środa, 26 czerwca 2019

Z Cyklu - Gry (2) - Magic The Gathering

Będąc młodym zagrywałem się sporo na Atari. Ale o tym komputerze to powiem innym razem. Dobre dwadzieścia kilka lat wstecz miałem proste i popularne gry - chińczyk, warcaby, były też szachy. Pewnego dnia doszedł nawet monopol. Pamiętam że fajnie się kasowało rodzinę gdy lądowali we Wiedniu, zupełnie jak klientów w sklepie z alkoholem. Nieraz zostawiali całą gotówkę. Prócz tego typu gier, była też talia kart. Najpopularniejsza była Wojna. Gra która wtedy dawała sporo radości, tak dzisiaj wydaje się bezsensowna, bowiem od tego kto wygra, zależy wyłącznie to jak przetasują się karty i jak będą się wykładały. W późniejszym okresie poznałem pokera, w którego zdarzyło mi się grać nawet na dwie talie - zupełnie zmieniały się budowy figur. Do dziś nie umiem dobrze grać w tysiąca o dziwo, dalej to dla mnie czarna magia. W wieku podajże 20 lat natrafiłem na karciankę Magic The Gathering. I to o niej chcę powiedzieć dalej.

Magic The Gathering której początki sięgają z tego co kojarzę, początku lat 90 tych. Jest ona grą kolekcjonerską, jest w niej masa kart, co jakiś czas pojawiają się nowe edycje gry, z nowymi kartami, oraz przedrukami niektórych już istniejących. Gra w nią masa osób, ogólnie bez problemu można znaleźć chętnych na partyjkę, czy pograć na turniejach w lokalnych sklepach. Gra w nią zarówno młodzież jak i dorośli. Rozgrywki potrafią trwać dosłownie chwilę, są też batalie trwające bardzo długo. Większość pojedynków kończyłem w pięć do dziesięciu minut. Jak wygląda mechanika gry? Mamy ogólnie karty many, dzięki którym możemy wykładać inne - czary, potwory, artefakty, wzmocnienia itp itd. Początkujący gracze mogą kupować gotowe decki, a ci którzy już mają jakieś doświadczenie, modernizują je, albo od podstaw budują własne. Nigdy nie zdarzyło mi się zagrać z kimś, kto miał taką samą talię kart jak ja.

To co jest mocnym punktem gry to jej rozmach. Nie dość że jest masa talii które zostały opracowane, to na dodatek każda rozgrywka toczy się inaczej. W moim przypadku ulubioną talią jaką stworzyłem, była najpierw wysysarka życia. Coś na podobnej zasadzie jak Shang Tsung odbierał dusze pokonanym wojownikom, na turnieju Mortal Kombat. Była ona świetna na niejedną talię, ale był też takie, co bez problemu sobie z nią radziły. Na jednym z turniejów dzięki niej zająłem drugie miejsce. Największy sukces jaki osiągnąłem na żywo.

A dzisiaj? Dzisiaj gram w wersję elektroniczną na PC. Jakiś czas temu została wydana edycja na komputery, która jest bardzo dobrym odwzorowaniem pierwowzoru. Ma ona jeden wielki minus jak dla mnie - brak wielu starych i starszych edycji kart. Jest tylko kilka najnowszych, bodajże osiem. Z drugiej strony - można dzięki temu skupić się na nowych kartach i pokombinować z nowymi taliami. W ten sposób po paru tygodniach opracowałem fajną talię na zombiakach. Tak jak wcześniej w grach służyły mi za żywe cele do rozwałki, tak w Magicu zrobiłem z nich ogromny użytek. Tak jak wtedy byłem takim sobie graczem, tak tutaj mam teraz całkiem dobre osiągi. Zdarzało się że wielu graczy rezygnowało nawet w ciągu pierwszych kilku tur z dalszej rozgrywki, gdzie ja sam myślałem, że już danego pojedynku nie wygram. Każdemu tę grę polecam, bo potrafi naprawdę wciągnąć na długo zwłaszcza w ciągu pierwszych godzin oswajania się.

A wersja karciana? Trzeba pomyśleć czy ma się czas i pieniądze. Jest to kosztowne hobby, choć za niewielkie kwoty można złożyć już jakieś talie, a jak natrafimy na normalnych graczy, to pozwolą też zagrać swoimi taliami. Zdarzają się gracze którzy noszą ze sobą kilka/kilkanaście decków i sami chcą chętnie przetestować swoje talie z innymi graczami. Ostatnimi czasy bardziej wybiły się inne karcianki z tego co słyszałem, ale nie miałem z nimi większej styczności, więc ni będę porównywał co jest lepsze.

Summa Summarum, obie wersje polecam i zapraszam do gry. Jeśli ktoś nie miał styczności z wersją na PC a chciałby zacząć przygodę - zapraszam do kontaktu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz