Pierwsza konsola Playstation miała swoje czasy świetności i powstało na nią ponad 1000 tytułów. Olbrzymia biblioteka gier, z których można wyłowić masę dobrych produkcji i perełek. Wśród gatunków popularne były strzelanki TPP, z widokiem zza pleców bohatera. Obstawiam, że wiele osób jako jednego z przedstawicieli wskazało by Metal Gear Solid. Osobiście jeszcze nie zagrałem ale mam w planach. Jedno co wiem, produkcja jest niesamowicie kultowa a co jakiś czas powstają kolejne części. Największym konkurentem który zdobył grono zwolenników i również okazał się kultowy, był Syphon Filter. I właśnie o tej grze dzisiaj opowiem.
Twórcami gry jest 989 Studios. Opinie o tej firmie były marne, zostali ochrzczeni tytułem specjalistów od chrzanienia sprawy. Podobno każda ich produkcja miała jakiś potencjał, ale nie zostało to wykorzystane i większość ich produkcji jest już raczej zapomniana w morzu innych gier. Syphon Filter okazał się prawdziwą perełką, który doczekał się następnych dwóch części na PSX, oraz 3 części na PS2, co już świadczy o tym, że cykl musiał prezentować ze sobą jakiś poziom, a gracze musieli chętnie po niego sięgać, skoro nie poprzestano na jednej części.
W grze wcielamy się agenta - Gabriela Logana. Otrzymuje do wykonania różne misje oraz zadania. Terroryści podkładają w nowym Jorku bomby z tytułowym wirusem. Sytuacja jest poważna, z miasta zostali ewakuowani cywile, trwają walki. Nasz agent powoli eliminuje kolejnych przywódców wrogiej organizacji i rozbija ją od środka. Z biegiem czasu wychodzą na jaw spiski i zdrady. Poza Amerykanami, udział biorą też Rosjanie. Każda strona w tej grze ma jakieś cele. Wszystko wyjaśnia się na przestrzeni przechodzenia etapów. Po pierwszej misji przemierzamy muzeum z wystawą z antycznej Grecji. Potem zostajemy przeniesieni do tajnej bazy w Kazachstanie, a nawet do Ukrainy, gdzie walka będzie toczyć się w klasztorach. Na koniec wrócimy do poprzedniego kraju na obrzeża samej stolicy. Etapy są zróżnicowane, oferują masę emocji, eksplozji a także liczne armie przeciwników do eksterminacji. Do dyspozycji oddano różne uzbrojenie, kamizelki kuloodporne, czy paralizator taser, którym można spalać przeciwników. Misje nożem przechodzić w stylu rambo, są też etapy gdzie musimy działać bez wykrycia, używając pistoletu z tłumikiem. Są też walki z bossami, w tym z helikopterem i opancerzonym jegomościem z miotaczem ognia. Gra była naprawdę ekscytująca, przyjemnie eliminowało się wrogów, za pomocą strzałów w głowę. Przeszedłem ją ponad kilkanaście razy.
Kiedy ukazała się zapowiedź drugiej części, wręcz mnie zelektryzowało. Zanim dorwałem się do gry, w czasopiśmie jak dziki czytałem opis gry. Nie przeszkadzały mi spoilery, a lektura umilała czas przed kontaktem z grą. Po zakupie w ręce wpadły dwie płyty. To musiało oznaczać dłuższą zabawę. Czuć było ten sam klimat co pierwszej części, po kontakcie z intrem i ładowaniem ekranu. Kontynuacja zaczyna się od próby eliminacji naszego bohatera. Sam uchodzi z życiem tracąc większość swoich ludzi podczas pierwszej misji. Szybko wychodzi na jaw zdrada agencji dla której pracował. Tak jak w pierwszej części walczył z terrorystami, tak teraz ma kolejnego wroga. Poziom trudności wzrósł, przeciwnicy są groźniejsi. Misje zaczynamy nieraz bez ekwipunku, np po schwytaniu. Tym razem zwiedzamy góry skaliste, bazę wojskową, przejedziemy się pociągiem bez biletu, zahaczymy o imprezę na ruskiej dyskotece, włamiemy się do więzienia dla kobiet o zaostrzonym rygorze w Rosji, a skończymy w Nowojorskich slumsach. W grze przewiną się osoby z pierwszej części, czeka na nas dużo, przeważnie niemiłych niespodzianek, w tym wrodzy snajperzy. Czerwieniejący radar i napis head shot nad naszą głową, do przyjemnych nie należy. O ile w pierwszej części można było normalnie walczyć z wrogiem, tak w drugiej części trzeba było wykazywać się zwinnością i różnymi taktykami, oraz częstszym ukrywaniem się za osłonami. Do tego doszły etapy, gdzie musieliśmy ogłuszać np komandosów, bo zabicie ich wiązało by się ze złamaniem parametrów misji. Fabuła rozwijała się jeszcze ciekawiej i w miarę etapów byliśmy coraz bliżej odkrycia różnorakich kłamstw. Miedzy innymi doszedł zdrajca w oddziale. Gra oprócz single, oferowała też tryb multiplayer, oraz różne sekrety, które odblokowywały dodatkowe mapy. Grę przeszedłem chyba ponad 20 razy.
No i ostatnia część na szaraczka była najsłabszą odsłoną trylogii. Misje były zróżnicowane, fabuła dalej poszła do przodu. W drugiej części graliśmy 2 bohaterami, a w trójce aż czterema. Można było przekonać się, jak wyglądała historia z wirusem z perspektywy kilku osób. Zostały oddane do dyspozycji nowe bronie, nowe zadania. Ogólnie było ciekawie. Sama gra miała swoje świetne momenty i misje które lubiłem powtarzać. O ile pierwsze dwie części zapewniły wrażenia na wiele godzin, tak przejście tej części zajęło mi wprawionemu w boju graczowi zaledwie jakieś 5/6 godzin. Był to jednak godziny emocjonujące, zwłaszcza za pierwszym razem. Grafika nieco się pogorszyła. Do dyspozycji oprócz singla, był jeszcze multiplayer i różne minigry. Więc twórcy znowu starali się wprowadzić coś nowego.
W części na PS2 nie grałem oprócz Omega Strain którą przeszedłem w bodajże 60%. Owa gra stawiała bardzo wymagające wyzwania, dużo sekretów i pobocznych zadań, których nie musieliśmy wykonywać. Największą zmianą było wprowadzenie edytora postaci, gdzie mogliśmy stworzyć swojego bohatera. Całkiem miły smaczek. Doszło ukrywanie ciał, przebieranie się we wrogie mundury, statystyki i trochę innych bajerów. Walka z wrogiem została jeszcze bardziej utrudniona. Działamy znowu w Nowym Jorku, Jemenie, i innych miejscach. Jednym z ciekawych etapów był zamach w galerii handlowej, gdzie lezą ranni oficerowie swat. Naszym zadaniem jest jak najszybsze wkroczenie, ukrycie rannych oficerów za osłonami i zamknięcie drzwi, by nie doszło do kolejnych ofiar. Oprócz tego musimy w międzyczasie rozbroić bomby, a na koniec załatwić bossa. Masa emocji jak na jeden etap. Plus warto było się spieszyć przechodząc grę, bo do statystyk liczył się też czas przejścia. Ogólnie gra nie była zła, ale klimat nieco według mnie uleciał. Próbowano zrobić coś jeszcze bardziej epickiego, ale trochę nowa formuła wszystko zepsuła. Niemniej zamierzam tą część dokończyć, a potem dwie ostatnie, z którymi praktycznie nie miałem jakiejś większej styczności, poza liźnięciem jednego etapu przez parę minut.
Ogólnie SF2 jest moją ulubioną grą na PSX, zaraz po pierwszej części. Jeśli miałym wskazać na ulubiony tutuł ogólnie, bez wahania wybrałbym go tak samo, za masę miłych wspomnień i wiele godzin przegranych przed telewizorem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz