czwartek, 29 sierpnia 2019

Z Cyklu - Przemyślenia (3) - Progres,

Znalezione obrazy dla zapytania progres!Wakacje powoli się kończą trochę się działo. Wesele siostry, konwent w Warszawie ze świetnym afterem, spotkałem Warge z Dupy, spędziłem trochę czasu ze swoją dziewczyną która mieszka w stolicy, urlop, przechlałem tydzień kiedy miałem urodziny, obejrzałem zwycięstwo Liverpoolu z Chelsea. Całkiem niezłe wakacje muszę przyznać.

Jeden z pierwszych wpisów na blogu był zatytułowany Hydra. Wspomniałem tam o tym jak w moim życiu nagromadziła się masa zaległości z którymi nie bardzo sobie radziłem. Od tamtego czasu część planów ruszyła ostro do przodu, pojawiły się nowe cele krótko i długo terminowe. Rozwiązałem kilka problemów, które od pewnego czasu trapiły. Okres mimo że nie był świetny, uważam że był w sumie udany i nastąpił wyraźny progres. Przez dłuższy czas nie zabierałem się za granie na gitarze. O ile kiedyś miałem z różnych względów ograniczoną możliwość, tak z biegiem czasu zwyczajnie to porzuciłem, inaczej nie potrafię tego nazwać. Pojawiał się krótkotrwałe zrywy, ale zazwyczaj na jeden dwa dni i koniec. I tak przez ostatnie parę lat mógłbym podsumować moją przygodę z gitarą i tworzeniem własnej muzyki. Ten ogień który miałem kiedyś zwyczajnie zgasł. Coś jednak zaczęło iskrzyć i od trzech dni biorę gitarę do ręki. Ćwiczę zarówno znane proste utwory, jak też tworzę nowe proste riffy, komponuję dalej niedokończone partie gitar. W momencie kiedy to piszę, przez ostatnie 3 dni zagrałem może jakieś 5 godzin. Przerwa w graniu dała się we znaki, opuszki palców mocno bolą. Mimo tego i tak dziś grałem mimo niedogodności. Jeśli uda mi się podtrzymać tempo, to myślę że do końca roku uda się zrobić znaczące postępy. W zeszłym roku już szło fajnie do przodu nagrywanie materiału, kiedy to znajomy wyprowadził się do Warszawy, co też miało wpływ na utratę zapału. Jak dobrze pójdzie niebawem skończę komponować i ogrywać następny utwór.

Coś co tworzę jednak dużo dłużej to książka. Niesamowicie zmieniła się treść, gdzie pierwsza wersja tekstu różniła się niemal całkowicie. Nie udostępniałem tekstu szerszemu gronu publiki jak do tej pory. W przeszłości mając problemy z pisaniem, sięgałem po pomoc znajomych. Każdy z nich zostawił po sobie jakąś cząstkę w mojej twórczości. To co sprawiało mi największą trudność - i dalej sprawia - to samo pisanie. Ciężko mi ubierać pomysły z głowy w słowa tak, by byłą to książka. Prędzej historia przypominała by opis przejścia gry komputerowej. Niemniej, podobnie jak z grą na gitarze poszło pisanie do przodu i tekst który odleżał niczym 20 letnia whisky, powoli staje się coraz lepszy, a za jakiś czas na pewno będzie gotów do oddania w ręce czytelników. O czym jest książka? Główny bohater opowiada historię jak się stał wysłannikiem samej śmierci. Wyjaśnia jak do tego doszło, a po drodze morduje miliony ludzi i nie tylko. Jeśli kogoś interesuje tekst, zapraszam na priv. Samego bohatera możecie skojarzyć po moim wizerunku, w jakim pojawiałem sie na konwentach, czy koncertach.

W ostatnich miesiącach mocno pochłonęły mnie gry. Ukończone Company of Heroes, aktualnie ogrywam drugą część. Miesiąc chyba gram już w Dying Light, aktualnie jetem na półmetku. Wcześniej miedzy innymi ukończyłem Call Of Duty Black Ops 3, Advanced Warfare i Infinite Warfare. Do grona ukończonych gier dołączyły także ostatnie dwie edycje Medal Of Honor. Ostatnimi dniami staram się ograniczać granie i poświęcać im mniej czasu niż wcześniej, gdzie sesje trwały nawet po kilka godzin.

Coś nowego - podjąłem współpracę z stowarzyszeniem KDV i zacząłem organizować turnieje Magic The Gathering Arena. Po początkowych hejtach i atakach które towarzyszą do tej pory, nie poddałem się i robię to dalej. Aktualny turniej się kończy i uczestniczy w nim 17 uczestników. W sumie to zostało czterech. Na turnieje we wrześniu których będą aż 4, też jest trochę zainteresowanych osób. Ciekawi mnie jak szybko to się rozwinie i jak szybko dołączą kolejni uczestnicy.

Też zaliczyłem kilka filmów, ale o nich napiszę w innym artykule. Ogólnie ostatnie tygodnie to progres naprzód. Hydra o której wspomniałem właśnie ma uciętą jedną z głów, kolejne nie wyrastają.


wtorek, 27 sierpnia 2019

Z Cyklu - Filmy (3) - Dywizjon 303, Bitwa O Anglię

Znalezione obrazy dla zapytania dywizjon 303
Obstawiam, że każdy kto czyta ten wpis, czytał lekturę Dywizjon 303, Arkadego Fiedlera. Książka byłe reportażem o Polskich lotnikach, którzy łoili niemcom skórę w powietrzu podczas drugiej wojny światowej. W krótkim czasie odbyła się premiera dwóch filmów, które opowiadają o losach tamtych ludzi. Jeden z nich Dywizjon 303, naszej rodzimej produkcji. Drugi - Bitwa o Anglię, produkcji zagranicznej.

Do obejrzenia filmów skusiła mnie tematyka, zastanawiałem się jak obydwa obrazy ukażą naszych bohaterów. W jednym i drugim pojawiają się sylwetki kilkunastu polskich lotników. Dywizjon 303 fajnie się zapowiada, jedną z głównych ról odgrywa Piotr Adamczyk, który płynnie mówi po angielsku. W filmie pojawia się masa scen między bitwami, które są dosyć krótkie. Obserwujemy perypetie między polakami i anglikami. Widać jaki do nich mają stosunek wyspiarze. W Bitwie o Anglię jest podobnie.

Obydwa filmy trwają około półtorej godziny. Jak dla mnie filmy na jeden raz. Na początku fajnie się zapowiadało, jednak oba filmy nie wykorzystują w pełni potencjału. Temat jest zbyt obszerny by go zmieścić w półtorej godzinie. Tak więc krótki czas projekcji jest słabą stroną obu produkcji. Jest masa niedokończonych wątków. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zmontowanie kilkuodcinkowego serialu, niż jednego filmu. Pod kątem bitew lepiej wypada Bitwa. W Dywizjonie nie było za bardo jakichś eksplozji, po trafieniu samoloty dymił zamiast jakoś się rozpadać. Z tego co wyczytałem, oba filmy miały niewielkie budżety. Jeśli brać to pod uwagę, to i tak trzeba przyznać że obydwa filmy nie są złe.

Poza tym w filmach mamy przedstawiony sam początek historii. W z biegiem czasu dywizjon się rozrastał i przybywali kolejni Polscy lotnicy. Tak więc gdyby powstał serial, mógłby liczyć spokojnie kilkadziesiąt odcinków i mógłby odnieść jakiś większy sukces niż obie kinówki. Obydwa filmy przedstawiają niemal to samo, trochę ciężko polecić jeden film do obejrzenia, a obejrzenie dwóch w krótkim czasie może być dla niektórych trochę męczące.

Może za jakiś czas ktoś podejmie się zrobienia bardziej solidnego dzieła o Dywizjonie 303? Jeśli taki powstanie to z chęcią go obejrzę. Tym bardziej że powstaje coraz więcej produkcji wojennych z Polakami w roli głównej w ostatnich czasach.

piątek, 2 sierpnia 2019

Z Cyklu - Gry (4) - Enemy Front

Jeszcze trochę i blog zamieni się w typowy blog o grach komputerowych. Ostatnio gram w kolejne tytuły, które dosyć szybko kończę i zabieram się za następne. I tym razem ponownie tematyka o drugiej wojnie światowej, aczkolwiek pod pewnymi względami unikat.

Enemy Front to FPS, w którym główny bohater jest amerykańskim pisarzem. Pisze reportaże o tym, co się dzieje na jego oczach podczas największego konfliktu w historii. Akcja przenosi nas do Warszawy, gdzie zaczyna się powstanie. Tak, Powstanie Warszawskie. Gry o drugiej wojnie światowej dosyć rzadko według mnie mają Polskie akcenty, a tu mamy coś, co podzieliło rodaków na dwa fronty. Zarówno osoby opowiadające się za powstaniem, jak i osoby które stanowczo krytykują. W grze zaczyna się od odpierania kontrataku. Szybko kierujemy się potem do kryjówki w kanałach i wykonujemy kolejne zadania. Gra jest wymieszana etapami w stolicy, oraz wspomnieniami amerykanina z innych miejsc, gdzie również walczył.

Przyznam szczerze, że gra początkowo zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Właśnie poprzez misje toczone w czasie powstania. Prowadzimy dywersje, skradamy się, sabotujemy, a także prowadzimy otwarte walki. Etapy są krótkie, ale mamy trochę misji do zaliczenia. Strzelanka przypomina najlepsze produkcje, widać że twórcom zależało na zrobieniu dobrej gry. Fani COD, MOH, powinni w Enemy Front jak najbardziej zagrać. Starcia są dynamicznie, dosyć często dochodzi do eksplozji, jest niemało beczek czy skrzynek z materiałami wybuchowymi. Mamy do dyspozycji różną broń z tamtego okresu, nawet polskie wynalazki, jak np pistolet maszynowy błyskawica.

Przeciwników możemy zabijać po cichu - gdy podchodzimy i chcemy w ten sposób wyeliminować niemca, obserwujemy jedną z kilku animacji. Dosyć ładnie się prezentują. Co też fajne, można brać zakładnika któremu przykładamy nóż do gardła, a drugą ręką strzelamy z pistoletu. Niestety nasza żywa tarcza jest dosyć dziurawa, przez co i tak obrywamy, a wrogowie nie boją się strzelać w kierunku towarzysza. Zupełnie jakby wiedzieli, że ten i tak nie zginie. Kiedy wróg obrywa, widzimy jak solidnie leje się krew. Z bliskiej odległości potrafi zabić nawet jeden strzał. Na większy dystans potrzebujemy nawet kilku kul. Do dyspozycji mamy też granaty, które zdawały mi się niesamowicie lekkie, butelki z benzyną, czy też niesamowicie celny pancerfaust, którym zawsze trafiałem.

Co jeszcze oferuje ciekawego gra? Niesamowity klimat i świetnie odwzorowaną Warszawę. Wszędzie zniszczenia, gruz na ulicach, porozwalane budynki. Kanały zachował ze wszystkiego najlepszy stan techniczny. W budynkach w których ukrywają się powstańcy nie jest wcale lepiej, jest syf i zniszczenia. Postacie wyglądają świetnie - są typowe z tamtego okresu mundury i ubiory, hełmy, opaski. Gdzieniegdzie widać znaki PW. Widać nieraz jak ktoś je maluje, możemy także nieraz sami gdzieś taki znak postawić. Trzeba przyznać, że drobny smaczek, a robi wrażenie.

Co do klimatu, gra naprawdę żyje. Widać jak mieszkańcy są zdołowani, gdzieniegdzie spada jakaś bomba, sypie się kurz. Gra pokazuje jak strasznie było podczas powstania, za żadne skarby nie chciałbym tam być ani chwili. W niektórych etapach jest niesamowicie dramatycznie - leżące zwłoki, wijący się z bólu ranni. W pewnym momencie jak przechodziłem jeden z nich chwycił mnie za rękę i prosił o wodę. Innym razem przykładowo ktoś doznał krwotoku i mogłem tej osobie pomóc. Pod tymi względami gra ma ogromny plus.

Samo strzelanie na początku było bardzo przyjemne. Z biegiem czasu jednak emocje nieco opadły. Przeciwnicy nie są co prawda głupi, ale nawet na najniższym poziomie potrafią nas z daleka trafiać z pistoletów maszynowych. Stąd nawet na najłatwiejszych poziomie trudności trzeba sporo się ukrywać, aby nie oberwać. Skradanie ma sens w przypadku pojedynczych wrogów, gdy jest więcej niż dwóch, bardzo trudno wykonać misje po cichu. Animacje zabijanych wrogów wyglądają nieco nienaturalnie, jak na filmach akcji, gdzie kule mocno odpychały ludzi. Co dalej z minusów? Grafika dzisiaj wygląda na filmikach dosyć słabo. W czasie samej gry jest ogólnie dobra. Na plus zaliczyłbym muzykę. Jest klimatyczna, choć nieraz za mocno się powtarza, stąd z biegiem czasu traci trochę uroku.

Summa summarum - Enemy Front jest solidną produkcją w którą warto zagrać choć raz. Nie żałuję ani chwili spędzonej z grą, mimo że kosztowało mnie trochę nerwów powtarzanie etapów kiedy poległem. Zamiast amerykańskiego pisarza, mógł tutaj być jakiś polski bohater nad którym objęło by sie kontrolę. Mógł mieć inną profesję, aczkolwiek mógł uczestniczyć w tych samych przedstawionych wydarzeniach za granicą. Twórcy mogli by jak najbardziej stworzyć drugą część, którą by poprawili, stworzyli innego bohatera i pokazali inne akcje osadzone podczas powstania. Sądzę, że masa osób sięgnęła by po kontynuację.