Próbuję znaleźć jakąś właściwą drogę. Żeby wszystko było u mnie jeszcze bardziej zoptymalizowane. O ile nawyki żywieniowe u mnie pozostawiają jeszcze sporo do życzenia, tak z rana od kilku dni w menu znajdowały się płatki. Efekt? Miałem wrażenie jakbym był mniej zamulony. W trakcie dnia zamiast iść jeść coś w fast foodach, sięgałem po batoniki energetyczne i jakieś tam chrupkie pieczywo z ziarnami. Niestety dwa razy poległem i lądowałem w kfc, a w piątek w pizzerii. Nowa żywność którą starałem się spożywać na drugie śniadanie była zdrowa, ale jakaś jakby nudna. Chyba spróbuję z kanapkami. Chociaż pamiętam że kiedyś jak zabierałem je ze sobą, to apetyt strasznie rósł w miarę jedzenia i miałem ochotę na więcej. Coś co ewidentnie ostatnio zauważyłem na plus - spadek wagi z ponad 90 kilo do 88. Nie zamierzam jakoś mocno się odchudzać, będę zadowolony jak osiągnę pułap granicy 80 kg. Coś czuję że batalia będzie naprawdę długa i nie łatwa.
Udaje mi się natomiast wstawać wcześniej i szybciej chodzę spać. Niejednokrotnie doskwierał mi brak energi i w efekcie w ciągu dnia kiedy korzystałem z drzemek, sen trwał nawet parę godzin zanim się przebudziłem. Zamiast leżeć prawie do 9tej, obecnie wstaję w granicach 8:15 - 8:20. Wstawanie było moją mocno oporną stroną i do dzisiaj jest. Aby sobie ułatwić, budziki ustawiam około 7:30 i kolejne z odstępami, by potem normalnie wstać. Może do końca miesiąca uda się zejść do równej godziny 8smej.
Na samym facebooku staram się ograniczać czas i scrollowanie po czyichś tablicach oraz aktualnościach. Przydatną rzeczą jest według mnie kliknięcie w przycisk obserwowanie znajomych i anulowanie wyświetlania ich postów w aktualnościach. Dzięki temu jak chcę nawet przejrzeć co się dzieje, to omijają mnie posty które w większości są rzeczami, które za dzień czy dwa już nie będą mieć znaczenia. Poza tym wiele wpisów to teksty zagadki, których nie rozwiązał by batman czy chociażby sherlock holmes. Ostatnio jeden znajomy coś tam odpisał na post sprzed 8 lat, najwyraźniej z nudów. Ciekawe.
Do końca miesiąca zostały niecałe 2 tygodnie. Nie dużo, ale można zrobić naprawdę wiele. Mam nadzieję że mi się uda. Pisanie na blogu wróciło na dobre tory. To już trzeci wpis w tym roku, więc coś co mogło zmienić siew trupa, odżyło. Tak samo ja, mam lepsze samopoczucie niż wcześniej, staram się mniej irytować. Ten miesiąc może i będzie taki sobie, ale nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy. A jak wam się zaczął rok?
Jeśli macie jakieś cenne sugestie - zapraszam. Tymczasem, ja się zmywam i lecę oglądać skoki narciarskie, czas na trochę odcięcia się od codziennej rutyny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz