Wakacje powoli się kończą trochę się działo. Wesele siostry, konwent w Warszawie ze świetnym afterem, spotkałem Warge z Dupy, spędziłem trochę czasu ze swoją dziewczyną która mieszka w stolicy, urlop, przechlałem tydzień kiedy miałem urodziny, obejrzałem zwycięstwo Liverpoolu z Chelsea. Całkiem niezłe wakacje muszę przyznać.Jeden z pierwszych wpisów na blogu był zatytułowany Hydra. Wspomniałem tam o tym jak w moim życiu nagromadziła się masa zaległości z którymi nie bardzo sobie radziłem. Od tamtego czasu część planów ruszyła ostro do przodu, pojawiły się nowe cele krótko i długo terminowe. Rozwiązałem kilka problemów, które od pewnego czasu trapiły. Okres mimo że nie był świetny, uważam że był w sumie udany i nastąpił wyraźny progres. Przez dłuższy czas nie zabierałem się za granie na gitarze. O ile kiedyś miałem z różnych względów ograniczoną możliwość, tak z biegiem czasu zwyczajnie to porzuciłem, inaczej nie potrafię tego nazwać. Pojawiał się krótkotrwałe zrywy, ale zazwyczaj na jeden dwa dni i koniec. I tak przez ostatnie parę lat mógłbym podsumować moją przygodę z gitarą i tworzeniem własnej muzyki. Ten ogień który miałem kiedyś zwyczajnie zgasł. Coś jednak zaczęło iskrzyć i od trzech dni biorę gitarę do ręki. Ćwiczę zarówno znane proste utwory, jak też tworzę nowe proste riffy, komponuję dalej niedokończone partie gitar. W momencie kiedy to piszę, przez ostatnie 3 dni zagrałem może jakieś 5 godzin. Przerwa w graniu dała się we znaki, opuszki palców mocno bolą. Mimo tego i tak dziś grałem mimo niedogodności. Jeśli uda mi się podtrzymać tempo, to myślę że do końca roku uda się zrobić znaczące postępy. W zeszłym roku już szło fajnie do przodu nagrywanie materiału, kiedy to znajomy wyprowadził się do Warszawy, co też miało wpływ na utratę zapału. Jak dobrze pójdzie niebawem skończę komponować i ogrywać następny utwór.
Coś co tworzę jednak dużo dłużej to książka. Niesamowicie zmieniła się treść, gdzie pierwsza wersja tekstu różniła się niemal całkowicie. Nie udostępniałem tekstu szerszemu gronu publiki jak do tej pory. W przeszłości mając problemy z pisaniem, sięgałem po pomoc znajomych. Każdy z nich zostawił po sobie jakąś cząstkę w mojej twórczości. To co sprawiało mi największą trudność - i dalej sprawia - to samo pisanie. Ciężko mi ubierać pomysły z głowy w słowa tak, by byłą to książka. Prędzej historia przypominała by opis przejścia gry komputerowej. Niemniej, podobnie jak z grą na gitarze poszło pisanie do przodu i tekst który odleżał niczym 20 letnia whisky, powoli staje się coraz lepszy, a za jakiś czas na pewno będzie gotów do oddania w ręce czytelników. O czym jest książka? Główny bohater opowiada historię jak się stał wysłannikiem samej śmierci. Wyjaśnia jak do tego doszło, a po drodze morduje miliony ludzi i nie tylko. Jeśli kogoś interesuje tekst, zapraszam na priv. Samego bohatera możecie skojarzyć po moim wizerunku, w jakim pojawiałem sie na konwentach, czy koncertach.
W ostatnich miesiącach mocno pochłonęły mnie gry. Ukończone Company of Heroes, aktualnie ogrywam drugą część. Miesiąc chyba gram już w Dying Light, aktualnie jetem na półmetku. Wcześniej miedzy innymi ukończyłem Call Of Duty Black Ops 3, Advanced Warfare i Infinite Warfare. Do grona ukończonych gier dołączyły także ostatnie dwie edycje Medal Of Honor. Ostatnimi dniami staram się ograniczać granie i poświęcać im mniej czasu niż wcześniej, gdzie sesje trwały nawet po kilka godzin.
Coś nowego - podjąłem współpracę z stowarzyszeniem KDV i zacząłem organizować turnieje Magic The Gathering Arena. Po początkowych hejtach i atakach które towarzyszą do tej pory, nie poddałem się i robię to dalej. Aktualny turniej się kończy i uczestniczy w nim 17 uczestników. W sumie to zostało czterech. Na turnieje we wrześniu których będą aż 4, też jest trochę zainteresowanych osób. Ciekawi mnie jak szybko to się rozwinie i jak szybko dołączą kolejni uczestnicy.
Też zaliczyłem kilka filmów, ale o nich napiszę w innym artykule. Ogólnie ostatnie tygodnie to progres naprzód. Hydra o której wspomniałem właśnie ma uciętą jedną z głów, kolejne nie wyrastają.
