poniedziałek, 17 czerwca 2019

Z Cyklu - Przemyślenia (1) - Hydra

Dzisiejsze czasy dają nam od groma możliwości. Każdy z nas może osiągnąć naprawdę sporo. Niektórym udało się już dokonać tego co sobie założyli, a inni stoją w miejscu, a pozostali nawet się cofają. W moim przekonaniu nie ma jednej uniwersalnej recepty na sukces. Na pewno jednak trzeba włożyć pracę, obrać jakąś ścieżkę, poświęcić swój czas i dokonać rezygnacji z różnych rzeczy, by do czegoś dojść.

W chwili obecnej mam jeden wielki mętlik w głowie. Za moment 32 lata na karku. Tyle życia za sobą i sam nie wiem ile jeszcze przede mną. Nikt tego nie wie i się nie dowiem. Chciałbym zrobić w życiu tyle rzeczy, które mogłem zrobić już w przeszłości, a do dziś czekają na realizację. Sam nie wiem co tak naprawdę może być przyczyną tego, że posuwam się naprzód, ale nie tak szybko jakbym chciał. Przez ostatnie kilka, może dziesięć lat, nagromadziła się masa projektów, których chciałem się podjąć, których się podjąłem i nie skończyłem, oraz takie które porzuciłem na dobre i raczej nie wrócę. Wpadła mi pewnego razu taka myśl że walczę z czymś tak jak walczył mityczny Herkules. Miał w cholerę trudne zadania a jednym z nich była hydra, której ucinał głowy i zaraz pojawiały się dwa nowe. I tak dalej dopóki nie wypalał otworów z których wyrastały. W końcu jednak mu się udało i zadanie miał zaliczone.

I tak w sumie mój problem można opisać jako taką jedną wielką HYDRĘ. O ile kolejne zadania udaje mi się ukończyć, tak wiele stoi i pojawiają się nowe. Wbrew pozorom nie są to jednak jakieś same pilne i ważne rzeczy. Ot, taka błahostka jak dokończenie jakiegoś serialu który kiedyś zacząłem, a kolejne odcinki czekają na obejrzenie. Czy np przesłuchanie kolejnej dyskografii jakiegoś znanego, albo mniej znanego zespołu. Czy z rzeczy naprawdę ważnych - jak np nagranie pierwszej całej płyty albo chociażby dema. Niby wydaje się takie proste - ot wystarczy wziąć się do roboty i to zrobić. Jednakże na drodze pojawiają się różne zakręty i skrzyżowania, które łatwo zmieniają plany czy zapobiegają realizacji celów.

Dzisiaj od dłuższego czasu czuję totalne przemęczenie wszystkim. Dosłownie. Zdarza mi się siedzieć w fotelu, a ręka nawet nie chce załączyć kolejnego utworu w kolejce do odsłuchania. Pamiętam jak kiedyś będąc naprawdę zapalonym graczem, potrafiłem wstawać rano byleby dorwać się do konsoli, a dzisiaj nie ciągnie mnie nawet tak mocno do gier. Mimo że mam teraz dobrą maszynę, na której mogę zaliczyć większość zaległych tytułów - po prostu tego nie robię. Byłem nawet kiedyś u lekarza i porozmawiałem o swoich problemach. Stwierdził, że wszystko ze mną w porządku, tylko nie potrzebnie się tym wszystkim przejmuję. Że potrzeba czasu a wszystko jakoś się poukłada.

Żeby nie było - nie jest tak, że nic nie robię. Robię i powoli wszystko jakoś ogarniam, ale nie mam takiego zapału jak kiedyś. A tego mi najwyraźniej w świecie brakuje. Zastanawiam się co może być tego przyczyna. Ostatnio pomyślałem, że być może zbyt długie przebywanie przed komputerem? Postanowiłem że będę robił częściej przerwy i wstawał od komputera. Może po pewnym czasie okaże się to tak zwanym złotym kluczem i odczuję różnicę. A może to efekty spania po 5 godzin lub mniej, przez ostatnie kilka lat? Kto wie czy nadmierne picie energetyków nie dało takiego skutku i czy da się to w miarę szybko odwrócić.

O ile ten wpis wygląda nieco pesymistycznie, to w dzisiejszym dniu wydarzyło się też coś miłego. Podpisałem umowę ze stowarzyszeniem KDV, które zajmuje się branżą gier i esportem. Moja współpraca ma polegać na promowaniu pewnych tytułów i pozyskiwaniu kolejnych graczy do współpracy. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale temat zapowiada się bardzo dobrze. Kto wie - może moja pasja do gier, która kiedyś
była przeogromna - teraz zaprocentuje i sprawi, że odniosę coś na tym polu.

1 komentarz: