piątek, 25 października 2019
Z Cyklu - Gry (10) - Far Cry
Są gry które zapisały się w historii. Korzystając z możliwości nadrabiam tytuły nawet sprzed kilku/kilkunastu lat. Wielokrotnie można natrafić na perełki i pozycje godne uwagi. Tym razem wybór padł na Far Cry. Podobno jeden z najlepszych shooterów FPP. Zatem czy było naprawdę warto zagrać?
Intro nasunęło mi skojarzenia z Stevenem Seagalem. Główny bohater zostaje zaatakowany na swoim małym jachcie, na oceanie. Ktoś miał albo zły dzień, albo pomylili łódeczkę z okrętem wojennym, sądząc po liczbie wystrzelonych pocisków. Bohaterowi cudem udaje się przeżyć i rusza na swoją krucjatę. Nie powiem, filmik wprowadzający był nie tylko dynamiczny, ale też dziwny, było w nim tyle logiki co w niejednym filmie sensacyjnym klasy B, czy C. No nic, po chwili rozpoczęła się rozgrywka. Mimo upływu czasu i postarzenia, gra o dziwo cieszyła moje oczy. Otwarte ogromne tereny, rajskie wyspy, woda w której chciało by się wykąpać. Idealne miejsce na urlop, chyba kiedyś będę musiał wybrać się w tropiki. Niemal od razu dochodzi do pierwszych walk. Znajduję maczetę, pistolet. Mogę walczyć otwarcie w stylu rambo, albo cicho eliminować przeciwników. Wrażenia jak najbardziej pozytywne. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że gra robi dzisiaj dobre wrażenie. W miarę zapuszczania się w głąb terenu dowiadujemy się powoli o co tak naprawdę chodzi. nie będę zdradzał fabuły. Ogólnie podchodząc do Far Cry nastawiałem się na normalną strzelankę.
Najemnicy z którymi przychodzi nam walczyć z początku wydają się łatwymi przeciwnikami. Krzaki i drzewa skutecznie nas kamuflują, możemy rzucać kamieniami by odwrócić uwagę. Mamy oddane do dyspozycji łodzie, pontony, humvee, buggy czy paralotnię. Dosyć często przyszło mi z nich korzystać, a i znacząco skracały czas podróży. Dosyć szybko jednak wrogowie pokazują na co ich stać. O ile w bliskim starciu gdy zostają zaatakowani robią głupie błędy i są zdezorientowani, tak potrafią skutecznie razić nawet z dalekich dystansów. Tak, Far Cry nie jest prostą grą, już w pierwszym etapie kiedy robiłem abordaż na statek ginąłem kilkanaście razy, bo nie dostrzegłem niejednego strzelca umieszczonego na wyższych pokładach czy mostkach. O dziwo, bardzo łatwo i szybko można tutaj polec. Jeżeli chodzi o bronie, to mamy wspomnianą maczetę i pistolet, mp5 z tłumikiem, snajperkę, shotgun, wyrzutnie rakiet, m4, oicw i parę innych broni. Są też granaty, granaty dymne i flashbangi. Uzbrojenie jest całkowicie wystarczające, choć na początku miałem wrażenie że wybór jest bardzo skromny.
Lokacje po których przemierzamy zamieniają się z dżungli i wysp po bunkry, hangary, laboratoria i inne budowle. Jest całkiem różnorodnie, nawet jedna misja przypominała mi filmy o wietnanie, kiedy to łodzią patrolową przemierzałem rzekę. Zdarza nam się też walczyć z helikopterami, czy eliminować stanowiska ckmów. Sama gra ogólnie pod wieloma względami jest fajna i rozbudowana. Jak na grę która dla niektórych jest wręcz legendarna, myślałem że będzie miała pełno zalet i będzie się przyjemnie grało przez cały czas. Główny bohater jest momentami zabawny. Jest wręcz w fatalnym położeniu bo tereny które przemierza, roją się od wrogów. Rzuca nieraz zabawnymi tekstami, nawet jeśli dana sytuacja wygląda nieciekawie. Jakbym miał określić, podchodzi do całości tak, jakby miał chujowy dzień w pracy. Są etapy gdzie nie walczy sam, pomaga jednej pani naukowiec, która też dobrze walczy.
Wszystko ładnie pięknie, gra podobno świetna. Też tak myślałem przez pewien czas. Teraz przejdę do wad i tego co mi się nie spodobało. Poziom trudności nawet najłatwiejszy, jest bardzo wymagający. Nie niemożliwy, ale jest naprawdę bardzo trudno, w grze w niejednym momencie musiałem powtarzać zabawę od checkpointu, a nie ma opcji save game. Albo po prostu nie znalazłem. Niemniej jednak przez wiele zgonów straciłem dobre jakieś 10 godzin życia. Następna rzecz to różnego rodzaju zagadki. Nie lubię łażenia tam i z powrotem, nie lubię elementów ze starych shooterów. Lubię iść do przodu i strzelać zamiast tracić czas na szukanie jakichś przełączników, kart itp. Te elementy tutaj są, na szczęście w umiarkowanym stopniu. I teraz coś co najbardziej nie przypadło mi do gustu. Myslałem że to będzie normalna strzelanka w której walczy się z ludźmi. A tu po kilku etapach ni z gruchy, ni z pietruchy zaczęły wyskakiwać mi mutanty. Gdyby cos takiego zaserwowano mi na samym początku, albo jakbym obejrzał jakieś gameplaye, to raczej bym Far Cry nie ruszył, albo bynajmniej nie teraz. Strzelanka zmieniła się w survival horror. Na początku są jakieś humanoidalne mutanty które szybko skaczą, a potem dołączają jakieś przerośnięte hulki z granatnikami i strzelcy którzy mają niesamowitą zwinność i skaczą lepiej niż Kamil Stoch. Tyle dobrego, że mutanty nie walczył jedynie ze mną, ale też z najemnikami i naukowcami. Niestety, ale elementy horroru sprawiły, że Far Cry w moich oczach stracił.
A jak graficznie i muzycznie? Grafika nawet dzisiaj wygląda dobrze. Muzyka pasuje ale nie wpadła mi zbytnio w ucho. Sama oprawa wypada ogólnie dobrze i to wszystko co mogę o niej powiedzieć.
Zatem podsumowując, Far Cry z jednej strony mi się podobał, a z drugiej dosyć mocno rozczarował. Niestety nie przypadł mi mocno pod moje gusta. Lubię najbardziej strzelanki osadzone w czasach drugiej wojny światowej i współczesne. Far Cry ograłem głównie ze względu na pozytywne opinie. Mam jednak na uwadze że nie zawsze czyjeś opinie będą takie jak moje. W Far Cry raczej już nigdy nie zagram, chyba że będę chciał nagrać gameplay. Jednakże, czytałem o kolejnych częściach i zamierzam po nie jak najbardziej sięgnąć. Mam nadzieję że jedynka która nie jest taka zła, będzie najgorszą częścią całego cyklu i dwójka będzie czymś naprawdę dobrym.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz