dobrze walczy.
Wszystko ładnie pięknie, gra podobno świetna. Też tak myślałem przez pewien czas. Teraz przejdę do wad i tego co mi się nie spodobało. Poziom trudności nawet najłatwiejszy, jest bardzo wymagający. Nie niemożliwy, ale jest naprawdę bardzo trudno, w grze w niejednym momencie musiałem powtarzać zabawę od checkpointu, a nie ma opcji save game. Albo po prostu nie znalazłem. Niemniej jednak przez wiele zgonów straciłem dobre jakieś 10 godzin życia. Następna rzecz to różnego rodzaju zagadki. Nie lubię łażenia tam i z powrotem, nie lubię elementów ze starych shooterów. Lubię iść do przodu i strzelać zamiast tracić czas na szukanie jakichś przełączników, kart itp. Te elementy tutaj są, na szczęście w umiarkowanym stopniu. I teraz coś co najbardziej nie przypadło mi do gustu. Myslałem że to będzie normalna strzelanka w której walczy się z ludźmi. A tu po kilku etapach ni z gruchy, ni z pietruchy zaczęły wyskakiwać mi mutanty. Gdyby cos takiego zaserwowano mi na samym początku, albo jakbym obejrzał jakieś gameplaye, to raczej bym Far Cry nie ruszył, albo bynajmniej nie teraz. Strzelanka zmieniła się w survival horror. Na początku są jakieś humanoidalne mutanty które szybko skaczą, a potem dołączają jakieś przerośnięte hulki z granatnikami i strzelcy którzy mają niesamowitą zwinność i skaczą lepiej niż Kamil Stoch. Tyle dobrego, że mutanty nie walczył jedynie ze mną, ale też z najemnikami i naukowcami. Niestety, ale elementy horroru sprawiły, że Far Cry w moich oczach stracił.
A jak graficznie i muzycznie? Grafika nawet dzisiaj wygląda dobrze. Muzyka pasuje ale nie wpadła mi zbytnio w ucho. Sama oprawa wypada ogólnie dobrze i to wszystko co mogę o niej powiedzieć.
Zatem podsumowując, Far Cry z jednej strony mi się podobał, a z drugiej dosyć mocno rozczarował. Niestety nie przypadł mi mocno pod moje gusta. Lubię najbardziej strzelanki osadzone w czasach drugiej wojny światowej i współczesne. Far Cry ograłem głównie ze względu na pozytywne opinie. Mam jednak na uwadze że nie zawsze czyjeś opinie będą takie jak moje. W Far Cry raczej już nigdy nie zagram, chyba że będę chciał nagrać gameplay. Jednakże, czytałem o kolejnych częściach i zamierzam po nie jak najbardziej sięgnąć. Mam nadzieję że jedynka która nie jest taka zła, będzie najgorszą częścią całego cyklu i dwójka będzie czymś naprawdę dobrym.
środa, 23 października 2019
Z Cyklu - Gry (9) - War Saw
Nie tak dawno ograłem Enemy Front, który w mojej opinii był udaną grą o powstaniu warszawskim. Ktoś mógłby stworzyć grę, do której po ukończeniu chciałoby się wracać i zapierałaby dech w piersiach. Do grona niewielkiej ilości tytułów o tamtych wydarzeniach dołączył Warsaw.
Tym razem mamy do czynienia z połączeniem strategii i rpg. Gra zaczyna się krótką prostą animacją. Jak z niej wynika łatwo nie będzie. W grze ogólnie chodzi o przetrwanie. Jeśli ktoś chciałby wygrać w niej powstanie - może sobie pomarzyć i stworzyć własną historię, bo tutaj obojętne jakbyśmy grali, tak czy inaczej zakończy się ono klęską. Do naszej dyspozycji na samym początku zostaje oddany oddział kilku powstańców. Każdy z nich w czymś się specjalizuje. Mamy strzelca, gościa od karabinu maszynowego i sanitariuszkę. Samouczek świetnie tłumaczy co i jak, szybko załapałem zasady i mogłem na luzie grać dalej. Rozgrywka dzieli się na kilka etapów. Mamy najpierw różnego rodzaju wydarzenia, które dają bonusy - np ktoś dołącza pod nasze dowództwo. Potem mamy ekran z naszej kryjówki z różnymi funkcjami. Następnie wybieramy się na którąś z dzielnic wykonać jakieś zadanie. Gra przenosi nas wtedy na mapę, po której poruszamy się jakby żetonem i przemierzając ulice tracimy punkty ruchu. Napotkać możemy niemieckie patrole, miejsca gdzie są wydarzenia, oraz skrzynie z amunicją, oraz cele. Mapa została ciekawie stworzona. O ile sam nie znam dobrze Warszawy, tak przykładowo znalazłem się na ulicy, na której mieszka kumpel, u którego mogłem się nachlać i przespać. Mapa jest przedstawiona w ciemnych kolorach, widać zniszczenia, gdzieniegdzie można zaobserwować wystrzały. Uważam, że twórcy dobrze podeszli do tematu pod tym kątem.
Walka jest czymś co pochłonie najwięcej czasu. Grałem jak na razie jeden raz. Wszystkie walki wyglądały mniej więcej tak, że miałem 4 powstańców w składzie, a niemców było przeważnie 4/5, zdarzały się też psy. Walka toczy się turowo. Na turę możemy wykonać jedną z dostępnych akcji którą ma przypisana postać. Niektórzy oddają jeden strzał z pistoletu, karabinierzy rażą na większą odległość, a z pistoletów maszynowych i karabinów można ranić kilku przeciwników naraz. Sanitariusze mogą leczyć innych. Są też funkcje budowania barykad, zastraszania przeciwników itp. Niemcy często za pomocą dowódcy zwiększają morale, wykorzystują obławy - czyli jeden z powstańców zostaje wysunięty na sam przód. Często zdarzają się też wrodzy snajperzy czy żołnierze z panzerschrekami. Eliminowałem też ekipy moździerzy, natomiast nie walczyłem z czołgami czy innymi pojazdami. Walki trwają kilka do kilkunastu minut, w zależności od tego jak prowadzimy walkę i jak liczny jest wrogi oddział.
Graficznie i muzycznie nie jest wybitnie, ale oprawa ogólnie mi się spodobała, nie narzekam. Powstańczy czas w czasie walki mówią po polsku, tak samo usłyszymy niemieckie gadki. Twórcy mogliby ich wprowadzić więcej, bo każda postać mówi ciągle to samo, co z biegiem czasu nieco nuży. Animacje są płynne, też dobrze wykonane.
Gra na początku wciąga i to dosyć mocno. Nie powiem pierwsza godzina spędzona przy grze była bardzo ciekawa. Niestety to co nas zabija najmocniej prócz niemców, to zwykła powtarzalność. Gra tak naprawdę nie oferuje zbyt wiele. Zamierzam zagrać w grę przynajmniej jeszcze jeden raz i dać jej szansę. Coś co jest zdecydowanie na plus to poziom trudności. Wróg ma zdecydowaną przewagę, w trakcie rozgrywki zginęło kilku moich bohaterów. Zamierzam zagrać następnym razem bez strat własnych, może się uda. Zapewne mam też trochę rzeczy do odkrycia, więc może gra jeszcze podbije moje serce w co wątpię. Uważam, że każdy może w Warsaw zagrać choć raz, zwłaszcza jeśli komuś spodobało się np This War Of Mine. Ten drugi tytuł był zdecydowanie lepszy i mocniej rozbudowany. Warsaw ma jeszcze według mnie jedną zaletę. Idealnie pokazuje w jak beznadziejnym i trudnym położeniu znajdowali się powstańcy. Bowiem dosyć szybko zaczęło mi brakować tak podstawowego zasobu jak amunicja.
Tak więc Warsaw był śmiałą próbą zrobienia gry o powstaniu, ale nie do końca wyszło. Miejmy nadzieję, że kolejna gra o Warszawie będzie czymś naprawdę świetnym i niezapomnianym.
Tym razem mamy do czynienia z połączeniem strategii i rpg. Gra zaczyna się krótką prostą animacją. Jak z niej wynika łatwo nie będzie. W grze ogólnie chodzi o przetrwanie. Jeśli ktoś chciałby wygrać w niej powstanie - może sobie pomarzyć i stworzyć własną historię, bo tutaj obojętne jakbyśmy grali, tak czy inaczej zakończy się ono klęską. Do naszej dyspozycji na samym początku zostaje oddany oddział kilku powstańców. Każdy z nich w czymś się specjalizuje. Mamy strzelca, gościa od karabinu maszynowego i sanitariuszkę. Samouczek świetnie tłumaczy co i jak, szybko załapałem zasady i mogłem na luzie grać dalej. Rozgrywka dzieli się na kilka etapów. Mamy najpierw różnego rodzaju wydarzenia, które dają bonusy - np ktoś dołącza pod nasze dowództwo. Potem mamy ekran z naszej kryjówki z różnymi funkcjami. Następnie wybieramy się na którąś z dzielnic wykonać jakieś zadanie. Gra przenosi nas wtedy na mapę, po której poruszamy się jakby żetonem i przemierzając ulice tracimy punkty ruchu. Napotkać możemy niemieckie patrole, miejsca gdzie są wydarzenia, oraz skrzynie z amunicją, oraz cele. Mapa została ciekawie stworzona. O ile sam nie znam dobrze Warszawy, tak przykładowo znalazłem się na ulicy, na której mieszka kumpel, u którego mogłem się nachlać i przespać. Mapa jest przedstawiona w ciemnych kolorach, widać zniszczenia, gdzieniegdzie można zaobserwować wystrzały. Uważam, że twórcy dobrze podeszli do tematu pod tym kątem.
Walka jest czymś co pochłonie najwięcej czasu. Grałem jak na razie jeden raz. Wszystkie walki wyglądały mniej więcej tak, że miałem 4 powstańców w składzie, a niemców było przeważnie 4/5, zdarzały się też psy. Walka toczy się turowo. Na turę możemy wykonać jedną z dostępnych akcji którą ma przypisana postać. Niektórzy oddają jeden strzał z pistoletu, karabinierzy rażą na większą odległość, a z pistoletów maszynowych i karabinów można ranić kilku przeciwników naraz. Sanitariusze mogą leczyć innych. Są też funkcje budowania barykad, zastraszania przeciwników itp. Niemcy często za pomocą dowódcy zwiększają morale, wykorzystują obławy - czyli jeden z powstańców zostaje wysunięty na sam przód. Często zdarzają się też wrodzy snajperzy czy żołnierze z panzerschrekami. Eliminowałem też ekipy moździerzy, natomiast nie walczyłem z czołgami czy innymi pojazdami. Walki trwają kilka do kilkunastu minut, w zależności od tego jak prowadzimy walkę i jak liczny jest wrogi oddział.
Graficznie i muzycznie nie jest wybitnie, ale oprawa ogólnie mi się spodobała, nie narzekam. Powstańczy czas w czasie walki mówią po polsku, tak samo usłyszymy niemieckie gadki. Twórcy mogliby ich wprowadzić więcej, bo każda postać mówi ciągle to samo, co z biegiem czasu nieco nuży. Animacje są płynne, też dobrze wykonane.
Gra na początku wciąga i to dosyć mocno. Nie powiem pierwsza godzina spędzona przy grze była bardzo ciekawa. Niestety to co nas zabija najmocniej prócz niemców, to zwykła powtarzalność. Gra tak naprawdę nie oferuje zbyt wiele. Zamierzam zagrać w grę przynajmniej jeszcze jeden raz i dać jej szansę. Coś co jest zdecydowanie na plus to poziom trudności. Wróg ma zdecydowaną przewagę, w trakcie rozgrywki zginęło kilku moich bohaterów. Zamierzam zagrać następnym razem bez strat własnych, może się uda. Zapewne mam też trochę rzeczy do odkrycia, więc może gra jeszcze podbije moje serce w co wątpię. Uważam, że każdy może w Warsaw zagrać choć raz, zwłaszcza jeśli komuś spodobało się np This War Of Mine. Ten drugi tytuł był zdecydowanie lepszy i mocniej rozbudowany. Warsaw ma jeszcze według mnie jedną zaletę. Idealnie pokazuje w jak beznadziejnym i trudnym położeniu znajdowali się powstańcy. Bowiem dosyć szybko zaczęło mi brakować tak podstawowego zasobu jak amunicja.
Tak więc Warsaw był śmiałą próbą zrobienia gry o powstaniu, ale nie do końca wyszło. Miejmy nadzieję, że kolejna gra o Warszawie będzie czymś naprawdę świetnym i niezapomnianym.
niedziela, 13 października 2019
Z Cyklu - Gry (8) - Dead Space
O Dead Space czytałem swego czasu niemało pozytywnych opinii, widziałem sporo artykułów. Sama okładka przedstawiała oderwaną rękę lewitującą w przestrzeni kosmicznej. Podobno miała być straszna i miała mieć trochę nowatorskich pomysłów. Zacząłem w nią grać dobre kilka miesięcy temu i z niewyjaśnionych przyczyn, przerwałem dalsze granie. Kilka dni temu ostatecznie dotarłem do finału pierwszej części z całej trylogii. Zazwyczaj gry w przeszłości nie potrafiły mnie jakoś skutecznie straszyć. A jak się spisał Dead Space?
Na początek powiem o co chodzi. Dead Space to survival horror osadzony w kosmosie. Zabijałem już zombiaki, dinozaury, czy co oczywiste - ludzi. Tutaj natomiast mamy do czynienia z czymś innym. Główny jest inżynierem okrętowym i głównym bohaterem, nad którym przejmujemy kontrolę. Razem z ekspedycją wyrusza na ogromny statek kolonię, w celu ustalenia co do dokładnie się stało. Wkrótce po przybyciu zaczynają atakować jakieś niespotykane wcześniej stworzenia, a my bez broni musimy ratować się ucieczką. Po zdobyciu pierwszej broni jaką jest piłą plazmowa, możemy podjąć walkę z wrogiem. Tak zaczyna się cała gra.
Przemierzając korytarze statku widzimy dosyć często trupy, zniszczenia i napotykamy na coś co wygląda na jakieś mutanty. W rzeczywistości okazuje się w późniejszym czasie, że są to obcy którzy infekują swoich nosicieli. Wygląda to nieco podobnie jak w innej historii The Thing, gdzie sytuacja przedstawiała siew pewnej mierze podobnie. Początkowo obcy nie sprawiają większego problemu. Można do nich strzelać z naszego arsenału, gdzie po kilku strzałach giną. Skuteczną techniką jest obcinanie kończyn, co oszczędza amunicję. Możemy też z bliska bić bronią, albo rozdeptać mutanta leżącego na ziemi. Obcy z biegiem czasu przyjmują coraz to różniejsze formy i są coraz bardziej niebezpieczni i przebiegli. Są np biegające głowy, korpusy ludzkie na ścianach przy drzwiach, obcy którzy skaczą, świeżo przemienieni ludzie itp.
Lokacje że tak powiem nie wyglądają ciekawie. Zupełnie jakbyśmy trafili do jakiejś fabryki, brązowe korytarze, masa sprzętów i innych technologii. Jest naprawdę obskurnie w wielu miejscach ciemno. Nadaje to klimatu rozgrywce. Nie ma większego problemu z odnalezieniem się, nie mamy co prawda mapy, ale jest pewne urządzenie naprowadzające. Bardzo fajny patent, naprawdę mi się spodobał. Wygląda to tak, że bohater wystawia rękę, a laser przez chwilę świeci po podłodze i wskazuje, gdzie powinniśmy się udać. Można odbijać do pobocznych lokacji by zdobyć różne przedmioty. W całej rozgrywce przemierzamy praktycznie cały statek, niejednokrotnie na jego powierzchni a nie tylko wewnątrz. Zdarzają się miejsca bez tlenu, albo bez grawitacji.
Graficznie i muzycznie jest dobrze. Pod tym pierwszym katem gra jak dla mnie nawet się nie zestarzała. Nawet dzisiaj gra cieszy oko. Z głośników cały czas muzyka nie leci, ale idealnie załącza się w gorętszych momentach. Gra chodzi płynnie, choć ładowanie etapów, załączanie gry zajmuje nieco czasu. To drobny minus w moim ogólnym odczuciu całej gry.
Arsenał jaki otrzymujemy jest różnorodny. Wspomniana już piła plazmowa, potem karabin maszynowy, strzelba energetyczna, miotacz ognia i kilka innych zabawek. Bronie zawierają alternatywne tryby ognia i funkcje. Np w pile możemy zmienić położenie trzech luf z poziomego stanu na pionowy. Ułatwia to walkę z wielkimi i małymi przeciwnikami. Każdą broń możemy ulepszać dokładając węzły. Przekłada się to na większą pojemność broni, większe obrażenia, krótszy czas przeładowania. Kombinezon w który jest ubrany bohater też możemy ulepszać i dokupować jego kolejne poziomy. Są też apteczki, pojemniki z tlenem czy stazą. Mamy możliwość w grze spowalniania przedmiotów i przeciwników, a także używania telekinezy.
Gra jest ogólnie świetna i jestem nią naprawdę mile zaskoczony. Bo po pierwsze - nie lubię gier w których jednym z nieodłącznych motywów są zagadki i zadania typu przynieś, podaj, pozamiataj, pójdź tam by następnie wrócić i pójść dalej i wrócić. Z horrorów najwięcej razy ograłem Dino Crisis 2. Zagadki tam odgrywały minimalną rolę, a głównie czas spędzało się na zabijaniu hord dinozaurów, co sprawiało ogromną frajdę. W Dead Space może nieco za bardzo nastawiałem się na strzelankę. Druga broń - karabin maszynowy - niesamowicie mnie rozczarował, dopiero po ulepszeniu fajnie mi się nim grało. Bronie które dali mi twórcy do dyspozycji, nie do końca przypadły do gustu, np takiej strzelby po kilku nastu strzałach, zwyczajnie odłożyłem i do niej nie wracałem. Natomiast pozostałem sprzęty używałem naprzemiennie, z czego piła plazmowa przez większość rozgrywki była moim ulubionym sprzętem. W grze napotykamy dużo przedmiotów ogólnie i w pewnym momencie gra wplątała mnie w pułapkę, bowiem prawie wszystko odsprzedałem, dla węzłów do ulepszania. I wtedy niespodziewanie natrafiłem na obcego, któremu wszystko odrastało, regenerował się niczym wolverine i naprawdę bałem się, że jestem udupiony.
Podsumowując. Jeżeli ktoś lubi wyzwania, gry z zagadkami i coś co będzie straszyć - Dead Space będzie grą której należy dać szansę. Bo jak wspomniałem, nie jest grą w moim guście, a naprawdę miło mi się grało. Był ciekawy rozwój wydarzeń, odkrywanie tajemnic tego co naprawdę się dzieje. Może kiedyś wrócę do Dead Space, a po ukończeniu na zachętę gra daje 10 węzłów, kredyty i kombinezon wojskowy, co zdecydowanie niejednego zachęci do powtórnego zagrania. Ja natomiast kiedyś zagram najprawdopodobniej w drugą część i potem trzecią.
wtorek, 8 października 2019
Z Cyklu - Gry (7) - Battlefield Hardline
Hardline to kolejny z BFfów który zawitał do grona ukończonych przeze mnie gier. Raczej nie będę podejmował się gry w pierwsze części nastawione na multiplayer. Ten tytuł nieco skrócił czas w oczekiwaniu na kolejnego COD'a który za jakiś czas będzie miał premierę. Czy było warto zagrać? O tym w recenzji.
Hardline pod jednym względem różni się od ostatnich strzelanek w jakie grałem. Tym razem zamiast grać żołnierzem, czy komandosem z przyszłości, do dyspozycji otrzymujemy policjanta ze Stanów Zjednoczonych, który podejmuje walkę z różnorakimi przestępcami. Głównie sprawy dotyczą prochów, których wartość na czarnym rynku osiąga sporą wartość. Tak więc naszym celem jest tutaj walka z kartelami. Nie ukrywam bardzo dobrze to się zapowiadało, a potem wychodzą na jaw spiski i intrygi. Fabuła ogólnie zaskakuje i jest niewątpliwie jednym z największych plusów tego Battlefielda.
Rozgrywka ma wprowadzone pewne nowości. Każdego przestępcę możemy zwyczajnie zastrzelić, jeśli jednak zaaresztujemy, dostajemy punkty, za które potem otrzymujemy gadżety i nowe bronie. Możemy je zdobywać też znajdując dowody na miejscach zbrodni i przestępców, za którymi są wysłane listy gończe. W trakcie gry możemy nieraz ominąć walk, zwyczajnie eliminując wcześniej przeciwników. Sama walka jest niemal identyczna jak w poprzednich częściach które grałem. Dynamicznie, ostro, choć bez takiego poloty jak w CoDach. Podobał mi się natomiast dobór broni, mogłem poczuć się jak Brudny Harry, dzierżąc w ręce rewolwer Magnum, mimo że nie dawał aż takiego kopa jak w filmie.
Graficznie i muzycznie gra stoi na wysokim poziomie, mapy wyglądają na naprawdę ogromne, ale nie są zbytnio otwarte, nieraz trafiałem w strefę, która odliczała czas do powrotu na pole walki. Jest różnorodność, nieraz walczymy w mieście, innym razem trafiamy na pustynię, czy też na rajską wyspę z drogą rezydencją za grube miliony.
Cała gra to jakieś kilka godzin rozgrywki dla wprawionego gracza. Ogólnie nie jest zła, ale jest tyle gier, że można wybrać tytuły zdecydowanie lepsze. Nie uważam poświęconego czasu za stracony, ale nie mogę ocenić gry wysoko. Ot takie 7/10 będzie według mnie uczciwą notą. Brakuje tutaj podobnie jak w BF 4 czegoś, co by naprawdę przyciąga gracza na dłużej. Fajnie by było, jakby kolejne części oferowały coś więcej, bo BF ma naprawdę potencjał jako seria. Twórcy powinni to lepiej wykorzystać w kolejnych częściach.
niedziela, 6 października 2019
Z Cyklu - Filmy (5) - Czarnobyl
W 1986 roku doszło do katastrofy w elektrowni w Czarnobylu. Skutki tamtej tragedii są odczuwalne do dzisiaj. Teren wokół elektrowni ni będzie się nadawał do zamieszkania przez wiele lat. Cała akcja zabezpieczania skażonego terenu pochłonęła bardzo dużo pieniędzy. Ponadto działający tam ludzie stracili prędzej czy później życie, wielu zachorowało na chorobę popromienną. Wiele dzieci urodziło się z defektami i mutacjami. O tym co się wydarzyło w tamtym miejscu opowiada miniserial Czarnobyl.
Serial składa się z 5 odcinków każdy z nich trwa godzinę i kilka/kilkanaście minut. Stąd stwierdziłem że go obejrzę, lubię oglądać filmy i seriale które nie są za długie. Na zachętę przemówiła też historia oparta na faktach, a także recenzje od strony mojej rodziny. Serial bardzo szybko pochłonął moją uwagę, tak jak niektórzy ludzie pochłonęli śmiertelne dawki promieniowania. Sam początek filmu jest ok, nie chcę spoilerować szczegółów, więc postaram się mówić ogólnie. W pierwszym odcinku już po parunastu minutach obserwujemy jak dochodzi do katastrofy. W niedalekim mieście Prypeć, z daleka widać jak eksplodował reaktor. Mieszkańcy zbierają się na moście, nazwanym w późniejszych czasach mostem śmierci. Obserwują wszystko z daleka, częstując się wódką, wdychając skażone powietrze z pyłem z elektrowni. Następnie akcja przenosi nas do samej elektrowni, gdzie pracownicy próbują ogarnąć całą awarię. Niedługo potem wiadomość dociera dalej i specjalnie zwołana rada stara się ukryć to co wydarzyło się naprawdę, oraz jakie niesie ze sobą zagrożenie. Szybko wychodzi jednak, że nie jest to błahostka i zostają podjęte pierwsze kroki, żeby zabezpieczyć miejsce katastrofy. Zostają wysłane wozy strażackie, strażacy starają się opanować pożar. W miarę upływu czasu do akcji wkraczają kolejne służby, czyli wojsko, policja, naukowcy. Jeśli nie zabezpieczą odpowiednio miejsca, skażony zostanie ogromny teren, kiedy to materiały radioaktywne trafią do rzeki.
Jeśli ktoś oglądał filmy dokumentalne, albo czytał jakieś materiały o Czarnobylu, ten wie, że ogarnięcie żywiołu było niesamowicie trudne. Największym zagrożeniem było oczywiście promieniowanie. Z samego centrum dochodziło takie promieniowanie że człowiek narażony na emisje w krótkim czasie szybko by zmarł. Niestety, aby zabezpieczyć teren potrzebna była siła żywa. Tak jak strażacy, tak samo wiele innych osób nie było świadomych zagrożenia. Serial pokazuje co się działo potem z ludźmi, którzy spędzili tam kilka godzin. Ktoś kto na początku był człowiekiem, potem zaczynał wyglądać dosłownie jak zombie. Serial świetnie ukazuje rozwój wydarzeń i skutki katastrofy - wysiedlenie mieszkańców, odstrzeliwanie zwierząt. W jednym z odcinków widać też pracę tak zwanych likwidatorów. Czyli ludzi, którzy wychodzili na jeden z dachów, by zsypywać grafit na sam dół. Zabezpieczenie nie było zbyt skuteczne i mogli tam przebywać tylko 90 sekund, nie więcej. Samo to wystarczyło, by przyjęli dawkę promieniowania taką, jaką większość ludzi nie przyjmie do końca życia.
Film jest naprawdę rewelacyjny i świetnie zrealizowany. Niewątpliwie na jego pozytywny odbiór najbardziej wpływa historia którą opowiada. Można się przekonać jak mniej więcej to wyglądało w rzeczywistości. I co może nas czekać, jeśli kiedyś wybuchnie jakaś elektrownia.
Serial składa się z 5 odcinków każdy z nich trwa godzinę i kilka/kilkanaście minut. Stąd stwierdziłem że go obejrzę, lubię oglądać filmy i seriale które nie są za długie. Na zachętę przemówiła też historia oparta na faktach, a także recenzje od strony mojej rodziny. Serial bardzo szybko pochłonął moją uwagę, tak jak niektórzy ludzie pochłonęli śmiertelne dawki promieniowania. Sam początek filmu jest ok, nie chcę spoilerować szczegółów, więc postaram się mówić ogólnie. W pierwszym odcinku już po parunastu minutach obserwujemy jak dochodzi do katastrofy. W niedalekim mieście Prypeć, z daleka widać jak eksplodował reaktor. Mieszkańcy zbierają się na moście, nazwanym w późniejszych czasach mostem śmierci. Obserwują wszystko z daleka, częstując się wódką, wdychając skażone powietrze z pyłem z elektrowni. Następnie akcja przenosi nas do samej elektrowni, gdzie pracownicy próbują ogarnąć całą awarię. Niedługo potem wiadomość dociera dalej i specjalnie zwołana rada stara się ukryć to co wydarzyło się naprawdę, oraz jakie niesie ze sobą zagrożenie. Szybko wychodzi jednak, że nie jest to błahostka i zostają podjęte pierwsze kroki, żeby zabezpieczyć miejsce katastrofy. Zostają wysłane wozy strażackie, strażacy starają się opanować pożar. W miarę upływu czasu do akcji wkraczają kolejne służby, czyli wojsko, policja, naukowcy. Jeśli nie zabezpieczą odpowiednio miejsca, skażony zostanie ogromny teren, kiedy to materiały radioaktywne trafią do rzeki.
Jeśli ktoś oglądał filmy dokumentalne, albo czytał jakieś materiały o Czarnobylu, ten wie, że ogarnięcie żywiołu było niesamowicie trudne. Największym zagrożeniem było oczywiście promieniowanie. Z samego centrum dochodziło takie promieniowanie że człowiek narażony na emisje w krótkim czasie szybko by zmarł. Niestety, aby zabezpieczyć teren potrzebna była siła żywa. Tak jak strażacy, tak samo wiele innych osób nie było świadomych zagrożenia. Serial pokazuje co się działo potem z ludźmi, którzy spędzili tam kilka godzin. Ktoś kto na początku był człowiekiem, potem zaczynał wyglądać dosłownie jak zombie. Serial świetnie ukazuje rozwój wydarzeń i skutki katastrofy - wysiedlenie mieszkańców, odstrzeliwanie zwierząt. W jednym z odcinków widać też pracę tak zwanych likwidatorów. Czyli ludzi, którzy wychodzili na jeden z dachów, by zsypywać grafit na sam dół. Zabezpieczenie nie było zbyt skuteczne i mogli tam przebywać tylko 90 sekund, nie więcej. Samo to wystarczyło, by przyjęli dawkę promieniowania taką, jaką większość ludzi nie przyjmie do końca życia.
Film jest naprawdę rewelacyjny i świetnie zrealizowany. Niewątpliwie na jego pozytywny odbiór najbardziej wpływa historia którą opowiada. Można się przekonać jak mniej więcej to wyglądało w rzeczywistości. I co może nas czekać, jeśli kiedyś wybuchnie jakaś elektrownia.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





