:format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-4686286-1372386176-4762.jpeg.jpg)
Kto mnie zna w mniejszym lub większym stopniu, wie jaki preferuję gatunek muzyczny. W młodości słuchałem tego co leciało w radiu czy z odtwarzacza w domu i samochodzie. Ogólnie - różni znani wykonawcy i zespoły, jak np Modern Talking, Bad Boys Blue, Pink Floyd. Z biegiem czasu natrafiałem na kanały takie jak np Viva czy 4 fun TV. Tam poznawałem nowe gatunki. Nie zgłębiałem się za bardzo, ot też słuchałem to co akurat było puszczane. Pamiętam, że był kawałki które trafiały od razu w ucho i nie mogłem się doczekać aż znowu je usłyszę. Jednym z nich był In The Shadows zespołu The Rasmus. Trafiałem też na rockowe czy cięższe brzmienia, a mój gust powoli się zmieniał. Z muzyki metalowej miałem odsłuchane pojedyncze kawałki/płyty. Metallica, Manson, Nightwish, Sabaton, Accept. Dosłownie garstka zespołów. Odkrywałem muzykę jednak dalej na YT, forach internetowych i portalach, gdzie można było ściągać muzykę za darmo mało znanych zespołów. Pewnego dnia wypowiadając się na temat muzyki metalowej ktoś spytał czy słuchałem Behemoth. Nie wiedząc o co chodzi, odpaliłem wikipedię by sprawdzić co jest.
Na wstępie zaznaczę że było to jakieś 12 lat temu, a byłem wtedy jeszcze wierzący. Pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi na myśl - jacyś sataniści. Poszukałem na pirackich forach i znalazłem płytę o jakże by innym tytule - Satanica. Zrzuciłem na odtwarzacz mp3, który miał chyba 256 mb pojemności. Jak na tamte czasy można było spokojnie wrzucić kilkadziesiąt utworów. Odpaliłem zatem album i tak wyglądał mój pierwszy kontakt z tym zespołem. Szczerze - nie zrobiło to na mnie wrażenia. Ostre szybkie gitary, mocna perkusja, niezrozumiały wokal. 40 minut minęło. Nie zrobiło na mnie jakiegoś wrażenia. Ale też nie twierdziłem że było złe. Później tego samego dnia odsłuchałem jeszcze raz i wtedy pamiętam, że płyta dotarła do mnie dużo głębiej niż za pierwszym razem. I tak się właśnie zaczęła moja przygoda z Behemothem.
Nie zwlekając sięgałem powoli po kolejne wydawnictwa zespołu z internetu. Pamiętam demo From The Pagan Vastlands. Z tego względu że był tam cover innego zespołu - Mayhem. Tak naprawdę to chyba pierwszy raz życiu świadomie słuchałem coveru. Nie pamiętam ile wydawnictw ściągnąłem z internetu, ale możliwe że żadnego więcej, lub jedno? Wiem jednak, że natrafiłem w empiku na czasopismo Thrashem All. Wzrok przykuły dwie dołączone płyty oraz dosyć duża zawartość pisma. Co śmieszne, przeglądając strony natrafiłem np na Marduka i Dimmu Borgir. Uznałem że pierwszego nie odsłucham bo widnieją 3 szóstki, a muzycy z Dimmu Borgir mieli odwrócone krzyże. Tak wtedy przez moment wygląda selekcja tego co będę słuchał. W teksty Behemoth się nie zgłębiałem stąd chyba zespół dalej miał moją aprobatę. Zauważyłem też że ma grać koncert w Uchu za miesiąc. Był to kulminacyjny okres kiedy niebawem pojechałem kupić pierwszą płytę, a było nią The Apostasy. Okładka robiła wrażenie, a potem odwróciłem i zobaczyłem członków zespołu. I Nergala który trzymał obróconą biblię. Pamiętam że włączył się tryb selekcji i wewnątrz mnie zaczęło się trząść i chyba sam do siebie powiedziałem - odłóż to!
Oczywiście nie odłożyłem tylko zakupiłem i wróciłem do domu. A w odtwarzaczu miałem chyba nawet zgrany ten album i wracając do domu odsłuchałem. Niezwykle mroczne mocne intro i szybkie ostre kawałki. W porównaniu do Satanica album wydawał mi się dużo mocniejszy. I z miejsca spodobał. Swego czasu odsłuchiwałem go codziennie podobnie jak Satanicę. Z biegiem czasu polowałem na kolejne wydawnictwa w empikach. A w międzyczasie pojechałem na koncert który nie pozostał bez echa. Dla mnie było to tego typu pierwsze wydarzenie. Zdziwiłem czemu ludzie się napierdalali na środku, a ochrona nic z tym nie robiła? Dopiero z biegiem czasu poznałem terminy takie jak mosh czy pogo. Na scenie grał wtedy Rootwater, Hatesphere i na koniec Behemoth. Na scenie istny ogień i demolka! I w pewnym momencie Nergal wyszedł z biblią, rzucił słowami i porwał pismo świetne. Wewnątrz mnie istny szok, a z drugiej strony świetnie się bawiłem i darłem ryja jak inni. Pod koniec koncertu było plucie krwią, co też było dla mnie swego rodzaju novum. Z jednym poznanym typem poszliśmy się przejść a później dorwaliśmy muzyków i zdobyłem autografy na dwóch płytach. O dziwo wtedy można było łatwo pogadać z Nergalem na barze - ale w sumie nie miałem o czym, dopiero co wkraczałem w black metal i ciężką muzykę tak naprawdę.
Tak wyglądały moje początki z Behemothem. A później? Do dzisiaj kupiłem większość wydawnictw na płytach, byłem na kilku koncertach. Behemoth miał spory wpływ na zmiany w moim życiu. Gdyby nie Behemoth - prawdopodobnie do dziś byłbym wierzący. A tak, czuję się wolny. Na koncertach poznałem masę ludzi, sam zacząłem grać. Obecnie pauzuję z graniem ale planuję wrócić i w końcu nagrać album, ale o tym opowiem w innym wpisie. Wracając do zespołu - nie żałuję godzin które spędziłem odsłuchując płyty i pojedynczo ulubione utwory. Zespół gra do dzisiaj, a od momentu w którym poznałem - gra cały czas w tym samym składzie. Uważam, e każdy bez względu na wiarę i przekonania powinien odsłuchać chociaż jedną płytę zanim wyda osąd. Bo nawet będąc katolikiem można skupić się na samej muzyce bez zgłębiania w teksty.
Behemoth jest ogólnie solidnym zespołem, ma na koncie dużo wydawnictw, pełno występów ze znanymi zespołami. Ostatnio grywają przykładowo ze Slayerem, a kiedyś grali nawet z Metallicą na Bemowie. Brzmienie Behemoth zmieniało się na przestrzeni czasu, więc nie ma tutaj jakiejkolwiek rutyny. Można polubić całą dyskografię, lub chociażby pojedyncze albumu, utwory. Są ludzie którzy uważają zespół za komercję, że Nergal wybił się przez Dodę czy darcie Biblii. I z tym się nie zgadzam. Bowiem o ile dzięki wydarzeniom o których niektórzy cały czas gadają, tak zespół zapracował na swoją pozycje solidną i naprawdę ciężką pracą, a nie zawsze mieli łatwo. W biografii można przeczytać o tym, że pewnej nocy gdy muzycy spali w samochodach, zostali ostrzelani, z tego co pamiętam z shotguna. Mogli zginąć. Kto uważa że są nikim - niech sobie tak uważa nikt nie każe słuchać.
Podsumowując - dla mnie Behemoth był jest i będzie numerem jeden. Czekam na kolejne wydawnictwo, na kolejny album. Bo jestem pewien że na pewno za jakiś czas kolejny się ukaże. Jeśli miałbym polecić jakieś płyty, trochę trudno jest wybrać te najlepsze. Ale jakbym miał już spróbować to niech będzie:
-Satanica,
-Evangelion,
-Satanist,
I tyle. Rogi w górę!