niedziela, 13 października 2019

Z Cyklu - Gry (8) - Dead Space


O Dead Space czytałem swego czasu niemało pozytywnych opinii, widziałem sporo artykułów. Sama okładka przedstawiała oderwaną rękę lewitującą w przestrzeni kosmicznej. Podobno miała być straszna i miała mieć trochę nowatorskich pomysłów. Zacząłem w nią grać dobre kilka miesięcy temu i z niewyjaśnionych przyczyn, przerwałem dalsze granie. Kilka dni temu ostatecznie dotarłem do finału pierwszej części z całej trylogii. Zazwyczaj gry w przeszłości nie potrafiły mnie jakoś skutecznie straszyć. A jak się spisał Dead Space?

Na początek powiem o co chodzi. Dead Space to survival horror osadzony w kosmosie. Zabijałem już zombiaki, dinozaury, czy co oczywiste - ludzi. Tutaj natomiast mamy do czynienia z czymś innym. Główny jest inżynierem okrętowym i głównym bohaterem, nad którym przejmujemy kontrolę. Razem z ekspedycją wyrusza na ogromny statek kolonię, w celu ustalenia co do dokładnie się stało. Wkrótce po przybyciu zaczynają atakować jakieś niespotykane wcześniej stworzenia, a my bez broni musimy ratować się ucieczką. Po zdobyciu pierwszej broni jaką jest piłą plazmowa, możemy podjąć walkę z wrogiem. Tak zaczyna się cała gra.

Przemierzając korytarze statku widzimy dosyć często trupy, zniszczenia i napotykamy na coś co wygląda na jakieś mutanty. W rzeczywistości okazuje się w późniejszym czasie, że są to obcy którzy infekują swoich nosicieli. Wygląda to nieco podobnie jak w innej historii The Thing, gdzie sytuacja przedstawiała siew pewnej mierze podobnie. Początkowo obcy nie sprawiają większego problemu. Można do nich strzelać z naszego arsenału, gdzie po kilku strzałach giną. Skuteczną techniką jest obcinanie kończyn, co oszczędza amunicję. Możemy też z bliska bić bronią, albo rozdeptać mutanta leżącego na ziemi. Obcy z biegiem czasu przyjmują coraz to różniejsze formy i są coraz bardziej niebezpieczni i przebiegli. Są np biegające głowy, korpusy ludzkie na ścianach przy drzwiach, obcy którzy skaczą, świeżo przemienieni ludzie itp.

Lokacje że tak powiem nie wyglądają ciekawie. Zupełnie jakbyśmy trafili do jakiejś fabryki, brązowe korytarze, masa sprzętów i innych technologii. Jest naprawdę obskurnie w wielu miejscach ciemno. Nadaje to klimatu rozgrywce. Nie ma większego problemu z odnalezieniem się, nie mamy co prawda mapy, ale jest pewne urządzenie naprowadzające. Bardzo fajny patent, naprawdę mi się spodobał. Wygląda to tak, że bohater wystawia rękę, a laser przez chwilę świeci po podłodze i wskazuje, gdzie powinniśmy się udać. Można odbijać do pobocznych lokacji by zdobyć różne przedmioty. W całej rozgrywce przemierzamy praktycznie cały statek, niejednokrotnie na jego powierzchni a nie tylko wewnątrz. Zdarzają się miejsca bez tlenu, albo bez grawitacji.

Graficznie i muzycznie jest dobrze. Pod tym pierwszym katem gra jak dla mnie nawet się nie zestarzała. Nawet dzisiaj gra cieszy oko. Z głośników cały czas muzyka nie leci, ale idealnie załącza się w gorętszych momentach. Gra chodzi płynnie, choć ładowanie etapów, załączanie gry zajmuje nieco czasu. To drobny minus w moim ogólnym odczuciu całej gry.

Arsenał jaki otrzymujemy jest różnorodny. Wspomniana już piła plazmowa, potem karabin maszynowy, strzelba energetyczna, miotacz ognia i kilka innych zabawek. Bronie zawierają alternatywne tryby ognia i funkcje. Np w pile możemy zmienić położenie trzech luf z poziomego stanu na pionowy. Ułatwia to walkę z wielkimi i małymi przeciwnikami. Każdą broń możemy ulepszać dokładając węzły. Przekłada się to na większą pojemność broni, większe obrażenia, krótszy czas przeładowania. Kombinezon w który jest ubrany bohater też możemy ulepszać i dokupować jego kolejne poziomy. Są też apteczki, pojemniki z tlenem czy stazą. Mamy możliwość w grze spowalniania przedmiotów i przeciwników, a także używania telekinezy.

Gra jest ogólnie świetna i jestem nią naprawdę mile zaskoczony. Bo po pierwsze - nie lubię gier w których jednym z nieodłącznych motywów są zagadki i zadania typu przynieś, podaj, pozamiataj, pójdź tam by następnie wrócić i pójść dalej i wrócić. Z horrorów najwięcej razy ograłem Dino Crisis 2. Zagadki tam odgrywały minimalną rolę, a głównie czas spędzało się na zabijaniu hord dinozaurów, co sprawiało ogromną frajdę. W Dead Space może nieco za bardzo nastawiałem się na strzelankę. Druga broń - karabin maszynowy - niesamowicie mnie rozczarował, dopiero po ulepszeniu fajnie mi się nim grało. Bronie które dali mi twórcy do dyspozycji, nie do końca przypadły do gustu, np takiej strzelby po kilku nastu strzałach, zwyczajnie odłożyłem i do niej nie wracałem. Natomiast pozostałem sprzęty używałem naprzemiennie, z czego piła plazmowa przez większość rozgrywki była moim ulubionym sprzętem. W grze napotykamy dużo przedmiotów ogólnie i w pewnym momencie gra wplątała mnie w pułapkę, bowiem prawie wszystko odsprzedałem, dla węzłów do ulepszania. I wtedy niespodziewanie natrafiłem na obcego, któremu wszystko odrastało, regenerował się niczym wolverine i naprawdę bałem się, że jestem udupiony.

Podsumowując. Jeżeli ktoś lubi wyzwania, gry z zagadkami i coś co będzie straszyć - Dead Space będzie grą której należy dać szansę. Bo jak wspomniałem, nie jest grą w moim guście, a naprawdę miło mi się grało. Był ciekawy rozwój wydarzeń, odkrywanie tajemnic tego co naprawdę się dzieje. Może kiedyś wrócę do Dead Space, a po ukończeniu na zachętę gra daje 10 węzłów, kredyty i kombinezon wojskowy, co zdecydowanie niejednego zachęci do powtórnego zagrania. Ja natomiast kiedyś zagram najprawdopodobniej w drugą część i potem trzecią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz