środa, 26 czerwca 2019

Z Cyklu - Gry (2) - Magic The Gathering

Będąc młodym zagrywałem się sporo na Atari. Ale o tym komputerze to powiem innym razem. Dobre dwadzieścia kilka lat wstecz miałem proste i popularne gry - chińczyk, warcaby, były też szachy. Pewnego dnia doszedł nawet monopol. Pamiętam że fajnie się kasowało rodzinę gdy lądowali we Wiedniu, zupełnie jak klientów w sklepie z alkoholem. Nieraz zostawiali całą gotówkę. Prócz tego typu gier, była też talia kart. Najpopularniejsza była Wojna. Gra która wtedy dawała sporo radości, tak dzisiaj wydaje się bezsensowna, bowiem od tego kto wygra, zależy wyłącznie to jak przetasują się karty i jak będą się wykładały. W późniejszym okresie poznałem pokera, w którego zdarzyło mi się grać nawet na dwie talie - zupełnie zmieniały się budowy figur. Do dziś nie umiem dobrze grać w tysiąca o dziwo, dalej to dla mnie czarna magia. W wieku podajże 20 lat natrafiłem na karciankę Magic The Gathering. I to o niej chcę powiedzieć dalej.

Magic The Gathering której początki sięgają z tego co kojarzę, początku lat 90 tych. Jest ona grą kolekcjonerską, jest w niej masa kart, co jakiś czas pojawiają się nowe edycje gry, z nowymi kartami, oraz przedrukami niektórych już istniejących. Gra w nią masa osób, ogólnie bez problemu można znaleźć chętnych na partyjkę, czy pograć na turniejach w lokalnych sklepach. Gra w nią zarówno młodzież jak i dorośli. Rozgrywki potrafią trwać dosłownie chwilę, są też batalie trwające bardzo długo. Większość pojedynków kończyłem w pięć do dziesięciu minut. Jak wygląda mechanika gry? Mamy ogólnie karty many, dzięki którym możemy wykładać inne - czary, potwory, artefakty, wzmocnienia itp itd. Początkujący gracze mogą kupować gotowe decki, a ci którzy już mają jakieś doświadczenie, modernizują je, albo od podstaw budują własne. Nigdy nie zdarzyło mi się zagrać z kimś, kto miał taką samą talię kart jak ja.

To co jest mocnym punktem gry to jej rozmach. Nie dość że jest masa talii które zostały opracowane, to na dodatek każda rozgrywka toczy się inaczej. W moim przypadku ulubioną talią jaką stworzyłem, była najpierw wysysarka życia. Coś na podobnej zasadzie jak Shang Tsung odbierał dusze pokonanym wojownikom, na turnieju Mortal Kombat. Była ona świetna na niejedną talię, ale był też takie, co bez problemu sobie z nią radziły. Na jednym z turniejów dzięki niej zająłem drugie miejsce. Największy sukces jaki osiągnąłem na żywo.

A dzisiaj? Dzisiaj gram w wersję elektroniczną na PC. Jakiś czas temu została wydana edycja na komputery, która jest bardzo dobrym odwzorowaniem pierwowzoru. Ma ona jeden wielki minus jak dla mnie - brak wielu starych i starszych edycji kart. Jest tylko kilka najnowszych, bodajże osiem. Z drugiej strony - można dzięki temu skupić się na nowych kartach i pokombinować z nowymi taliami. W ten sposób po paru tygodniach opracowałem fajną talię na zombiakach. Tak jak wcześniej w grach służyły mi za żywe cele do rozwałki, tak w Magicu zrobiłem z nich ogromny użytek. Tak jak wtedy byłem takim sobie graczem, tak tutaj mam teraz całkiem dobre osiągi. Zdarzało się że wielu graczy rezygnowało nawet w ciągu pierwszych kilku tur z dalszej rozgrywki, gdzie ja sam myślałem, że już danego pojedynku nie wygram. Każdemu tę grę polecam, bo potrafi naprawdę wciągnąć na długo zwłaszcza w ciągu pierwszych godzin oswajania się.

A wersja karciana? Trzeba pomyśleć czy ma się czas i pieniądze. Jest to kosztowne hobby, choć za niewielkie kwoty można złożyć już jakieś talie, a jak natrafimy na normalnych graczy, to pozwolą też zagrać swoimi taliami. Zdarzają się gracze którzy noszą ze sobą kilka/kilkanaście decków i sami chcą chętnie przetestować swoje talie z innymi graczami. Ostatnimi czasy bardziej wybiły się inne karcianki z tego co słyszałem, ale nie miałem z nimi większej styczności, więc ni będę porównywał co jest lepsze.

Summa Summarum, obie wersje polecam i zapraszam do gry. Jeśli ktoś nie miał styczności z wersją na PC a chciałby zacząć przygodę - zapraszam do kontaktu.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Z Cyklu - Gry (1) - Terraformacja Marsa

Mimo, że preferuję gry w formie cyfrowej, nie oznacza to że ograniczam się jedynie do nich. Zdarza się pograć w gry karciane i planszówki. Ładnych kilka lat temu jeździłem do Tczewa raz na miesiąc, gdzie w jednej ze szkół pewna grupa organizowała spotkania, gdzie zbierali się ludzie i można było pograć w różne tytuły, których wcześniej nie widziałem na oczy. Zaczynało się pod wieczór w sobotę, a kończyło następnego dnia rano w granicach godziny ósmej czy bodajże dziesiątej. Zawsze wpadało dosyć dużo osób. Ostatnimi czasy zdarza się zaliczyć partyjki w pubach czy bibliotekach. O ile niektórzy mogą uważać gry za rozgrywkę dla dzieci i młodzieży, tak dla wielu ludzi planszówki, karcianki czy innego rodzaju gry, są prawdziwą pasją, która staje się nie odłącznym elementem, niejednego wieczoru towarzyskiego.

Jedną z najciekawszych gier jest Terraformacja Marsa. Terraformowanie to termin, który oznacza przystosowanie innego ciała niebieskiego, do stworzenia warunków, gdzie mogliby się osiedlić i żyć ludzie. Zaczynając grę otrzymujemy różne karty, wybieramy korporację, za pomocą której będziemy starali się wygrać. Sama plansza wydaje się może nieduża, ale dzieje się naprawdę sporo. Są różnego rodzaju znaczniki, funkcje, karty, zdarzenia itp itd. Celem jest uzbieranie jak największej liczby punktów, a gracze mimo że są przeciwnikami, wspólnie starają się skolonizować planetę. Trzeba wykazać się sprytem, obmyślić konkretną strategię, odpowiednio zarządzać surowcami by zwyciężyć. Gra nie należy do najłatwiejszych, trzeba rozegrać kilka partii by mieć ją opanowaną. Gra posiada też wydane dodatki, w postaci np planety Wenus - kolejna plansza na której można grać. Każda rozgrywka jest nieliniowa i niesamowicie wciąga. Jeśli ktoś nie ma kompanów, może zagrać w grę także samemu. Tutaj wielki plus dla twórców.

Wczoraj rozegrałem ze znajomym trzy partie. Mimo że wszystkie przegrałem, to w jednej udało mi się prawie wygrać po raz pierwszy w życiu. Mimo, że każda partia kończyła się u mnie porażką jak do tej pory, nie zmienia to faktu, że świetnie przy grze się bawiłem i naprawdę ją polecam. Sama gra jest dosyć długa, pamiętam partie które trwały około 4 godzin, a w sobotę graliśmy ze znajomym przez prawie 8 godzin łącznie. Jest też wersja na PC jakby ktoś chciał spróbować. Osobiście grę polecam, każdy powinien zagrać w nią choć raz i nie przerazić się rozmachem. Albo gra się nie spodoba, albo podbije serce.

niedziela, 23 czerwca 2019

Z Cyklu - Przemyślenia (2) - Czas mija

Trzydzieści dwa lata życia za mną. Czas którego się nie odzyska, a chętnie bym wrócił by pozmieniać co nieco, podjąć inne decyzje, wpłynąć inaczej na bieg pewnych wydarzeń. Nie ma funkcji rewind i nie da się odwrócić tego co było. Można albo żałować, albo iść dalej i wykorzystać pozostały czas. Ile go mamy - tego nie wie nikt. Jedni mniej, inni więcej. Fakt jest jedynie taki, że jest ograniczony i nie da się go uzupełnić jak dolewki w KFC, czy dokupić. Zatem warto pomyśleć jak przeżyć resztę swojego życia.







Niedawno oglądałem jeden z filmików w internecie o tym ile rzekomo przeciętnie człowiek poświęca czasu na sen itp, ile przeżywa średnio lat. Jeśli ktoś przeżył 30 lat, zostało mu powiedzmy 50 lat życia. Ja sam przeżyłem trzydzieści dwa lata, fajnie było by dobić do 90stki. Przyjąłem sobie założenie, że przeżyję jeszcze 60 lat. Wedle analizy czeka mnie jeszcze:
-21900 dni życia,
-525600 godzin,

Wydaje się że nie tak mało. Ale wypada odliczyć rzeczy które na pewno nas nie ominą. A jedną z nich jest sen. Przyjęło się że człowiek powinien spać ok 8 godzin dziennie. Zatem:
-175200 godzin na sen,

Zostanie mi:
-14600 dni życia,
-305400 godzin,

Przy takim wariancie, całkiem niemało, trzeba przyznać że przez ten czas można sporo zrobić. Jednakże chciałbym zrobić naprawdę dużo, więc ten czas może nie wystarczyć. Sprawdziłem że samej muzyki której obecnie mam na komputerze starczyło by na słuchanie ciągiem bez przerwy na jakieś 80 dni, nie wspominając o pozostałych zespołach których chciałbym posłuchać. Filmów które umieściłem na filmwebie do obejrzenia jest 866. Jeśli byłyby to tylko filmy bez seriali, a każdy trwałby powiedzmy 2 godziny, dałoby mi to zajęcie na kolejne 72 dni. A seriali mam też trochę do obejrzenia, zatem spokojnie czas na kolejne 100 dni mam zagospodarowany. Nie wspominam o pasjach i tworzeniu czegoś swojego, na co można przeznaczyć setki jak nie tysiące godzin. Spotkania ze znajomymi potrafią nieraz zająć całe dni. nie wspominając o pracy, która zabiera też niemało. Gdyby pracował jeszcze 35 lat, to przy założeniu 160 godzin miesięcznie, wyjdzie kolejne 67200 godzin. Czyli pełne 2800 dni. To już całkiem sporo, dlatego dążę do tego by kiedyś prace móc całkowicie rzucić.

Chyba czas najwyższy konkretnie zrobić jakąś analizę siebie, by pozostały czas lepiej wykorzystywać. 

A może każdy z nas ma jakiś limit żyć? Fajnie by było mieć w kolejnym świadomość tego co się przeżyło w poprzednim.

piątek, 21 czerwca 2019

Z Cyklu - Przegląd (1)

13 Duchów

Pewna rodzina dostaje w spadku dom oraz majątek. Kiedy się przeprowadzają szybko wychodzi na jaw że nie jest to normalny dom, tylko miejsce gdzie znajduje się paręnaście duchów. Rodzina jest zmuszona walczyć o życie. Ogólnie niezły horror. Projekt domu wyszedł naprawdę ciekawie, sama fabuła tak samo ok. Każdy z duchów to odrębna osobowość, wyglądają inaczej, stosują różne metody walki. Całość trwa około godziny 20 minut. Można raz obejrzeć, choć na tle innych filmów które widziałem, tak samo z tego gatunku, niczym specjalnie się nie wybija i niczym specjalnie nie zachwycił. Ot, taki film na jeden wieczór.

Call Of Duty - Black OPS II

Pierwszy raz będę mówiło grze w którą nie zagrałem, a obejrzałem na YT. Nie zagrałem z prostej przyczyny, nie chciała mi się odpalić na moim sprzęcie, gdzie inne części spokojnie hulały. Jeśli nadarzy się możliwość, nadrobię zaległość. Sama gra prezentowała się dobrze. Kontynuuje to co się działo w części pierwszej i uzyskujemy pytania na to co stało się z bohaterami z jedynki. Kilkanaście misji i do tego misje poboczne. Coś co odróżnia BO II od pozostałych CODów, to pewnego rodzaju nieliniowość. Tak jak w każdej części trzeba było wykonać określone akcje, tak tutaj można podejmować decyzje. Stąd od nas w dużej mierze zależy jak się potoczą losy rozgrywki i niektórych z bohaterów. Samych zakończeń gry jest kilka. Etapy są różnorodne i ciekawie zaprojektowane. Dużo bym dał żeby w tę część zagrać.

Śmiertelna Gorączka

Lepszy film od 13 duchów. Piątka przyjaciół wyjeżdża gdzieś za miasto spędzić wolny czas. Jest piwko, nikogo w pobliżu, spokój, karabin, seks. Pewnego dnia natrafiają na człowieka, który jest chory i pluje krwią. Nie wiadomo co mu jest, jednak nie jest to zwykłe przeziębienie. Wraz z upływem czasu, kolejni bohaterowie zaczynają okazywać symptomy choroby. Do miasta mają kawałek drogi a z telefonu nie mogą się dodzwonić. Co jak co, ale nie jest to dobry scenariusz na urlop. Film trwa około godziny i dwudziestu minut. Z początku wydaje się taki sobie, ale dosyć szybko się rozkręca. Wychodzi później na jaw skąd doszło do zakażenia u bohaterów, a poznajemy psychopatyczną naturę niedalekich mieszkańców. Dochodzi także u towarzyszy do pewnego rodzaju rozłamu, nikt nie może już na każdego liczyć. Sam film nie jest również jakiś niesamowity jak 13 Duchów, ale wypada znacznie lepiej i naprawdę miło się ogląda.

Oprócz tego z muzyki odsłuchałem jeden album live Behemotha - Barbarossa. Pozycja bardziej dla fanów, niż przeciętnych słuchaczy.

środa, 19 czerwca 2019

Z Cyklu - Muzyka (1) - Behemoth


Kto mnie zna w mniejszym lub większym stopniu, wie jaki preferuję gatunek muzyczny. W młodości słuchałem tego co leciało w radiu czy z odtwarzacza w domu i samochodzie. Ogólnie - różni znani wykonawcy i zespoły, jak np Modern Talking, Bad Boys Blue, Pink Floyd. Z biegiem czasu natrafiałem na kanały takie jak np Viva czy 4 fun TV. Tam poznawałem nowe gatunki. Nie zgłębiałem się za bardzo, ot też słuchałem to co akurat było puszczane. Pamiętam, że był kawałki które trafiały od razu w ucho i nie mogłem się doczekać aż znowu je usłyszę. Jednym z nich był In The Shadows zespołu The Rasmus. Trafiałem też na rockowe czy cięższe brzmienia, a mój gust powoli się zmieniał. Z muzyki metalowej miałem odsłuchane pojedyncze kawałki/płyty. Metallica, Manson, Nightwish, Sabaton, Accept. Dosłownie garstka zespołów. Odkrywałem muzykę jednak dalej na YT, forach internetowych i portalach, gdzie można było ściągać muzykę za darmo mało znanych zespołów. Pewnego dnia wypowiadając się na temat muzyki metalowej ktoś spytał czy słuchałem Behemoth. Nie wiedząc o co chodzi, odpaliłem wikipedię by sprawdzić co jest.

Na wstępie zaznaczę że było to jakieś 12 lat temu, a byłem wtedy jeszcze wierzący. Pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi na myśl - jacyś sataniści. Poszukałem na pirackich forach i znalazłem płytę o jakże by innym tytule - Satanica. Zrzuciłem na odtwarzacz mp3, który miał chyba 256 mb pojemności. Jak na tamte czasy można było spokojnie wrzucić kilkadziesiąt utworów. Odpaliłem zatem album i tak wyglądał mój pierwszy kontakt z tym zespołem. Szczerze - nie zrobiło to na mnie wrażenia. Ostre szybkie gitary, mocna perkusja, niezrozumiały wokal. 40 minut minęło. Nie zrobiło na mnie jakiegoś wrażenia. Ale też nie twierdziłem że było złe. Później tego samego dnia odsłuchałem jeszcze raz i wtedy pamiętam, że płyta dotarła do mnie dużo głębiej niż za pierwszym razem. I tak się właśnie zaczęła moja przygoda z Behemothem.

Nie zwlekając sięgałem powoli po kolejne wydawnictwa zespołu z internetu. Pamiętam demo From The Pagan Vastlands. Z tego względu że był tam cover innego zespołu - Mayhem. Tak naprawdę to chyba pierwszy raz życiu świadomie słuchałem coveru. Nie pamiętam ile wydawnictw ściągnąłem z internetu, ale możliwe że żadnego więcej, lub jedno? Wiem jednak, że natrafiłem w empiku na czasopismo Thrashem All. Wzrok przykuły dwie dołączone płyty oraz dosyć duża zawartość pisma. Co śmieszne, przeglądając strony natrafiłem np na Marduka i Dimmu Borgir. Uznałem że pierwszego nie odsłucham bo widnieją 3 szóstki, a muzycy z Dimmu Borgir mieli odwrócone krzyże. Tak wtedy przez moment wygląda selekcja tego co będę słuchał. W teksty Behemoth się nie zgłębiałem stąd chyba zespół dalej miał moją aprobatę. Zauważyłem też że ma grać koncert w Uchu za miesiąc. Był to kulminacyjny okres kiedy niebawem pojechałem kupić pierwszą płytę, a było nią The Apostasy. Okładka robiła wrażenie, a potem odwróciłem i zobaczyłem członków zespołu. I Nergala który trzymał obróconą biblię. Pamiętam że włączył się tryb selekcji i wewnątrz mnie zaczęło się trząść i chyba sam do siebie powiedziałem - odłóż to!

Oczywiście nie odłożyłem tylko zakupiłem i wróciłem do domu. A w odtwarzaczu miałem chyba nawet zgrany ten album i wracając do domu odsłuchałem. Niezwykle mroczne mocne intro i szybkie ostre kawałki. W porównaniu do Satanica album wydawał mi się dużo mocniejszy. I z miejsca spodobał. Swego czasu odsłuchiwałem go codziennie podobnie jak Satanicę. Z biegiem czasu polowałem na kolejne wydawnictwa w empikach. A w międzyczasie pojechałem na koncert który nie pozostał bez echa. Dla mnie było to tego typu pierwsze wydarzenie. Zdziwiłem czemu ludzie się napierdalali na środku, a ochrona nic z tym nie robiła? Dopiero z biegiem czasu poznałem terminy takie jak mosh czy pogo. Na scenie grał wtedy Rootwater, Hatesphere i na koniec Behemoth. Na scenie istny ogień i demolka! I w pewnym momencie Nergal wyszedł z biblią, rzucił słowami i porwał pismo świetne. Wewnątrz mnie istny szok, a z drugiej strony świetnie się bawiłem i darłem ryja jak inni. Pod koniec koncertu było plucie krwią, co też było dla mnie swego rodzaju novum. Z jednym poznanym typem poszliśmy się przejść a później dorwaliśmy muzyków i zdobyłem autografy na dwóch płytach. O dziwo wtedy można było łatwo pogadać z Nergalem na barze - ale w sumie nie miałem o czym, dopiero co wkraczałem w black metal i ciężką muzykę tak naprawdę.

Tak wyglądały moje początki z Behemothem. A później? Do dzisiaj kupiłem większość wydawnictw na płytach, byłem na kilku koncertach. Behemoth miał spory wpływ na zmiany w moim życiu. Gdyby nie Behemoth - prawdopodobnie do dziś byłbym wierzący. A tak, czuję się wolny. Na koncertach poznałem masę ludzi, sam zacząłem grać. Obecnie pauzuję z graniem ale planuję wrócić i w końcu nagrać album, ale o tym opowiem w innym wpisie. Wracając do zespołu - nie żałuję godzin które spędziłem odsłuchując płyty i pojedynczo ulubione utwory. Zespół gra do dzisiaj, a od momentu w którym poznałem - gra cały czas w tym samym składzie. Uważam, e każdy bez względu na wiarę i przekonania powinien odsłuchać chociaż jedną płytę zanim wyda osąd. Bo nawet będąc katolikiem można skupić się na samej muzyce bez zgłębiania w teksty.

Behemoth jest ogólnie solidnym zespołem, ma na koncie dużo wydawnictw, pełno występów ze znanymi zespołami. Ostatnio grywają przykładowo ze Slayerem, a kiedyś grali nawet z Metallicą na Bemowie. Brzmienie Behemoth zmieniało się na przestrzeni czasu, więc nie ma tutaj jakiejkolwiek rutyny. Można polubić całą dyskografię, lub chociażby pojedyncze albumu, utwory. Są ludzie którzy uważają zespół za komercję, że Nergal wybił się przez Dodę czy darcie Biblii. I z tym się nie zgadzam. Bowiem o ile dzięki wydarzeniom o których niektórzy cały czas gadają, tak zespół zapracował na swoją pozycje solidną i naprawdę ciężką pracą, a nie zawsze mieli łatwo. W biografii można przeczytać o tym, że pewnej nocy gdy muzycy spali w samochodach, zostali ostrzelani, z tego co pamiętam z shotguna. Mogli zginąć. Kto uważa że są nikim - niech sobie tak uważa nikt nie każe słuchać.

Podsumowując - dla mnie Behemoth był jest i będzie numerem jeden. Czekam na kolejne wydawnictwo, na kolejny album. Bo jestem pewien że na pewno za jakiś czas kolejny się ukaże. Jeśli miałbym polecić jakieś płyty, trochę trudno jest wybrać te najlepsze. Ale jakbym miał już spróbować to niech będzie:
-Satanica,
-Evangelion,
-Satanist,

I tyle. Rogi w górę!

Z Cyklu - Filmy (1) - 3 Ulubione tytuły.

Ostatnio nie oglądam za bardzo filmów. W sumie nie pamiętam nawet jaki był ostatni jaki widziałem jakieś 2 tygodnie temu. Chyba najwyższa pora by po nadrabiać zaległości. Mam do obejrzenia masę klasyków jak i mniej znanych filmów, oraz do dokończenia trochę zaczętych seriali. Każdy ma swoje ulubione, jednakże trudno czasem wybrać te najlepsze.  Jeśli miałbym wybrać tylko 3 z nich, byłyby to:

SZEREGOWIEC RYAN
Film który prawdopodobnie każdy kto czyta dzisiejszy wpis widział, a na pewno każdy słyszał. Tematyka drugiej wojny światowej to temat popularny nie tylko w przeszłości, ale także dzisiaj. Widać to po kolejnych filmach, serialach, grach czy książkach. Wracając do tytułu - film rozpoczyna się od D-DAY. Kto nie wie o co chodzi - alianci zaplanowali zmasowaną operację by otworzyć kolejny front w Europie. W nocy po bombardowaniu wybrzeży Francji, rozpoczął się desant na morzu. Żołnierze którzy zostali tam wysłani, nie byli tak naprawdę przygotowani na to co ich czeka. Ze wszystkich plaż które zostały zaatakowane, największe straty poniesiono na Omaha. Całą scena trwająca kilkanaście minut, była niesamowicie wstrząsająca zwłaszcza za pierwszym razem, kiedy ją oglądałem. Po bitwie jeden z oddziałów zostaje wysłany by uratować tytułowego szeregowca. Na swojej drodze napotkają niejednokrotnie opór ze strony Niemców. Całość trwa około 3 godzin. Film obejrzałem paręnaście razy i możliwe że niebawem sobie obejrzę ponownie. W roli głównej Tom Hanks.

TRANSFORMERS
Ten film może zdziwić niejedną osobę w tym zestawieniu. Że niby nic specjalnego, że jest masa innych lepszych od niego. Dla mnie był jednak świetnym solidnym filmem, gdzie idealnie wyważono elementy komedii i akcji. Pamiętam, że za pierwszym razem w kinie jak wchodziłem, była zajęta niemal cała sala, która przed seansem praktycznie się zapełniła. Podobnie za drugim razem, a w sumie byłem na 4 seansach. Będąc młodym oglądałem serial na kasetach. Kinowa adaptacja była filmem przy którym świetnie się bawiłem. Kontynuacja udźwignęła ciężar jedynki i była równie dobrą kontynuacją. Trzecią część oglądałem tylko raz, a potem poziom serii spadł zauważalnie, gdzie ostatnia piąta część, okazała się jedynie niezła. może kolejne odsłony powrócą do czasów świetności jedynki?

GOON
Ostatni tytuł raczej będzie znać niewiele osób. Tytułowy Goon czyli zabijaka, to funkcja jednego z hokeistów, który ochrania swoich kolegów z zespołu i tłucze się zazwyczaj z rywalem z przeciwnej drużyny. Kiedyś w hokeju walki były na porządku dziennym, a legendą był Polak - Krzysztof Oliwa którego wielu się bało. W filmie główny bohater pełni własnie taką funkcję. Pracuje na co dzień jako bramkarz w klubie. Choć bardziej pasuje tu słowo bar. Do klubu hokejowego trafia kiedy na jednym meczu spuszcza ostre baty jednemu z zawodników drużyny przyjezdnej. O ile na początku nie potrafi nawet ustać na lodzie, tak później staje się solidnym punktem drużyny. Czemu film mi się spodobał? Jest rewelacyjną komedią którą można wspólnie oglądać na imprezach. Do tego dużo niezapomnianych scen oraz efektownie wyglądające walki. Sam hokej jest tutaj bardziej otoczką. Wszystko w filmie fajnie się rozwija, a całość trwa półtorej godziny. Film obejrzałem około 14 razy i za każdym razem bawiłem się równie dobrze, co poprzednio. Przy okazji film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach i faktycznym zawodniku.

Jest masa innych świetnych filmów które oglądałem i o nich będę wypowiadał się w kolejnych wpisach, które będą się pojawiać. Tak swoją drogą - dopiero co założyłem bloga, a już za mną 4 wpis. Jednak pisanie bloga nie jest trudne jak to może się wydawać.

wtorek, 18 czerwca 2019

Z Cyklu - Samorozwój (1) - Sekret i nie tylko.

Samorozwój to bardzo ciekawy i modny temat ostatnimi czasy. Można tak stwierdzić patrząc na różnego rodzaju nowe i starsze publikacje książkowe, audiobooki czy szkolenia na żywo oraz online. Dla niektórych samorozwój stał się sposobem na zarabianie, a dla innych - pasją i chęcią pomocy innym. Czy temat samorozwoju ma coś w sobie, czy może jest jednym wielkim oszustwem? Niektórzy uważają, że to nic innego jak pranie mózgu. A jest masa ludzi która uważa, że po wkroczeniu w ten temat zaczęła zmieniać swoje życie.

W moim przypadku zaczęło się to od filmu Sekret, który powstał na bazie książki o tym samym tytule. Kto nie oglądał - skrócie chodzi o to, że w życiu mamy to o czym myślimy. Tytuł stał się bestsellerem, zdobył ogromną popularność. Niektórym odmienił rzekomo życie, a są osoby które stwierdziły że jest nic nie warty. W moim przypadku pamiętam, że zwłaszcza za pierwszym razem dał potężnego kopa do działania i otworzył oczy. Obejrzałem go ogólnie chyba z 5/7 razy. Za każdym razem pojawiała się poprawa nastroju i wizja że może faktycznie jakby się zmieniło myślenie - to coś w życiu zmieni się również. Wszystko ładnie pięknie, tylko to tak nie działa. To my sami musimy wziąć się do pracy jeśli na czymś nam zależy. Sekret może sprawić że zmieni się nam nastawienie. Może nam pokazać nowe perspektywy. Ale to od nas zależy co będzie dalej. Sekret nie sprawi że myśląc i leżąc do późnych godzin w łóżku nagle będziemy kimś więcej. Musimy ruszyć i poświęcić swój czas oraz energię.

Sam Sekret ma masę zwolenników i przeciwników. Nie jest jednak jedyną tego publikacją z tego gatunku. Jak wspomniałem jest masa pozycji i to najróżniejszych autorów. Są różnego rodzaju książki motywacyjne i poradniki. Piszą je nie tylko mówcy motywacyjni czy couch'owie, ale też sportowcy, podróżnicy i różne inne osoby. Jak ktoś nie jest zainteresowany kupowaniem książek - może je znaleźć w bibliotekach - o dziwo można znaleźć masę wartościowych tytułów. A jak nie chce się komuś ruszać do biblioteki - można znaleźć publikacje w internecie, czy też filmy na YT. Jest tego pełno nawet różnego rodzaju blogi.

A co do sekretu - o ile kiedyś dosyć mocno polecałem, tak teraz uważam, że każdy może go przeczytać/obejrzeć, aczkolwiek nie namawiam.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Z Cyklu - Przemyślenia (1) - Hydra

Dzisiejsze czasy dają nam od groma możliwości. Każdy z nas może osiągnąć naprawdę sporo. Niektórym udało się już dokonać tego co sobie założyli, a inni stoją w miejscu, a pozostali nawet się cofają. W moim przekonaniu nie ma jednej uniwersalnej recepty na sukces. Na pewno jednak trzeba włożyć pracę, obrać jakąś ścieżkę, poświęcić swój czas i dokonać rezygnacji z różnych rzeczy, by do czegoś dojść.

W chwili obecnej mam jeden wielki mętlik w głowie. Za moment 32 lata na karku. Tyle życia za sobą i sam nie wiem ile jeszcze przede mną. Nikt tego nie wie i się nie dowiem. Chciałbym zrobić w życiu tyle rzeczy, które mogłem zrobić już w przeszłości, a do dziś czekają na realizację. Sam nie wiem co tak naprawdę może być przyczyną tego, że posuwam się naprzód, ale nie tak szybko jakbym chciał. Przez ostatnie kilka, może dziesięć lat, nagromadziła się masa projektów, których chciałem się podjąć, których się podjąłem i nie skończyłem, oraz takie które porzuciłem na dobre i raczej nie wrócę. Wpadła mi pewnego razu taka myśl że walczę z czymś tak jak walczył mityczny Herkules. Miał w cholerę trudne zadania a jednym z nich była hydra, której ucinał głowy i zaraz pojawiały się dwa nowe. I tak dalej dopóki nie wypalał otworów z których wyrastały. W końcu jednak mu się udało i zadanie miał zaliczone.

I tak w sumie mój problem można opisać jako taką jedną wielką HYDRĘ. O ile kolejne zadania udaje mi się ukończyć, tak wiele stoi i pojawiają się nowe. Wbrew pozorom nie są to jednak jakieś same pilne i ważne rzeczy. Ot, taka błahostka jak dokończenie jakiegoś serialu który kiedyś zacząłem, a kolejne odcinki czekają na obejrzenie. Czy np przesłuchanie kolejnej dyskografii jakiegoś znanego, albo mniej znanego zespołu. Czy z rzeczy naprawdę ważnych - jak np nagranie pierwszej całej płyty albo chociażby dema. Niby wydaje się takie proste - ot wystarczy wziąć się do roboty i to zrobić. Jednakże na drodze pojawiają się różne zakręty i skrzyżowania, które łatwo zmieniają plany czy zapobiegają realizacji celów.

Dzisiaj od dłuższego czasu czuję totalne przemęczenie wszystkim. Dosłownie. Zdarza mi się siedzieć w fotelu, a ręka nawet nie chce załączyć kolejnego utworu w kolejce do odsłuchania. Pamiętam jak kiedyś będąc naprawdę zapalonym graczem, potrafiłem wstawać rano byleby dorwać się do konsoli, a dzisiaj nie ciągnie mnie nawet tak mocno do gier. Mimo że mam teraz dobrą maszynę, na której mogę zaliczyć większość zaległych tytułów - po prostu tego nie robię. Byłem nawet kiedyś u lekarza i porozmawiałem o swoich problemach. Stwierdził, że wszystko ze mną w porządku, tylko nie potrzebnie się tym wszystkim przejmuję. Że potrzeba czasu a wszystko jakoś się poukłada.

Żeby nie było - nie jest tak, że nic nie robię. Robię i powoli wszystko jakoś ogarniam, ale nie mam takiego zapału jak kiedyś. A tego mi najwyraźniej w świecie brakuje. Zastanawiam się co może być tego przyczyna. Ostatnio pomyślałem, że być może zbyt długie przebywanie przed komputerem? Postanowiłem że będę robił częściej przerwy i wstawał od komputera. Może po pewnym czasie okaże się to tak zwanym złotym kluczem i odczuję różnicę. A może to efekty spania po 5 godzin lub mniej, przez ostatnie kilka lat? Kto wie czy nadmierne picie energetyków nie dało takiego skutku i czy da się to w miarę szybko odwrócić.

O ile ten wpis wygląda nieco pesymistycznie, to w dzisiejszym dniu wydarzyło się też coś miłego. Podpisałem umowę ze stowarzyszeniem KDV, które zajmuje się branżą gier i esportem. Moja współpraca ma polegać na promowaniu pewnych tytułów i pozyskiwaniu kolejnych graczy do współpracy. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale temat zapowiada się bardzo dobrze. Kto wie - może moja pasja do gier, która kiedyś
była przeogromna - teraz zaprocentuje i sprawi, że odniosę coś na tym polu.

niedziela, 16 czerwca 2019

Z Cyklu - Pierwszy Wpis


Postanowiłem założyć tego bloga, ponieważ nie jednokrotnie namawiały mnie do tego różne osoby, kiedy umieszczałem swoją aktywność na tablicy na facebook'u. Zazwyczaj nie robiłem tego regularnie, czasami pojawiało się kilka postów dziennie, a czasami nawet kilka tygodni panowała cisza. Jednakże każdego dnia natrafiałem na coś co można byłoby w swoisty sposób uwiecznić, stąd postanowiłem zrobić coś nowego. Próbowałem stworzyć w tym celu witrynę, jednakże dosyć szybko się poddałem. Chciałem czegoś co było by jak najprostsze w obsłudze, co zajmowało by mało czasu. 

Tak więc zamiast strony internetowej powstał w dniu dzisiejszym blog - Z Cyklu. Dlaczego taka nazwa? Mam masę zainteresowań - między innymi filmy, muzyka, gry komputerowe i nie tylko. Każdy wpis będę zaliczał zatem do określonego ,,cyklu" i oznaczał kolejnym numerem. Możecie spodziewać się tutaj najróżniejszych wpisów na najróżniejsze tematy. Nie mam żadnych ustalonych reguł bynajmniej w chwili obecnej jak będzie się kształtować ten blog obecnie i w przyszłości. Wszystko wyjdzie w praniu.

Może nawet za jakiś czas zdecyduję się na zrobienie witryny, a blog odejdzie w zapomnienie? Zobaczymy.